Podróż siódma

Nie jest mi po drodze z Lemem. Na przestrzeni lat próbowałem wielokrotnie się przekonać do jego twórczości, sięgając po bardzo różne rzeczy, no i niestety – “nie wchodzi”. Zdaje się, że w całości ukończyłem wyłącznie Kongres futurologiczny, uwielbiany przez mojego kolegę z młodych lat. Pamiętam nawet okoliczności, gdy go czytałem oraz swój stan, który mogę opisać jedynie jako wzruszenie ramion.

Gdy zobaczyłem powieść graficzną Podróż siódma zilustrowaną przez Jona J. Mutha postanowiłem spróbować raz jeszcze. Niech mi ktoś opowie Lema! Zwłaszcza, że po ostatnich doświadczeniach z Rajem utraconym Miltona, może to być niezły pomysł.

Czytam w materiałach redakcyjno-marketingowych

Kolekcjonerski rarytas dla miłośników twórczości autora „Dzienników gwiazdowych” i jednocześnie doskonały wstęp dla młodych czytelników do flirtu z pisarstwem Lema, który bez wątpienia przerodzi się w wieczną miłość.”

Hmmm.

Nie jestem już młodym czytelnikiem, stąd może już nie mam czasu i potencjału na wieczną miłość. Ale mimo wszystko doceniam stronę graficzną. Urocze to. Fantastyczne te obrazki. Przewrotna nieco historia. Milusia i zabawna wręcz. Ale, tylko tyle. Nic więcej. Albo może inaczej. Gdyby Jon Muth postanowił stworzyć coś jeszcze w oparciu o Lema, chętnie bym zobaczył.

Ja nawet rozumiem, czemu humor Lema może się podobać. Niestety nie nadajemy na tych samych falach.

Swoją drogą, przy okazji zobaczyłem fragmenty niemieckiego serialu Ijon Tichy – Gwiezdny podróżnik. Sympatyczne i zabawne, zwłaszcza jeśli chodzi o scenerię. Ale to taki rodzaj filmów, które włączam, jak już wybitnie chcę się zresetować i bezmyślnie gapić w ekran. Choć taką rolę pełnią w moim przypadku horrory klasy D, a może nawet i F.

Podróż siódma, S. Lem, J. J. Muth

Podróż siódma, Stanisław Lem, Jon J. Muth

Wyd.: Wydawnictwo Literackie, 2021

Tłum.: Maciej Płaza

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.