Egzekutor

W opowiadaniu Wrześniowa oda Jerzego Andrzejewskiego z tomu Noc i inne opowiadania, główni bohaterowie mają wykonać wyrok na podejrzewanym o szpiegostwo na rzecz Niemców. To dopiero początek wojny, jeszcze nie ma zorganizowanej konspiracji i wykonywania wyroków w imieniu Polski, za zdradę czy kolaborację. Ale Andrzejewski pokazał w tej literackiej miniaturce, co mogłoby się zdarzyć, w konsekwencji różnych zdarzeń. I to, że na wojnie są po prostu przypadkowe ofiary, a bohaterstwo jest często wymuszone. A może po latach nie wszystko wiemy o tych, których uznaliśmy za bohaterów.

Andrzejewski nie ocenia nikogo, ani też nie zajmuje się tym, co mogłoby dziać się w głowie bohaterów już później. A może dziać się dużo, co pokazuje literatura (i film) wojenna, choć raczej nie ta nasza rodzima.

Ptasiek oraz W księżycową jasną noc Willama Whartona poruszały wątek załamania psychicznego w konsekwencji działań wojennych. Filmy Łowca jeleni oraz Czas Apokalipsy to również fantazje na temat obłędu, dla którego  dziś pewnie postawiono by diagnozę – zespół stresu pourazowego. Grażyna Jagielska we wspomnieniach ze szpitala psychiatrycznego leczącego weteranów wojny w Afganistanie (Anioły jedzą trzy razy dziennie) portretuje tych “twardych facetów”, na których jednak wojna i zabijanie robią z czasem wrażenie. Wbrew ich woli.

Chyba, że zabijanie innych i patrzenie na masakrę różni się w zależności od tego, po której stronie się stoi. Tak jak powiedział o tym Stanisław Likiernik:

Może taka jest różnica między agresorem i obrońcą? Ten drugi rzadziej chyba popada w szaleństwo, choć uczestniczył w prawdziwych makabrach.

A może to jednak nieprawda? Może z wielu różnych powodów brutalność obrońców, ofiary przypadku, zwykłych ludzkich słabości – zawiści, zazdrości, głupoty nie są wygodne do pokazania. Może lepiej tworzyć mit bohaterskiego żołnierza, który z pieśnią na ustach, wiarą w sercu dokonuje jedynie szlachetnych czynów w imię obrony ojczyzny. Może właśnie dzięki utrzymywaniu tego mitu, tak trudno rozliczyć nam się z wieloma sytuacjami z przeszłości.

Stefan Dąmbski miał 16 lat, gdy w 1942 roku wstąpił do Armii Krajowej. Bardzo chciał działać. Robić coś znacznie bardziej emocjonującego niż przenoszenie meldunków. Udało mu się. Należał do jednej z grup egzekucyjnych, które wykonywały wyroki śmierci na kolaborantach, zdrajcach i ludziach współpracujących z Niemcami. Jego pierwszą ofiarą był kolega, który jak się okazało donosił na Gestapo.

Szedłem pierwszy, z bronią gotową do strzału. Przypomniały mi się teraz ostatnie słowa “Stacha” (przełożonego): “A nie zapomnij przeczytać mu wyroku, niech wie, za co ginie!”. Zacząłem sobie też przypominać słowa tego wyroku: “Z ramienia Rządu Rzeczpospolitej Polskiej i z ramienia dowództwa AK…”. Bzdura – pomyślałem – akurat mu teraz wyrok do szczęścia potrzebny!

Książka Egzekutor to wspomnienia Dąmbskiego, które zaczął spisywać w latach siedemdziesiątych. Autor popełnił samobójstwo w 1993 roku (był chory na raka), zaś jego zapiski przechowywali krewni. Ich wydrukowanie w 2006 roku wywołało sporą awanturę, zwłaszcza w środowisku byłych żołnierzy AK.

Zbigniew Gluza, z Ośrodka Karta wspomina, że gdy przeczytali po raz pierwszy wspomnienia Dąmbskiego, przeżyli szok, bo “tak o wojnie nikt nie opowiadał”. Brakuje mi tu dopowiedzenia, że w Polsce. W Polsce tak nie opowiadano.

Dąmbski wprost pisze, że zabijanie mu się podobało. Co więcej dla niego to był swego rodzaju prestiż, którego wcześniej mu brakowało. Miał tylko szesnaście lat.

Dywersja dawała takiemu chłopcu szanse – choć bardzo małe – przeżycia wojny i roztaczała nad nim pewnego rodzaju opiekę. […] Czuł się potrzebny. I potrzebny był rzeczywiście. […] Nie przeczę, że mnie i takim jak ja życie dywersyjne było bardzo na rękę. Nie musiałem chodzić do szkoły, której w młodych latach nie lubiłem, nie musiałem pracować fizycznie, nie miałem żadnych zobowiązań rodzinnych.

Krytycy Dąmbskiego często mówią o nim, jako o sadyście, psychopacie i konfabulancie. Czyżby znów zapomniano choćby o eksperymencie więziennym Zimbardo i tym, co dzieje się z nami w nietypowych okolicznościach? Nie wspominając już o tych wszystkich wymyślonych bohaterach filmowych i literackich, o których napisałem wcześniej. A którzy przecież byli często powoływani do życia przez ludzi, którzy brali udział w działaniach wojennych. To była fikcja, ale fikcja inspirowana rzeczywistością.

Wspomnienia egzekutora należy odczytywać jako manifest antywojenny, a nie próbę oskarżania szlachetnych polskich żołnierzy. To jego spojrzenie na brutalność wojny. Przefiltrowane czasem, pamięcią, poczuciem winy.

Wspomniałem wyżej Łowcę jeleni, mam wrażenie, że inspiracją do stworzenia postaci Nicka (Christopher Walken) mogliby stać się ludzie, których znał Dąmbski.

Mojemu koledze z Czternastki “Twardemu” […] Ukraińcy wymordowali całą rodzinę: ojca, matkę i rodzeństwo. Choć on i brat się uratowali, to jednak obaj nie mogli zapomnieć tej tragedii i w końcu brat “Twardego” zastrzelił się na zabawie tanecznej, na oczach swojej dziewczyny i kilku kolegów. Sam “Twardy” też miał skłonności samobójcze i przy wódce trzeba było pilnować, aby nie palnął sobie w łeb.

W wydaniu, które mam treść uzupełniono krytycznymi tekstami oskarżającymi autora o konfabulację. Mieczysław Skotnicki (Światowy Związek Żołnierzy AK) pisze, że autor wciela się w inne postacie, przypisuje sobie czyny, których nie mógł zrobić i myli fakty. Ale wiele zarzutów jest budowanych na zasadzie “ja pamiętam to inaczej, więc nie mogło być prawdą to co pisze Dąmbski”. Jednak odpowiedź historyków, korzystających z różnego rodzaju źródeł, nie pozostawia wątpliwości. Może pewne fakty są wymieszane i pomylone, ale przy wspomnieniach dystans zawsze jest potrzebny. Zapominamy jednak o najważniejszym. Wojna to nie jest romantyczna przygoda sprawiedliwych. Zło czynią również ci dobrzy i w gruncie rzeczy taki jest przekaz Dąmbskiego.

Warto przy okazji posłuchać audycji w Trójce sprzed kilku lat: Stefan Dąmbski: bohater, psychopata, czy… ofiara wojny?. W wielu wypadkach rozmówcy potwierdzają, że nie potrafimy (nie potrafiliśmy) mówić o mrocznej stronie wojny, stawiając wyłącznie na bohaterską i szlachetną stronę. I dlatego wspomnienia Dąmbskiego mogą być dla wielu tak bardzo niewygodne.

Egzekutor, S. Dąmbski

Egzekutor, Stefan Dąmbski

Wyd.: Ośrodek KARTA, 2010

Podziel się

3 komentarze do “Egzekutor”

  1. Jest jeszcze jedna kwestia, która nie podoba się „niezłomnym o kryształowych obliczach” – przypadkowość w działaniu – o której pisze Dąmbski.
    A to zabijają nie tę osobę, a to pułapki im nie wychodzą, a to atak na posterunek udaje się tylko przez fart.
    Zwykły ludzki pech + niedoróbki.
    Myślę, że nawet jak Dąmbski momentami konfabuluje to jest dużo bliższy realizmowi wojny niż napuszone epopeje.
    A czy on był psychopatą?
    Raczej młodym, nie do końca ukształtowanym człowiekiem, któremu zabicie człowieka zostało sprowadzone do koniecznego czynu.
    Nie zauważyłem u niego również sadystycznych motywów – raczej dążenie do perfekcji w tym co robi. Dąży do perfekcji, bo chce przeżyć. Błąd przy takich akcjach oznacza śmierć egzekutora.
    Przynajmniej ze wspomnień nie wynika, żeby zabijanie sprawiało mu przyjemność.

    1. W tej podlinkowanej audycji mnie zadziwiło, że rozmówcy sami piszą, że ich zaszokowało takie pisanie o wojnie. Zawsze miałem problem z tym, że nasi żołnierze to nawet nie sikają tacy są czyści, ale nie sądziłem, że historycy ten błąd również popełniali.
      Sam Dąmbski w swojej autoanalizie jest wyjątkowo wnikliwi – byliśmy młodzi, głupi i naładowani adrenaliną. Tyle. Koniec kropka.
      Wiadomo, że młodzi są bardziej skłonni do bezrefleksyjnego ryzyka. Nie był bardziej psychopatą, niż Amerykanie zabijający dzieci i kobiety w Wietnamie.

  2. Byłem nietypowym czytelnikiem Egzekutora ponieważ w dzieciństwie byłem otoczony byłymi dywersantami, którzy nie zwracali uwagi na to że dziecko ich słucha. Nasłuchałem się opowieści jak ten się ciągle rusza a mnie brak naboi to musiałem go zaciągnąć do przerębli a ta mała i musiałem go wpychać, uciekał przez zamarznięty Wisłok i ochrzan od dowódcy bo na lodzie byłem widoczny z daleka. Komentarz słuchaczki, Stasiu nie przeziębiłeś się, nie biegłem na melinę to się zagrzałem. Ta wrażliwa koleżanka miała zastrzelić niczego nie podejrzewającego kolegę, szli do sąsiedniej wsi a ten dżentelmen uparł się że jej poniesie stena no i głupia sytuacja on z maszynką a ja z szóstką. Ci sami ludzie na spotkaniach z młodzieżą opowiadali o bohaterstwie kedywiaków. A całe psychologizowanie to tylko dowód ignorancji w psychopatologii. Polecam książkę Żołnierze opartą na podsłuchanych rozmowach niemieckich jeńców.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *