#WstydźSię!

Media społecznościowe stworzyły arenę, na której wciąż rozgrywają się sztucznie wykreowane, pełne napięcia dramaty. Każdego dnia pojawia się na niej nowa osoba odgrywająca przypisaną jej rolę szlachetnego bohatera lub nikczemnego złoczyńcy, Wszystko bazuje na pochopnych uogólnieniach i zachowaniach, których wystrzegamy się w rzeczywistości.

Kilka dni temu usłyszałem pewną historię. Opowiadał ją siedemdziesięcioletni mieszkaniec wioski, w której żyje. Chodziło o jakieś aktualne sprawy i animozje, zaś bohaterami jego opowieści byli bracia, na których mówił “Skóry”. Przydomek ten, nie wziął się jednak od nazwiska, np. Skórzyńscy. Okazało się, że dziadek tych braci, przed II wojną światową ukradł wyprawione skóry zwierzęce. Został przyłapany na kradzieży. Karą było przejście przez wioskę z tabliczką zawieszoną na szyi, na której było przyznanie się do kradzieży skór. Minęło kilka dekad i przestępstwo przodka ciągnie się za rodziną, choć pewnie dziś ta historia wzbudza raczej uśmiech, niż potępienie.

Publiczna kara chłosty, wystawienie w dybach na widok publiczny, czy inne zniewagi były niegdyś popularne. Mieszkańcy (wraz z dziećmi) zbierający się wokół pręgierza, miejsca kaźni, czy kary śmierci traktowali to wydarzenie w kategoriach rozrywki. Ale to było w wiekach ciemnoty i przemocy. Dziś coś takiego jest nie do pomyślenia. No chyba, że mówimy o internecie.

Głupawy żart, nieprzemyślane słowa, durna fotka może stać się celem ataku MORALISTÓW internetu, którzy najpierw się oburzą, później wezwą posiłki, a na koniec skompromitują nie znaną sobie osobę, tylko dlatego, że POCZULI się urażeni, albo w ich opinii, ktoś MÓGŁBY poczuć się urażony.

Autorka Księgi samozniszczenia Marian Donner napisała w felietonie dla De Groene Amsterdammer

Nie ma znaczenia, czy ich [internetowych samozwańczych sędziów i katów] orientacja polityczna jest lewicowa czy prawicowa, czy walczą z seksizmem czy feminizmem. Samozwańczy sędziowie i kaci czują, że walczą o coś większego.

Nie znam niderlandzkiego, musiałem posiłkować się translatorem Google, ale przeglądałem eseje i felietony autorki, której książkę wydaliśmy i miałem wrażenie, że jej poglądy i spostrzeżenia są mi w wielu kwestiach bardzo bliskie. Również te dotyczące publicznego pręgierza, gdzie samozwańczy kaci i sędziowie nie biorą ofiar. Wystarczy, że ktoś powie coś głupiego, nierozsądnego, jakiś krzywy żart, może się okazać, że nieintencjonalnie ktoś poczuł się urażony. Zrobi zrzut ekranu i wezwie do publicznej krucjaty. I się zaczyna!

O tym zjawisku napisał Jon Ronson w książce #WstydźSię!, na którą naprowadziła mnie Donner.

Ronson napisał swoją książkę w 2015, często zadając w niej pytanie, czy nie za bardzo zapędziliśmy się w publicznym piętnowaniu, podając historie osób, których życie stało się koszmarem, po tym jak twitterowi sędziowie postanowili dopaść i dosłownie – zagryźć. Od tamtego czasu sytuacja się nie poprawiła. Jest jeszcze “mocniej”. Czasem się zastanawiam, czy satyra, ironia, sarkazm ma jeszcze rację bytu. Bo zawsze ktoś może poczuć się urażony, obrażony, być przedmiotem ataku i agresji, a wystarczy, że ma odpowiednio dużo followersów i wskaże cel swojego oburzenia. Nie wystarczy dziś przeprosić, bo można usłyszeć, że to nie-przeprosiny (non-apology), no chyba, że stracisz pracę, albo wszyscy się od ciebie odwrócą – taki współczesny odpowiednik wygnania. Jako mężczyzna mam problem z dyskusją bo mogę usłyszeć, że uprawiam “mansplaining”, co więcej jestem biały, więc domyślnie mogę być rasistą, z wielkiego miasta – więc można mi postawić zarzut protekcjonalizmu, uprzywilejowania, a na końcu patriarchalnego wychowania.

Dyskusja umarła. Nie możesz popełnić błędu, głupiego żartu, bo ktoś podsłucha, poczuje się urażony, zrobi fotkę, upubliczni i opisze. Nawet, gdy był mimowolnym świadkiem.  Nie wystarczy przepraszam, należy się ukorzyć.

Nikt się nie będzie zajmował prawdą. Jest zabawa! Weźmy popcorn i patrzmy, jak płonie czyjeś życie!

Ronson przypomina w książce kilka historii, którymi przez moment żyły nawet polskie media społecznościowe. Dziś nikt już o nich nie pamięta, ofiary publicznego napiętnowania kosztowało to utratę pracy, pieniędzy, depresję, często kończyły się odebraniem sobie życia. Bo publiczność postanowiła przykładnie ukarać “winnych”. W wielu przypadkach, nie były to osoby publiczne, które powinny uważać na to co mówią i piszą, ale zwykli anonimowi ludzie, którzy coś zrobili dla żartu, czasem wyłącznie w swoim gronie (bo znają zasady). Może głupiego. Ale w wielu przypadkach wymagającego co najwyżej zwrócenia uwagi i wzruszenia ramionami. Ale tak się nie stało, bo ktoś postanowił zostać sędzią i katem w jednym.

Ronson spotkał się z osobami, których dotknął internetowy (i realny) ostracyzm, oraz z tymi, którzy inicjowali oburzenie. Dodał też niezmiernie ważną rzecz, czyli reakcje na niektóre własne teksty. Dobitnie pokazał, że nie ma znaczenie szerszy kontekst, przeczytanie całego artykułu, liczy się tylko to, że ktoś, kto poczuł się urażony postanowił wylać swój gniew i frustrację. W imię obrony przez przemocą (słowną) samozwańczy sędziowie dopuszczają się niewspółmiernie większej przemocy, ale nie widzą w tym sprzeczności. Co więcej reagują jeszcze większym gniewem, gdy zwróci im się na to uwagę. 

Przy okazji pisania notki po lekturze Zaufaj mi, jestem kłamcą wspomniałem aktualny wówczas przypadek nagonki na restauratora, który porzucił śmieci w lesie. To znaczy, nie porzucił, ale nikt tego nie sprawdzał. Tysiące oburzonych rzuciło się na – ich zdaniem – winnego. Po wszystkim, nikt się nie będzie przejmował, czy ktoś ucierpiał. Przez kilkadziesiąt minut miliony frustratów mogły się nad kimś pastwić, albo ukarać za doznane przez siebie (potencjalne) przykrości.

Przerażająca jest rozmowa Ronsona z Adrią Richards, która poczuła się urażona przypadkowo usłyszanym żartem dwóch facetów szepczących do siebie i doprowadziła do ich zwolnienia, upubliczniając ich fotkę z odpowiednim komentarzem. Sama doświadczyła również niewspółmiernej reakcji “obrońców” dwóch programistów. Jednak po wszystkim nadal uważa, że miała moralne prawo: “Gdybym to ja była w związku małżeńskim i miała troje dzieci na utrzymaniu, z pewnością nie opowiadałabym “żartów” na konferencji, tak jak on to robił. Ale chwileczkę, ja przecież wiem, co to współczucie, empatia, moralność, etyka i kieruję się nimi w moich życiowych wyborach”.

Policja Myśli, stworzona w Roku 1984 przez Orwella, stała się faktem. W jednym z odcinków serialu Czarne LustroBiały niedźwiedź (s2e2) ludzie ponoszą karę, biorąc udział w niekończącym się przedstawieniu w specyficznym parku rozrywki – White Bear Justice Park. Dręczona, prześladowana w imię kary, za swoją zbrodnię (której, do pewnego momentu nie ma świadomości). Ale całość jest tak zbudowana, że nie jesteśmy pewni, kto jest bardziej okrutny, ona czy “sędziowie”. W mediach społecznościowych ofiarą dręczenia można stać się w wyniku absolutnie przypadkowego i głupiego żartu, który jakiś reprezentant lub reprezentantka Policji Myśli postanowi nagłośnić i skierować nań uwagę cybertłumu.

[foto: kadr z filmu Black Mirror, odc. Biały Niedźwiedź]

 

#WstydźSię!, J. Ronson

 #WstydźSię!, Jon Ronson

Wyd.: Insignis, 2017

Tłum.: Katarzyna Dudzik, Olga Siara

2 komentarze do “#WstydźSię!”

  1. A czy przypadkiem nie jest to wpływ sprzyjającego platformom prawa? Stacje radiowe lub telewizyjne emitujące głosy widzów/słuchaczy nawołujące do nagonek poniosą konsekwencje finansowe, podczas gdy platformy cyfrowe nie. Może metoda na naprawienie tej sytuacji jest banalna w swojej prostocie: skoro platformy społecznościowe są mediami to winny ponosić odpowiedzialność jak media a nie jak platformy świadczące usługi drogą elektroniczną.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.