Rozczarowania na koniec lata

Będąc w wakacje poza dostępem do komputera rozpoczynałem lekturę dwóch książek. Stąd brak na bieżąco notki na ich temat, choć jednej z nich dawałem kilkukrotnie szansę. Teraz doszedł do nich jeszcze jeden tytuł, z którym miałem pewien problem. Zastanawiałem się,  czy nie zasługuje na odrębne potraktowanie. Ze względu na ogromną przepaść językową, a także fakt, że książka otrzymała wiele nagród wydawało mi się, że może jednak nie wypada jej zestawiać z wyjątkowo marnymi pozycjami, tylko dlatego, że po prostu mi nie pasuje. Z lenistwa jednak zdecydowałem się połączyć je razem pod hasłem letnich rozczarowań właśnie.

Traktat o łuskaniu fasoli

Zacznijmy od tej ostatniej. Traktat o łuskaniu fasoli Wiesława Myśliwskiego został okrzyknięty niemal jednomyślnie przez krytyków i recenzentów perełką. Otrzymał nagrodę Literacka NIKE 2007, Nagrodę Literacką Gdynia 2007, wybrany został książką roku 2006 przez “Magazyn Literacki KSIĄŻKI”. Ta jednomyślność sprawiała, że trzymałem się na dystans. Ot to jednak z moich małych nieracjonalności. Odczekałem te dwanaście lat (jakoś szybko minęły), żeby wreszcie samemu po nią sięgnąć.

Początek był obiecujący, ze względu na sposób narracji. Bohater prowadzi dialog, w miarę rozwoju sytuacji możemy sobie wyobrazić, kim może być jego rozmówca. Przysłuchujemy się tej rozmowie, ale wiemy tylko tyle, ile wiadomo, gdy ogląda się film, w którym ktoś prowadzi rozmowę przez telefon.

Bez wątpienia język Myśliwskiego jest piękny w swojej prostocie, braku ozdobników (tego nie lubię u wielu polskich autorów). Co z tego, kiedy mnie ta rozmowa nie wciąga. 

Przypominają mi się te wszelkie sytuacje, gdy ktoś snuje jakąś opowieść, pozwalając sobie na dziesiątki dygresyjek, odejść od tematu, przypomnień, wspomnień i w zasadzie nie wiadomo, do czego to wszystko zmierza. To dialog, a jednak monolog. Zbyt długi, zbyt nużący. Może tam i są jakieś ważne myśli dotyczące życia, kondycji człowieka, świata (z takimi opiniami się spotkałem), do mnie nie trafia. Nie zaznaczyłem żadnego cytatu, żadnego spostrzeżenia.

Przy około dziesięciu procentach książki pojawiło się zawahanie, czy warto dalej czytać, ale dałem jeszcze jedną szansę. Dotrwałem – bez większej ciekawości – do jednej piątej książki. Dosyć.

Traktat o łuskaniu fasoli, W. Myśliwski

Traktat o łuskaniu fasoli, Wiesław Myśliwski

Wyd.: Znak, 2006

Pieprzyć teraz to tysiąc dinarów

Zupełnie inne powody przerwania lektury wiążą się z Pieprzyć teraz to tysiąc dinarów, Borisa Dežulovicia, z okładkowego opisu można było spodziewać się czegoś w rodzaju Paragrafu 22 Hellera, czy W księżycową jasną noc, Whartona tylko w realiach wojny na Bałkanach na początku lat 90. Rozumiem, że komedia pomyłek związana z zamysłem autora może prowadzić do pewnego chaosu, który początkowo wydaje się nie zrozumiały, by później powoli się wyjaśniać. Niestety miałem wrażenie, że z fabułą oraz językiem jest coś nie tak. W tym momencie ten niezbyt zręczny tytuł, w którym zdaje się brakować przecinka, czegoś jest tam za mało, lub za dużo, dość dobrze obrazuje zamęt, jaki miałem w trakcie lektury. Mimo, że owo tytułowe zdanie się dość szybko się wyjaśnia, nadal uważam, że dla lepszej melodii można było zrezygnować z przysłówka “teraz”.

Próbuję sobie po dwóch tygodniach od przerwania przypomnieć cokolwiek, i poza zmęczeniem wszechogarniającym chaosem, nie jestem w stanie nic odnaleźć w pamięci. Robiłem sobie przerwy jedno, dwudniowe, żeby może znaleźć lepszy czas. Niestety. Nie dałem rady.

Pieprzyć teraz to tysiąc dinarów, B. Dežulovic

Pieprzyć teraz to tysiąc dinarów, Boris Dežulović

Wyd.: Wydawnictwo Akademickie SEDNO, 2021

Tłum.: Magdalena Wąs

Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj

No i wreszcie ostatnia pozycja! 

W zasadzie powinienem tylko napisać “Jestem Grześ i nie muszę tego znieść”.

Moja żona bardzo lubi teksty Mery Spolsky. Ja niestety nie podzielam jej fascynacji. Ani muzyką, ani treścią. Dlatego niespecjalnie zareagowałem na wzmiankę o pojawieniu się książki, napisanej przez autorkę Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj.

Wpadł mi jednak w ręce ów “arcyciekawy (auto)portret całego pokolenia współczesnych młodych kobiet”, jak pisze w materiałach wydawniczych i zacząłem się zastanawiać, z czym mam do czynienia.

Rymowany pamiętnik z codzienności, z oglądanych filmów, jedzonych potraw, poznawanych chłopaków, kompleksów i lęków.

Być może, gdyby ktoś z autorką usiadł i zrobił z tego jakiś wybór. Stworzył solidny i zostający w głowie tomik poezji – w końcu piosenki, to rodzaj poezji. Być może byłoby to ciekawe, przykuwające uwagę. A tak jest nadmiar, nadmiar, nadmiar. “ja, ja, ja, każdego dnia”- jak mawia moja żona, cytując znalezione niegdyś określenie w sieci. Po kilkunastu stronach nie dałem szansy ani sobie, ani Marysi.

Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj, Mery Spolsky

Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj, Mery Spolsky

Wyd.: Wielka Litera, 2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *