Doktryna jakości

Coraz częściej i głośniej mówi się w Polsce o braku klasy wielu naszych menadżerów. O “feudalnym” modelu zarządzania, w którym jest ekonom i podwłądni. Ekonom może wszystko, zaś podwładni pokornie znoszą jego fanaberie. Atmosfera w firmach na tym cierpi, ludzie są nielojalni, przełożeni tę nielojalność widzą i reagują na nią złością i lękiem. Rodzi to bunt i stres u obu stron.

Brakuje w tym wszystkim duchu partnerstwa, porozumienia, wzajemnego szacunku. Oskarżenia, poddaństwo, lizusostwo, gierki korporacyjne. Nie tak dawno znajomy pracujący przez lata w kilku firmach na terenie Europy zaczął współpracę w polskim oddziale globalnej firmy. Po kilku dniach otrzymał sugestię, że nie powinien się bratać ze swoimi podwładnymi. Usłyszał  – „muszą się ciebie bać.”

Co jakiś czas słyszę historie, gdy ktoś otrzymuje awans i ludzie zaczynają się zastanawiać, co takiej osobie odbiło, bo nagle zaczyna się zachowywać nie jak partner czy zarządzający, tylko właśnie jak ekonom. Korzystając z każdej chwili, aby pokazać, kto ma władzę w ręku.

Dlatego należałoby się cieszyć z każdej osoby, która próbuje coś zmienić w tych relacjach. Każdy przedsiębiorca, który traktuje z szacunkiem swoich pracowników, potrafi z nimi rozmawiać, wspólnie rozwiązywać konflikty i problemy wygląda na wagę złota. Rywalizacja w korporacjach jest zdecydowanie przereklamowana. Według Maxa Bazermana (Zagrożenia do przewidzenia) jedną z przyczyn upadku Enronu był styl zarządzania – wymuszający konkurencyjność między działami, nagradzanie jednych kosztem innych. To zrodziło rywalizację, wojenki, grę o premie,nie zawsze uczciwe. W rezultacie nieuczciwość rozlała się na całą firmę.

Profesor Andrzej Blikle to wyjątkowa marka – cukiernik, matematyk, informatyk  i członek Rady Języka Polskiego. W powszechnej świadomości kojarzony przede wszystkim z firmą A.Blikle, założoną przez swojego dziadka.

W 2013 roku opublikował książkę Doktryna jakości, której ukazało się właśnie drugie wydanie. Jak pisze sam autor – wydanie turkusowe. Książka nietypowa jak na warunki polskie. Z jednej strony dostępna jest odpłatnie u komercyjnego wydawcy, z drugiej autor bezpłatnie udostępnia ją w formie elektronicznej na własnych stronach. Można by się pokusić o stwierdzenie, że właśnie w praktyce zastosował jedną z zasad przez siebie opisywanych, czyli przekonał duże wydawnictwo do takiego ruchu, mając prawdopodobnie nadzieję, że obie strony będą wygrane.

I może faktycznie tak być. Bo o ile ja mogę sobie przeczytać pdf na komputerze (choć nie lubię i preferuję czytnik), to gdybym chciał ją komuś podarować, wybrałbym wersję papierową. A książka jest warta podarowania.

To w dużej mierze poradnik prowadzenia biznesu na poziomie komunikacji. Na tym poziomie najbardziej międzyludzkim, który tak często szwankuje. Nie ma tam rzeczy odkrywczych, jest porządek i wyjaśnienie krok po kroku, jak rozmawiać, jak rozwiązywać konflikty, jak traktować innych. Od czasu do czasu uśmiechałem się do siebie, bo nieco zmieniając język można by śmiało przerobić tę książkę na poradnik “jak rozmawiać w małżeństwie” albo “jak rozmawiać ze swoim dzieckiem”.

Co więcej właśnie swojemu ośmiolatkowi czytałem fragment o tym, w jaki sposób prowadzić z szacunkiem rozmowę z drugą osobą, podkreślając przy tym, że to jest książka dla dorosłych. Dla poważnych facetów w garniturach. Widzisz, nie tylko od dzieciaków wymaga się przestrzegania tych kilku prostych zasad.

Upraszczając – w pewnym sensie to książka o dobrych manierach.

Ale oczywiście to tylko jedna warstwa. W każdej korporacji należy podejmować decyzje, ścieramy się poglądami innych, musimy przekonywać do swojej racji. Andrzej Blikle postuluje dążenie do “turkusowej organizacji”. Takiej, w której kładzie się nacisk na współdziałanie, niehierarchiczność i oddawanie odpowiedzialności ludziom. Podaje przykłady firm, które w ten sposób z sukcesem funkcjonują – zarówno zagranicznych, jak i rodzimych.

Niestety ta książka opowiada w dużej mierze o świecie idealnym. Pewnej utopii. Autor ma tego świadomość, ale mimo wszystko próbuje przekonać do swoich tez (skądinąd słusznie).

Dobrym przykładem rozbijania się ideałów o rafy rzeczywistości jest przytoczona sytuacja z warsztatów prowadzonych wspólnie dla przedsiębiorców i urzędników skarbowych. Wiadomo jak jest z relacjami między obiema stronami. Delikatnie mówiąc iskrzy. Andrzej Blikle wraz Jackiem Jakubowskim wzięli na siebie zadanie pokazania każdej ze stron racji przeciwników. W celu wypracowania kompromisu, a przede wszystkim wzajemnego zrozumienia.

Pod koniec trzeciego dnia rozmawialiśmy już o tym, jak moglibyśmy wspólnie przekonać do takiego myślenia setki urzędników skarbowych i setki tysięcy przedsiębiorców. Niestety zmiany, które nastąpiły później w resorcie, położyły kres tym marzeniom.

No właśnie. Co z tego, że urzędnik – czysto ludzko rozumie przedsiębiorce, skoro z góry idą wytyczne, plany, sugestie.

I to jest największa słabość tej książki. Profesor Blikle szczegółowo pokazuje jak prowadzić rozmowy, żeby rozładowywać konflikty, a nie je eskalować. To są dobre rady. I jak pisałem przydadzą się również w codziennym życiu.

Niestety wyłożone zasady będą do wyrzucenia jeżeli trafimy na dyskutanta, który nie zamierza się do nich absolutnie dostosować, a wręcz z konsekwencją trwa przy manipulacjach z uśmiechem na ustach. Widać to wyraźnie podczas rozmów prowadzonych przez rodzimych polityków. Pyskówki, zbaczanie z tematu, koncentrowanie się na przytykach. Efekt – brak porozumienia. Nie ma powodów by nie uznać, że czasem takie osoby zaistnieją w przedsiębiorstwie. Dla własnych doraźnych korzyści będą stosowały takie metody i nie będzie im zależało na kompromisie.

W tym momencie nawet znajomość wszystkich technik manipulacji na wiele się nie przyda. Przeciwnik nie gra czysto. Bo nie chce, bo ma inne motywacje, bo zależy mu nadal na władzy, czy jakiejkolwiek przewadze. Ot zwykła ludzka próżność.

Idealista, jakim jest Andrzej Blikle ma tego świadomość. Dużo pisze o zachowaniach przemocowych w organizacjach, czyli właśnie feudalnym stylu zarządzania. Zwraca uwagę, że przejście od przemocy do partnerstwa wymaga czasu.

Na pewno nie jest to uproszczony poradnik – kochaj ludzi, a wszyscy cię pokochają. Autor przytacza mnóstwo fragmentów prac z zakresu zarządzania, psychologii społecznej podaje przykłady z własnej praktyki bądź z doświadczeń ludzi, z którymi współpracował. Niemal każdorazowo widać, jak wielka praca jest do wykonania, jeśli chodzi o zmianę mentalności, czy pewnych trendów panujących w naszych przedsiębiorstwach. Podsumuję choćby modę na “tajemniczego klienta”, jaka opanowała polskie przedsiębiorstwa od kilku lat. (rozumiem motywy firm oferujących takie usługi – to dość łatwy zarobek; nie rozumiem zlecających).

Profesor Blikle przytacza fragment książki Petersena i Hillkirka (Praca zespołowa. Nowe pomysły zarządzania na lata 90. Doświadczenia i konsepcje zarządzania koncernem Forda).

Nie można zmusić pracowników obsługi do uśmiechania się do klientów. Jeżeli wydamy takie polecenie, pracownik będzie szczerzył się w grymasie i sprawdzał czy jest obserwowany.

[…]

Odradza się stosowanie “tajemniczych kupujących”, naszych “tajnych inspektorów” do sprawdzania jakości pracy sprzedawców.

[…]

Należy wybrać stałą grupę klientów i zasięgać u niej opinii na temat naszych błędów i proponowanych ulepszeń.

Myślę, że wielu szefów firm ma świadomość, że kontrole w rodzaju “tajemniczy klient” budują wyłącznie atmosferę przygotuj się tak, żeby dobrze wypaść przed kontrolującym, a nie żeby zwiększyć ich skuteczność, nie mówiąc już o motywacji, czy zadowoleniu z pracy. Ale oczywiście łatwiej jest wynająć firmę świadczącą takie usługi, dostać raport i zlecić działania korygujące, niż poświęcić czas na rozmowę z własnym zespołem.

Krytyczna analiza koncepcji MBO (zarządzanie przez cele) to pokazanie krok po kroku na przykładzie (Jutrznia SA)  wdrażania tej metody zarządzania, co może pójść nie tak. Nad tym pewnie rzadko zastanawiają się decydenci, a w tym przypadku klarownie mamy pokazane wady tego podejścia.

Należy jednak wyraźnie podkreślić, że autor promując partnerski styl zarządzania również wyraźnie pokazuje jego wady i pułapki jakich można się spodziewać.

To książka dla menadżerów. Druga jej część to obszerne kompendium wiedzy dotyczącej zarządzania jakością, zarządzania procesami w firmie  poprzez pryzmat “turkusowego” (czyli partnerskiego podejścia).

Jeszcze raz podkreślę, że w dużej mierze to książka o świecie idealnym. Partnerstwo w firmie jest możliwe, pod warunkiem, że gdzieś istnieje “nieruchomy poruszyciel”, który mimo wszystko czuwa nad tym, żeby ludzie przestrzegali wspólnych zasad. To, że nie zawsze jest to możliwe pokazuje historia profesora Andrzeja Blikle i jego rodzinnej firmy A.Blikle.

Od pewnego już czasu w firmie trwa konflikt związany choćby ze stylem zarządzania. Andrzej Blikle całkiem niedawno odciął się od działań nowego zarządu, choć nadal posiada udziały w przedsiębiorstwie.

https://polskanabogato.pl/2015/10/27/kto-zepsul-paczki-blikle/

Zabawne jest w podlinkowanym tekście ostatnie zdanie, odwołujące się do koncepcji postulowanych przez Andrzeja Bliklego

Metody może fajne, ale biznes po pierwsze ma przynosić zyski.

Skonfrontujmy to z tym, co w Doktrynie jakości napisał autor.

To czy zysk jest, czy też nie celem danej organizacji gospodarczej jest sprawą suwerennego wyboru jej właścicieli (akcjonariuszy), a nie prawem ekonomii.

[…] tam gdzie zysk nie jest celem, nie przestaje być koniecznością, bez realizacji której firma nie może trwać.

No i to właśnie jest zderzenie świata idealnego z rzeczywistym. Część przedsiębiorców będzie kierowała się nie tylko zyskiem, a inni powiedzą mamy gdzieś zasady wobec partnerów, pracowników, kontrahentów. Kasa jest najważniejsza. Nie możemy zmusić ludzi do wyboru dobra. Każdy ma wolną wolę.

Podkreślę raz jeszcze, Doktryna jakości to wyśmienita książka na prezent dla menadżerów.

Doktryna jakości, A. Blikle

Doktryna jakości – rzecz o turkusowej samoorganizacji, Andrzej Bliklie

Wyd. One-Press, 2015 oraz (bezpłatnie jako pdf Andrzej Blikle, 2016)

Pozwalam sobie zamieścić komentarz autora, prof. Andrzeja Blikle

Jako autor „Doktryny jakości” bardzo się cieszę, że wzbudza ona zainteresowanie. Można o niej poczytać i pobrać ją bezpłatnie z mojej witryny www.moznainaczej.com.pl.  Zastanawia mnie jednak ocena autora powyższej recenzji, że moja książka proponuje utopijną wizję świata. Przecież firmy działające zgodnie z opisywanymi przeze mnie zasadami istnieją! Czy utopia może istnieć? Okazuje się, że zgodnie z Wielkim Słownikiem Wyrazów Obcych PWN, pierwsze znaczenie słowa „utopia” to „wizja idealnego społeczeństwa, które rządzi się rozumnymi i sprawiedliwymi prawami, różniącego się od krytycznie ocenianej rzeczywistości; także ideologia postulująca stworzenie takiego społeczeństwa”. Jednakże drugie znaczenie tego słowa (to samo źródło), to „nieliczący się z realiami i niedający się ziścić pomysł lub projekt”.  Uważam, że promowane przez mnie idee, to utopia w pierwszym znaczeniu tego słowa.

Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *