Najgorszy człowiek na świecie

A potem poszłam do pracy, w której przed kamerą zawsze musiałam być uśmiechnięta, a poza nią zawsze musiałam mieć ciętą ripostę, bo trzeba było być szybkim, wesołym i mieć sportowe obuwie w kolorze.

A ja taka nigdy nie byłam.

Ja zawsze byłam smutna.

Dawno już tak nie miałem, że nie byłem w stanie przerwać książki, choć mam mnóstwo bardzo pilnych spraw zawodowych i każda kolejna godzina poświęcona lekturze to poczucie winy, że będę musiał nadganiać inne sprawy.

Ale tak było. Po raz pierwszy Najgorszego człowieka na świecie Małgorzaty Halber poleciła mi żona kilka lat temu. Stała na półce i nie mogłem się do niej zebrać. Parę miesięcy temu wspomniał o niej znajomy, znów zachęcając. I znów odwlekałem. Nie wiem nawet czemu. 

No i teraz po nią sięgnąłem. I od pierwszych zdań utonąłem. Dosłownie, bo co jakiś czas niemal fizycznie musiałem nabierać oddechu. 

Małgorzata Halber pisze o swoich uzależnieniach i wychodzeniu z nich. I oczywiście tego rodzaju książki zwykle są bardzo mocne, ale tu było coś jeszcze.

Ta książka jest bardzo podobna od opisywanego niedawno przeze mnie Głodu Roxane Gay. Obie autorki opisują swoją gehennę. Nieważne czy porównywalną. Ale na każdym poziomie to są całkowicie odmienne podejścia. Roxane Gay zdaje się oskarżać wszystkich i wszystko o to, że jej się nie udaje zwalczyć otyłości. Pod pozorem “ciałopozytywności” oszukuje się, markując działania, zamiast podjąć poważną terapię i pracę nad sobą. Małgorzata Halber robi coś zupełnie innego. W chwili gdy dociera do niej, na jakim dnie się znalazła robi wszystko, żeby sobie pomóc. Korzysta z beznadziejnych narzędzi, jakim jest publiczna służba zdrowia, ze wszystkimi mankamentami, jakie możemy sobie wyobrazić i stara się wyciągnąć z tego ułomnego narzędzia wszystko co można. Tłumaczy sobie, przeformułowuje, wiele rzeczy ją irytuje, męczy, razi, ale w tym wszystkim widać ogromną determinację – tam, czyli do uzależnienia nie chcę wrócić.

To nie jest tylko mocna książka o walce z nałogiem, ze swoimi lękami, z udawanym życiem wśród ludzi, którzy uciekają w zabawę, sarkazm i puste pseudofilozoficzne gadki.

Mieliśmy wszyscy modne ciuchy i byliśmy mistrzami ciętej riposty, ale nigdy nie rozmawialiśmy naprawdę.

To nie jest tylko książka o upokorzeniu, które w przypadku uzależnionej kobiety zdaje się być mocniejsze, niż u mężczyzny. Nie tylko o tym, że trzeba skonfrontować alkoholizm intelektualistki z wielkiego miasta, z innymi osobami, z którymi w innych okolicznościach nie miałoby się wspólnego języka.

[…] niby dlaczego mityng anonimowych alkoholików miałby być bardziej upokarzający niż rzyganie truskawkami, niż niepamiętanie kolejnych godzin, niż drżenie przed tym co zrobiłaś i czego świadkami byli twoi niby-koledzy, a jednak osoby obce. Niby dlaczego?

Małgorzata Halber rozprawia się również z tym, co możemy nazwać systemem publicznej pomocy psychiatryczno-teraputycznej w Polsce. Nie tej kosztownej, płatnej, ale właśnie tej “na NFZ”. Gdzie teraputami i teraputkami są osoby przeróżne. I niestety bardzo rzadko trafiają się tam ciekawi i inteligentni terapeuci, z którymi uzależniona intelektualistka może porozmawiać na wysokim poziomie o literaturze. Część jest wypalona, część zniechęcona, część traktuje pacjentów według rozdzielnika ze skryptów, a jeszcze część to osoby rozpoczynające praktykę zawodową, z marnym doświadczeniem. Działa tu zwykła statystyka. To zwykła grupa zawodowa. Jedna z wielu, a to sprawia, że wybitnych terapeutów jest garstka, reszta jest ledwie przeciętna. Ale, co ciekawe autorka nie narzeka, nie krytykuje, choć pozwala sobie na ironizowanie. Stara się wziąć z tego, co może dostać, jak najwięcej dla siebie. Czasem rezygnuje, gdy wyraźnie czuje się lekceważona, lub nie jest jej po drodze z daną osobą.

Następna psycholog […] wyglądała na taką, co zawsze odrabiała lekcje i lubi sobie w pokoju być terapeutą, zakazywać ludziom czegoś, albo mówić im, że mają głód.

A przede wszystkim nie było w niej współczucia, tylko typowa dla kanarów, woźnych i strażnikach w budynkach radość z tymczasowej władzy nad drugą osobą. 

Odnosi wrażenie, że niektórzy terapeuci nie są w stanie jej zrozumieć. Nie mając jej przeżyć, tłuką beznamiętne formułki, czym jest uzależnienie, jakie są jej fazy, są sztywni w swoim podejściu i na pewno niezbyt twórczy. Zmianę przynosi poznanie doświadczonej kobiety ze wspólnoty Anonimowych Alkoholików, czyli takiej, która rozumie co faktycznie czuje autorka.

Ten brak koniecznego doświadczenia u osób, które próbują pomagać innym, przypomniał mi “przeprosiny”, jakie na początku swojej książki Cierpisz. Masz do tego prawo wystosowała teraputka Megan Devine, do swoich dawnych pacjentów, tych którym pomagała przechodzić przez żałobę. Nie wiedząc o niej nic, z własnej perspektywy. Dopiero to doświadczenie pozwoliło jej zrozumieć, z czym mierzą się jej pacjenci.

Po śmierci Matta miałam ochotę zadzwonić do wszystkich moich klientów, żeby przeprosić ich za moją ignorancję. Miałam kwalifikacje do pracy nad głębokimi emocjami pacjentów, ale śmierć Matta odsłoniła przede mną zupełnie inny świat

Mam wrażenie, że swoją książką Halber wypełniła lukę, o której sama pisała. Doświadczenia, i pewnych tabu związanych z wychodzeniem z nałogu, spotkaniami terapeutycznymi, mitingami AA. Niedopowiedzeń, sztuczności deklaracji, konfrontacji z innymi. To również książka o samotności i introwertyzmie osoby znanej z “telewizora”. Może się mylę, ale powinna to być obowiązkowa lektura dla osób uzależnionych od świata instacelbryckiego. Bo pada tam bardzo dużo ważnych słów o poszukiwaniu siebie i o tym, że szydełkowanie, kurwa, nie jest wcale gorsze niż impreza w modnym klubie. To wyznanie o powolnym odrzucaniu wstydu, ale takiego nie z powodu, że samemu się zrobiło coś, tylko wstydu przed odrzuceniem (dlatego robi się to co inni), wstydu przed ocenami, wstydu przed tym, że nie chce się czasami czegoś i ma się do tego prawo.

Chyba dlatego odkładałem tę książkę przez tyle lat, bo bałem się stylu autorki. Nie wiem czemu? Wydawało mi się, że otrzymam niestrawną dla mnie papkę z szykiem przestawnym, jakimś napuszonym językiem, albo eksperymentami w stylu książki Mary Spolsky. Tymczasem jest mocno, prosto, z emocjami kipiącymi na każdej niemal stronie.

[Photo by Alexander Popov on Unsplash ]

Najgorszy człowiek na świecie, M. Halber

Najgorszy człowiek na świecie, Małgorzata Halber

Wyd.: Znak. Literanova, 2015

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.