Katarynka (na złom)

Bolesław Prus wielkim polskim pisarzem był i basta. Tylko to stwierdzenie pozwala mi zrozumieć, że w nadal w zestawie lektur dla klasy V szkoły podstawowej (11-12 latki) widnieje nowela Katarynka. Pierwotnie ukazała się w 1880 roku w Kurierze Warszawskim (nr 224-225). Nie w Płomyczku, Świerszczyku, czy jaki tam magazyn dziecięcy mógł istnieć pod koniec XIX wieku, tylko w periodyku dla dorosłych. Tym samym ktoś kiedyś uznał, że umysłowość współczesnego dziecka, jest na poziomie dziewiętnastowiecznego dorosłego. Paradne. Ja wiem, że dzieci wiedzą dużo więcej o świecie niż niegdyś, no ale znajmy umiar.

Trzeba by zapytać historyków literatury, kiedy i dlaczego podjęto decyzję o tym, że Katarynka weszła do kanonu lektur szkolnych. Pewnie za PRL-u, który próbował coś tam udowodnić – nierówności klasowe, czy co tam sobie interpretatorzy wymyślili. I tak już zostało, kolebie się ta katarynka przez dekady. Dzieciaki już nie wiedzą co to jest. Minęła era płyt winylowych, taśm szpulowych, kaset magnetofonowych, CD, znikają mp3 na rzecz streamingu, a katarynka trwa, będąc niejako symbolem polskiej edukacji językowej.

Jaki jest główny temat tej noweli? Melancholia życia starego kawalera? Niezawinione cierpienie dziecka? Konflikt sztuki “wysokiej” i “niskiej”? Niechęć do mechanicznej muzyki? Idea wspierania chorych i ubogich, czyli “literatura filantropijna”, jak określano ten rodzaj pisarstwa?

Takie pytania zadaje Ryszard Koziołek w pracy “Co gra “Katarynka” Prusa?” (Pamiętnik LIteracki, 2009, 1). Pytania godne umysłów jedenastolatków.

Oczywiście, ktoś powie, że przecież dzieci odczytają to jako opowieść o empatii, wrażliwości. No jasne, stary kawaler, prawnik dopiero zobaczył krzywdę ludzką. Gdy wlazła mu niemal przed nos. I wzruszył się niemożebnie. Och, jaki dobry pan.

Ale ja w zasadzie nie o tym chciałem napisać. Męczę te lektury na bieżąco z moim jedenastolatkiem, zastanawiam się nad ich sensem i tym, że nie łączy się niechęci do czytelnictwa w Polsce z tym kuriozalnym doborem książek w najmłodszym wieku. Które buduje postawę w dzieciakach oczywistą. Ale przy okazji Katarynki moją uwagę zwrócił język. Nie, nie chodzi o to, że jest XIX wieczny i jest ciężko rozumiany przez współczesne dzieciaki.

Może zaprezentuję o co mi chodzi, przywołując mistrza Prusa.

Jeżeli kiedy spostrzegał ładną kobietę, zakładał binokle, aby przypatrzeć się jej. Ale że robił to flegmatycznie, więc zwykle spotykał go zawód.

Gdy był jeszcze obrońcą, biegał tak prędko, że nie uciekłaby przed nim żadna szwaczka wracająca z magazynu do domu

Ale człowiekowi dojrzałemu trudno zrobić wybór. Ta była za młoda, a tamtą uwielbiał już zbyt długo. Trzecia miała wdzięki i wiek właściwy, ale nieodpowiedni temperament, a czwarta posiadała wdzięki, wiek i temperament należyty, ale… nie czekając na oświadczyny mecenasa wyszła za doktora…

Ale cóż z tego, kiedy pan Tomasz nie mógł nigdy znaleźć ani jednej chwili na oświadczyny, będąc zajęty jeżeli nie praktyką, to — schadzkami. Od Frani szedł do sądu, z sądu biegł do Zosi, którą nad wieczorem opuszczał, ażeby z Józią i Filką zjeść kolację.

Pan Tomasz jednak nie martwił się, ponieważ panien nie brakło.

O kobietach wyrażał się zawsze z szacunkiem, a dla ich wad okazywał dużą wyrozumiałość.

Dodam jeszcze jeden fragment pracy Ryszarda Koziołka.

Kobietom i dziewczynce nie nadał autor imion, są rodzajową grupą żeńską oglądaną przez narratora i Tomasza; na innym zaś poziomie lektury fikcyjną reprezentacją fragmentu społecznej historii kobiet polskich drugiej połowy XIX wieku. Oddzielone podwórzem od bohatera męskiego, ujawniają swój istotny brak: ojca, męża, mężczyzny, o którym nie pada nawet wzmianka w tekście noweli. Ślepota dziewczynki, nie tracąc nic ze swego indywidualnego tragizmu, staje się na innej płaszczyźnie utworu symbolem okaleczenia społeczeństwa tego czasu, a dla grupy kobiecej, zwłaszcza dla dziewczynki, symbolizuje nieobecność mężczyzny, czego konsekwencją jest sytuacja materialna matki i córki oraz owo “połączenie się matki z przyjaciółką”

Mamy boom na literaturę dla dziewczynek – pokazującą słynne i dzielne kobiety. Przekonujące dziewczynki, że mogą wybierać taką drogę życiową i zawodową, jaką chcą. Ale ta literatura nie dotarła do polskiej szkoły. Zamiast tego jedenastolatki czytają o kobieciarzu, który był szczęśliwy, bo “panien nie brakuje”.

Czy rolą nauczania języka polskiego nie jest przypadkiem nauka szacunku również w wypowiedzi? Naprawdę nie ma współczesnych lektur pokazujących empatię i wrażliwość z perspektywy dzisiejszego dziecka?

Chciałbym wierzyć, w to, że KAŻDY nauczyciel, który “przerabia” Katarynkę w swoich klasach zrobi duże zastrzeżenie i powie: Drodzy uczniowie, język się zmienia, więc pamiętajmy, że mówienie dziś o kimś “kaleka” może nie być przyjemne dla tej osoby. Ale to tylko wiara, rzeczywistość pewnie jest zupełnie inna.

Najmilszym zajęciem kaleki było dotykać rękoma drobnych przedmiotów i poznawać je.

Kaleka słyszała turkot wozów z kilku ulic: tu skupiały się krzyki z całego domu

Nie mogąc widzieć, kaleka chciała przynajmniej słuchać wciąż najrozmaitszych odgłosów.

I tak w sumie osiem razy. Ot zwykłe słowo. Dlaczego później się czerwienimy, gdy dziecko w towarzystwie głośno powie o kimś niewidomym lub z dowolną niepełnosprawnością – kaleka? Przecie wybitny polski pozytywista tak pisał!

Określenia „kalectwo” i „kaleka” straciły charakter terminów technicznych i stały się po prostu obelgami. Należy więc wyeliminować je z systemu prawnego – uważa Krzysztof Kurowski z biura Rzecznika Praw Obywatelskich, autor monografii „Prawa człowieka i obywatela z perspektywy osób z niepełnosprawnościami”. (źródło)

W tej corocznej (i nudnej) batalii o lektury, coraz bardziej jestem przekonany, że dorośli przekładają klocki na papierze i mówią sobie: O Katarynka– niech zostanie. To była taka urocza powiastka. Pamiętam, sam czytałem wiele lat temu. Nawet mi się podobało.

Mam do tej Katarynki (jako lektury w szkole podstawowej) Prusa stosunek niemal taki jak jej główny bohater:

Gdy mecenas usłyszał na ulicy katarynkę, przyśpieszał kroku i na parę godzin tracił humor. On, człowiek spokojny — zapalał się, jak był cichy — krzyczał, a jak był łagodny — wpadał w gniew na pierwszy odgłos katarynkowych dźwięków. Z tej swojej słabości nie robił przed nikim tajemnicy, nawet tłumaczył się.

Muzyka — mówił wzburzony — stanowi najsubtelniejsze ciało ducha, w katarynce zaś duch ten przeradza się w funkcję machiny i narzędzie rozboju. Bo kataryniarze są po prostu rabusie!

[Foto: Fragment grafiki Józefa Rapackiego „Kataryniarz”, 1926]

Katarynka, B. Prus

Katarynka, Bolesław Prus

(pełny tekst: Wolne Lektury)

Podziel się

2 komentarze do “Katarynka (na złom)”

  1. O Boże. Nie pamiętałam.
    Nadal nie zgadzam się z Tobą w kwestii „Puca, Bursztyna i gości”, bo skoro dziecko może przyswoić sobie słowo quidditch (czy jak się to pisze) albo „TIARA wyboru”, da sobie też radę z „szaflikiem” czy innym „koromysłem”.
    Więc w „Katatynce” np. „binokle” i „flegmatyczny” również mu nie zaszkodzą. Język to zupełnie co innego. Ale poradnik uwodzenia społecznie wykluczonych kobiet?
    I w ogóle takie tematy dla 11-latów? Aż dziw, że nie zajęła się tym jeszcze prawica. Chociaż… chyba uważa, e kobiety powinny pozostać społecznie wykluczone..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *