Dzieci nie płakały

Alfred Trzebinski – syn Polaka i Niemki. Ukończył studia medyczne. W 1933 roku wstąpił do NSDAP, podczas II wojny światowej jako członek Waffen-SS pełnił rolę lekarzy obozowych w Auschwitz, Majdanku, a ostatecznie w obozie Neuengamme. Natalia Budzyńska odkrywa historię kuzyna swojego dziadka, o którym w domu nie mówiło się ani o jego życiu, ani o jego śmierci.

Autorka próbuje odnaleźć informacje o swoim wuju. Pracującym w hitlerowskiej machinie śmierci, zaangażowanym – jako lekarz – przy eksperymentach medycznych prowadzonych w obozie koncentracyjnym Neuengamme. Dociera do jego zapisków prowadzonych w celi śmierci (został skazany na śmierć przez powieszenie w 1946 roku), do wspomnień więźniów i innych oskarżonych o zbrodnie wojenne.

Prawdę mówiąc oczekiwałem właśnie tego. Próby opisania, na bazie dostępnych informacji tego, co myśli człowiek podejmujący takie decyzje. Lekarz, którego zadaniem jest ratowanie życia i zdrowia ludzkiego. Człowiek, który znalazł się w czasach, gdzie wybory były potwornie trudne.

Niestety sposób pisania Natalii Budzyńskiej ma tę nieznośną manierę, której nie znoszę. Na podstawie strzępów informacji, zdań, notatek, wspomnień, zdjęć, autorka kreuje świat: “może myślał o tym, może o tamtym”, “pewnie kąpał się w jeziorze obok”, “może przyjaźnił się z tym i tym”, “może spotkał samego Himmlera”, “patrzę na biały domek, tak jak on patrzył”.

Ciężko mi się to czyta, właśnie z tego względu, bo wyjątkowo mało tam Trzebińskiego, jako człowieka. Mamy trochę rodzinnej historii, mnóstwo historii obozów koncentracyjnych, tych wszystkich okropieństw, o których już tyle napisano. I jakieś strzępy, w stylu “może patrzył na to wszystko, a może nie”. “Co sobie myślał, gdy zabijano wokół niego tysiące osób”. Jako lekarz obozowy musiał uczestniczyć w egzekucjach, wypełniać i wydawać rozkazy. Mam wrażenie, że gdyby to miała być faktycznie historia wuja autorki, wyszedłby z tego materiał do jakiegoś magazynu, albo kilkudziesięciominutowego reportażu. Blisko czterystu stronicowa książka jest po prostu przegadana, właśnie tymi wszystkimi przypuszczeniami.

Najlepiej to oddaje pewien fragment:

O depresji mówił podczas procesu: „W szpitalu niedaleko Drezna przebywałem do sierpnia 1943 roku. W tym czasie nawet życzyłem sobie śmierci, ponieważ byłem pod zbyt dużym wrażeniem tego, co widziałem w Auschwitz i w Lublinie”. Gdybym pisała powieść, mogłabym na podstawie tego jednego zdania stworzyć cały rozdział. Łatwo mi przychodzi wyobrazić sobie czterdziestoletniego mężczyznę, który w tyfusowych majakach widzi zwały nagich trupów i krew płynącą z roztrzaskanych główek żydowskich dzieci. 

Właśnie tak to wygląda. To nie jest powieść, a jednak właśnie z takich pojedynczych zdań  czy wspomnień Budzyńska snuje przypuszczenia i opowieści. Z tą różnicą, że mając świadomość, tego czego nie wolno w reportażu, autorka albo zdania buduje w formie pytań, albo opisuje własne wrażenia, w określonych sytuacjach. 

Przebiegam wzrokiem treść i wyłuskuję fakty, z całej nadbudowy. Cytaty ze wspomnień, zarówno samego Trzebińskiego, jak i innych bohaterów tamtych czasów.

Prawdę mówiąc, chyba wolałbym powieść, z całą złożonością emocjonalną bohatera, choćby nawet fikcyjną. Jest taki moment, gdy autorka opisuje wyjątkowo brutalnych i sadystycznych kapo, czy esesmanów. Przez kilka akapitów cytuje świadków ich zachowań, by na koniec podsumować:

Prości ludzie, z którymi wykształcony doktor Alfred Trzebinski musiał pracować i z którymi musiał na co dzień przebywać. Sprzedawcy, cieśle, pomocnicy restauratora, kierowcy, ślusarze. Leni Trzebinski wiele lat po wojnie mówiła: „Nie czuł się dobrze w Neuengamme. Dla niego ci ludzie byli zbyt prymitywni. Zawsze mówił, że w cywilu są nikim, a tutaj robią z siebie nie wiadomo kogo

Nie podoba mi się takie prowadzenie historii, w której główny jej bohater w zasadzie pełni wyłącznie rolę tła. Nie do końca znaczącego w całości historii. O wiele ciekawsze byłoby właśnie to, w jaki sposób człowiek biorący udział w zorganizowanym morderstwie zaczyna relatywizować przyczyny śmierci. Trzebiński postanowił ograniczyć podawanie śmiertelnych zastrzyków z fenolu w obozie Neuengamme, od tej pory “więźniowie mieli umierać śmiercią naturalną”. Pozostają nam wyłącznie domysły, bo poza notatkami i zapisem przesłuchań powojennych, nic więcej nie wiemy.

Rozumiem, że autorka chciała wyjaśnić i dowiedzieć się jak najwięcej o historii swojej rodziny. Niemniej, właśnie powieść z całą złożonością emocjonalną postaci mogła być o wiele bardziej poruszająca, niż takie stwierdzenia, z których wynika w zasadzie jedno – nie rozumiemy jego motywacji.

Poza tym wygląda na to, że Trzebinski kompletnie nie radził sobie z władzami obozowymi, albo był tak słaby, albo tak zobojętniały, albo chciał mieć święty spokój, lub po prostu podlizywał się. 

Tak jak wcześniej napisałem, przerzucałem kolejne strony książki Natali Budzyńskiej, zatrzymując się przede wszystkim na cytatach ze źródeł. Mówią o wiele, wiele więcej.

Były więzień Lüdke: „To prawda, Trzebinski był lepszy niż na przykład Thumann, jeśli chodzi o bicie, ale powiedziałbym, że był okrutny, ponieważ nie zrobił tego, co powinien”.

Były więzień Wackernagel: „W obozie mówiono na niego [Trzebinskiego] »leniwa świnia«, bo ledwo rzucał okiem na chorych i nie dbał o to, że brakuje lekarstw”.

Adwokat Trzebinskiego, doktor Lappenberg: „Więźniowie obozu koncentracyjnego ze względu na osobiste wrażenia i z powodu cierpienia, jakiego doświadczali na co dzień, są skłonni do szukania odpowiedzialnych za to osób wśród lekarzy i oskarżają ich o zaniedbania, kiedy ci nie mogli ulżyć ich cierpieniu. To jest ich pogląd, że to lekarze byli odpowiedzialni za epidemie i śmierć w obozie. Biorąc pod uwagę wszystkie fakty i okoliczności, należy dojść do innego wniosku. Rzeczywiste przyczyny spoczywały na systemie zarządzanym przez władze SS, a mianowicie na eksterminacji więźniów poprzez pracę”119.

Trzebinski: „Od dzieciństwa bardzo współczuję wszystkim stworzeniom, które cierpią, nad którymi ktoś się znęca, czy mają dwie, czy cztery nogi. Wielkim błędem w oskarżeniu brytyjskim było zarzucenie mi braku współczucia wobec więźniów, ale nie sądzono człowieka we mnie, tylko nosiciela munduru znienawidzonego systemu”.

Relatywizacja, tłumaczenie siebie i oczywiście nieustające “tylko wykonywałem rozkazy”. Za każdym razem przejmujące. A w obecnych czasach, gdy uruchomiono cały aparat represji, żeby pokazać siłę państwa wobec słabych jeszcze bardziej zastanawiające. Oczywiście pamiętając o różnicy w skali tego, co działo się podczas drugiej wojny światowej, a co wydarza się dziś. Myślę jednak, że za kilka lat będziemy czytać podobne wyznania, gdy zacznie pojawiać się wstyd związany z tym, kogo rozkazy się wykonywało. Choćby było to “ledwie” wywożenie ludzi do lasu.

– Czy myśli pan, że nawet Himmler ryzykowałby wydanie takiego rozkazu, wiedząc, że informacja o tak brutalnym zamordowaniu niewinnych dzieci dotarłaby do mieszkańców Niemiec?

– Wszyscy w Niemczech wiedzieli, że w Auschwitz byli mordowani Żydzi w każdym wieku, także dzieci.

– Czy uważa pan, że byłoby czynem bohaterskim powiedzieć: „Jako oficer SS odmawiam zabicia tych dzieci” i podjąć jakieś odpowiednie kroki?

– Oczywiście.

– Czy jedyną możliwą reakcją myślącego człowieka nie powinno być stwierdzenie: „Nie zabiję ani nie będę uczestniczył w zabijaniu małych dzieci”?

– Charaktery bohaterskie są bardzo rzadkie wśród ludzi. Może jedna osoba na sto. Ja jestem wśród tych dziewięćdziesięciu dziewięciu. Może bałem się nie tyle o własne życie, ile o moją rodzinę.

[…]

– Czy stanąłby pan po stronie tych, którzy zabijają niemieckie dzieci, niezależnie od tego, czy ich rodzice byli komunistami, czy nie?

– Łatwo jest zadawać takie pytania z bezpiecznej pozycji. Musielibyście żyć w III Rzeszy i być w SS, żeby zdać sobie sprawę z trudności odpowiedzi na tego rodzaju pytania.

[Foto: Własnoręcznie wykonana przez Alfreda Trzebinskiego okładka pamiętnika zatytułowanego Ich. Zaczął go pisać dla swojej córki po ogłoszeniu wyroku, źródło: książka]

Dzieci nie płakały, N. Budzyńska

Dzieci nie płakały. Historia mojego wuja Alfreda Trzebinskiego, lekarza SS, Natalia Budzyńska

Wyd.: Czarne, 2019

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.