Jak wytresować Cthulhu

Zdarza się dość często, że szukam jakiejś potrzebnej rzeczy z przeszłości. Uruchamiam różne skojarzenia, włączam google i nie jestem w stanie znaleźć potrzebnej rzeczy (tak było choćby z magazynem Fikcje i Fakty), by nagle po wielu miesiącach uruchomić taki ciąg skojarzeń, by w ciągu krótkiej chwili wyszukać to co jest mi potrzebne.

Wiele miesięcy temu próbowałem sobie przypomnieć “powieść” drukowaną przed laty w tygodniku Razem. To był jeden z tygodników, w których pokazywały się plakaty zespołów rockowych, więc kupował go niemal każdy nastolatek, który ku radości swoich rodziców chciał “ozdobić” sobie pokój. Poza Razem były jeszcze Zarzewie i Dziennik Ludowy, choć w tym pierwszym był dość marnej jakości papier. W przypadku Razem bonusem było zdjęcie nagiej pani na ostatniej stronie. Choć nie tylko. O ile Zarzewie i Dziennik Ludowy zajmowały się problemami wsi socjalistycznej, Razem drukowało całkiem interesujące teksty, ale co najważniejsze przybliżało świat gier planszowych. Gier, które w PRL-u były zupełnie nieznane. Gry fabularne, skojarzeniowe, strategiczne. Wycinałem sam karty do Bambuko, grałem ze znajomymi w grę ekonomiczno-strategiczną (nie pamiętam nazwy), przy której trzeba było używać setek wyciętych żetonów, więc modliliśmy się, żeby nikt nie wywołał najmniejszego nawet podmuchu powietrza, żeby cała rozgrywka nie przepadła.

Jedną z takich nowości była powieść publikowana bodaj w dwóch czy trzech kolejnych numerach, w której akcja rozwijała się wraz z wyborami dokonywanymi przez czytelnika. Poszczególne akapity były numerowane, i w zależności od decyzji podejmowanej przez bohatera, którego rolę graliśmy przeskakiwało się pod konkretny numer. Zaopatrzony w kostkę i notes czytałem grając, lub też grałem czytając. Przez lata nie mogłem sobie przypomnieć, co to było. Byłem przekonany, że było to tłumaczenie z angielskiego.

No i tak jakiś czas temu przypomniałem sobie o niej i chciałem pokazać młodszemu synowi ten rodzaj książek, ale nie znajdowałem nic po polsku. Nie mogłem wpaść na odpowiedni trop. I nagle kilka dni temu wpisałem w google frazę “tygodnik razem + gra + książka” by otrzymać ten konkretny wynik. Gra paragrafowa, Jacek Ciesielski, Dreszcz.

“(1987), w magazynie Razem, ukazała się pierwsza polska gra książkowa, Dreszcz, pióra Jacka Ciesielskiego”

Cała gra jest dostępna w sieci. Nie wiem, czy poprawiono w niej błędy związane z numeracją, bo pamiętam, że w druku było ich sporo, co było frustrujące podczas czytania-grania.

Wspominam tę historię, bo do ponownych poszukiwań “co to było?” – tym razem zakończonych sukcesem – skłoniła mnie lektura książeczki dla dzieci Jak wytresować Cthulhu Macieja Jasińskiego i Jacka Frąsia (ilustracje). Czytaliśmy ją wspólnie z dziesięciolatkiem, bawiąc się całkiem nieźle, choć niestety książeczka CAŁKOWICIE zmarnowała potencjał.

Historyjka jest całkiem sympatyczna, ale nie rozumiem zupełnie, dlaczego wykonano jakiś dziwny półśrodek.

Akcja podzielona jest na fragmenty (paragrafy), ale nie ma niemal żadnego wyboru, ot po prostu przeskakujemy z numeru 77 na 114 by wrócić do 19. Jak w Grze w klasy, bez niemal żadnej możliwości wyboru i interakcji.

Ten wybór pojawia się raptem kilkanaście razy i co więcej autorzy lub wydawca nie rozwiązali tego zbyt dobrze.

Moment wyboru to paragraf wraz z towarzyszącą grafiką, na której zamieszczone są liczby do naszego wyboru. Ale książkę tak złożono, że na te grafiki możemy natrafić podczas lektury książki, co psuje zabawę i ewentualną niespodziankę, bo znamy rysunki wcześniej. A wystarczyłoby tak złożyć tekst, żeby ten odnoszący się do ilustracji fragment znalazł się samodzielnie na stronie sąsiadującej bez innych paragrafów.

W każdym razie pomysł dla dzieciaków świetny, ale jeszcze trzeba go poważnie doszlifować.

(musiałem mieć jakąś wyjątkowo słaby dzień, bo nagle wszędzie wyskakują mi wyniki dotyczące książek-gier)

 

Jak wytresować Cthulhu, M. Jasiński, J. Frąc

Jak wytresować Cthulhu, Maciej Jasiński, Jacek Frąc

Wyd.: TADAM, 2016

Podziel się

Jedna myśl nt. „Jak wytresować Cthulhu”

  1. W „Razem” drukowano też „Sztukę kochania” Wisłockiej. Kiedy byłam chyba w ósmej klasie podstawówki. O czym piszę tylko dlatego, żeby sprawdzić, czy uda mi się zamieścić komentarz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *