Nie pozwolę ci zniknać

Zdjęcie na okładce Nie pozwolę ci zniknąć zrobiłem niemal dokładnie rok temu, osiemnastego lipca 2020 na rozlewiskach Bugu. Lubię tam jeździć coraz częściej. Najlepiej wyskoczyć szybko w trakcie tygodnia, w żadnym wypadku w weekend, zwłaszcza wakacyjny. Cisza, spokój i dookoła tylko przyroda.

Dziś odebrałem wydrukowaną książkę, a ponieważ droga nad Bug to w zasadzie pół godziny od drukarni, wyskoczyłem szybko nabrać sił i się zresetować. Tak, robię tak coraz częściej. Zmieniłem priorytety.  Całe połacie porośnięte macierzanką piaskową, nad którą latają trzmiele i dziesiątki motyli. W oddali za gęstymi krzakami słychać klangor żurawi.

Nie doświadczyłbym tego wszystkiego gdyby nie mój syn. Szkoda tylko, że nie możemy razem. Stało się, jak się stało. Świat się zmienił.

Trudno się pisze o własnej książce, jeszcze trudniej o tak osobistej. Przez całe moje zawodowe życie przeplatałem je z doświadczeniami osobistymi. Książki o inwestowaniu powstawały, bo tym się zajmowałem, książka o autyzmie (i cały pomysł serii Biała Plama) bo stało się to moim doświadczeniem. Podobnie jest z tą książką. Książką o żałobie. 

Ojcowska, czy w ogóle męska żałoba to temat tabu. Nie mówi się o niej zbyt często. Mężczyźni najczęściej są w tle. Mają wspierać swoje rodziny, żony, być twardzi. Wiadomo – nie przeżywają emocji. To oczywiście bzdura. Ale wiadomo o tym, tylko gdy da się szansę mówić – ojcom, synom, dziadkom, partnerom. W ich własny sposób, na ich warunkach. A czasem nawet nie mówić, tylko obserwować, co i jak robią.

Choć to bardzo osobiste pisanie, mam nadzieję, że okaże się pomocą, wsparciem dla tych, którzy znaleźli się w sytuacjach, gdy świat rozpadł się na kawałki.

Poprosiłem dwie autorki, żeby napisały kilka zdań, które mógłbym zamieścić na okładce. Nie miałem żadnych oczekiwań. Być może to co napisała Iza Klementowska, której Minuty oraz Portugalczyka kocham nieustająco, a także Justyna Wicenty, autorka poruszającej Kołysanki z huraganem, będzie zachętą do lektury.

Grzegorz Zalewski uchyla drzwi do świata męskiej żałoby i odkrywa przed nami kulisy straty, którą spowija społeczno-kulturowe tabu. Autor, inwestor giełdowy, zawodowo korzystający na krachach, doświadcza osobistego tąpnięcia, na które nie przygotowuje żaden podręcznik zarządzania ryzykiem. Pisze więc wiadomości na messengerze do umarłego syna. Układa rymowankę o rozpaczającej mamie i tacie. Zamiast na spotkanie biznesowe, jedzie podpatrywać ptaki. Faceci przecież sobie jakoś radzą. W tle rysuje się trudna relacja rodziców w żałobie – jedno czeka w snach na znaki, drugie śpi „trzeźwo”; są razem, a jednak na skrajnych biegunach przeżywania straty.

Książka przejmująco szczera. Konkretna do bólu. Szalenie potrzebna.

  • Justyna Wicenty, autorka „Kołysanki z huraganem”

Kiedy czytałam książkę Grzegorza Zalewskiego, ciągle przychodziły do mnie słowa z filmu Godziny nakręconego na podstawie książki Virginii Woolf Pani Dalloway: „Jest możliwe umrzeć”. Jak poradzić sobie ze stratą, kiedy ktoś nie może albo nie potrafi już żyć? Jak poradzić sobie ze stratą najbliższej osoby? Wydaje się to niemal niemożliwe. Nie ma jednej recepty i Grzegorz Zalewski nie szuka żadnej. Pokazuje jednak chyba wszystkie możliwe oblicza straty z ogromną czułością, nie stroniąc również od jej najciemniejszej strony. Książka bardzo osobista, mocna, pięknie napisana.

  • Iza Klementowska, reporterka

 

Nie pozwolę ci zniknąć, G. Zalewski

Nie pozwolę ci zniknąć, Grzegorz Zalewski

Wyd.: Linia/BiałaPlama, 2021

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *