Post-prawda i gówno prawda

Przymierzałem się do tego eseju już od kilku lat. W końcu przy okazji niedawnych zakupów, podczas których staram się zmniejszać moje listy oczekujących książek w różnych księgarniach sieciowych, zdecydowałem się. Być może to przypadek, zrządzenie losu, podświadome wykorzystanie, ale przy okazji prezydentury Donalda Trumpa znów zaczęto przywoływać tę niewielką rozprawę z 1986 roku. Chodzi o esej Harry’ego Frankfurta On Bullshit, który Hanna Pustuła spolszczyła jako O wciskaniu kitu.

Frankfurt – filozof z Uniwersytetu Princeton próbuje rozróżnić kłamstwo od kitu. Kitu, blagi, pieprzenia, farmazonów. Owo angielskie bullshit wydaje się wyjątkowo wdzięczne.

Wciskanie kitu staje się nieuniknione za każdym razem, kiedy okoliczności wymagają od kogoś mówienia o sprawach, na których się nie zna.

No cóż. Niemal wszystkie polskie media z gadającymi głowami, to nieustanna produkcja kitu. Dziennikarze zapraszają polityków, ci gadają okrągłe słowa bez żadnego znaczenia i sensu. Prowadzący zwykle nie reagują. Nie ciągną za język, nie stwierdzają, że “pieprzy pan bzdury” (tylko grzeczniej), tylko sami współuczestniczą w tym procederze. A później wszyscy są zaskoczeni, że niemiecki dziennikarz “rozjechał” polskiego ministra finansów. Choć ten, nie zrobił nic innego, jak tylko drążył temat. I zadawał pytania.

Przed kilkoma laty wziąłem udział w debacie dotyczącej rozwoju rynku kapitałowego. W ostatniej chwili został dokooptowany do debaty nowy wiceminister gospodarki. Jak to tłumaczył organizator, nie można było odmówić. Wiceminister w pierwszych słowach powiedział, że objął dopiero wczoraj stanowisko i nie bardzo się orientuje w zawiłościach rynku, ale chciałby coś powiedzieć. I mówił. Przez około piętnaście minut. Po polsku. Tylko, ja, ani inni uczestnicy (po ich twarzach to było widać) nic z tego nie rozumieli. Bo tam nie było żadnej treści.

Ów wiceminister nie był jakimś wyjątkiem. To się dzieje cały czas.

Nigdy nie uciekaj się do kłamstwa, jeśli wystarczy wykpić się kitem.

Frankfurt cytuje powyższą wypowiedź bohatera powieści Erica Amblera Dirty Story. I znów wrócę do rynku kapitałowego. Cześć przedstawicieli spółek giełdowych ma tendencję do mówienia zdań absolutnie prawdziwych, które podane w odpowiedni sposób podgrzeją i rozgrzeją inwestorów, którzy oczywiście chętnie kupią akcję.

Proszę skoncentrować się na takim oświadczeniu:

Wg. ostrożnych założeń spółki po pozyskaniu tylko 100 000 klientów w przyszłym roku może osiągnąć wynik z 8 cyfrowymi liczbami.

Albo

Spółka jest gotowa wprowadzić swój produkt, czyli multispace Solaria Gate już w styczniu 2010

(źródło)

Nie ma w nim nic nieprawdziwego. Podobnie jak w zdaniach

  • Zamierzamy być najlepsi na rynku
  • Planujemy znaleźć się wśród spółek wchodzących w skład indeksu WIG20

Każdy z nas może stwierdzić: “jestem gotowy opłynąć Ziemię”. To zdanie prawdziwe. Przecież możemy być gotowi, czemu nie. A, że nie mamy do tego środków, kondycji, czasu itp. To już nie ma znaczenia. Nie skłamaliśmy. Politycy cały czas są gotowi uprzyjemnić nam życie. Z tego żyją. Z deklaracji bez pokrycia. Po co kłamać, jeśli można kitować.

Cały esej Frankfurta to zaledwie 70 stron maleńkiego formatu. Ot na kilka chwil czytania. To co on próbuje wyjaśnić – momentami – w nieco zawiły sposób znacznie prościej ujął Józef Tischner w Historii filozofii po góralsku.

Są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda

Produkcja gówno prawdy jest niebywała. Co więcej zwrot ten zdecydowanie dosadniej i wprost mówi o tym, z czym mamy do czynienia, niż w przypadku robiącego w ostatnich miesiącach zwrotu “post-prawda”. Pieprzenie po prostu. W które wierzy mnóstwo osób.

O wciskaniu kitu, H. Frankfurt

O wciskaniu kitu, Harry Frankfurt

Wyd.: Czuły barbarzyńca, 2008

Tłum.: Hanna Pustoła

Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *