Rewolucja nihilizmu

Wspomniał o tej książce Huxley w Nowym wspaniałym świecie 30 lat później gdy opisywał cechy propagandy w państwach dyktatorskich. Zacytował go w kontekście znaczenia, jakie miały marsze w nazistowskich Niemczech.

Owe wieczne marsze po nocy, owe przemarsze wspólnoty narodowej wydawały się niedorzecznym marnotrawieniem sił i czasu. Dopiero znacznie później i w tym również dostrzeżono wyrafinowaną wolę, dobrze umiejącą dostosować środki do przyświecającego jej celu. Maszerowanie odwraca uwagę. Maszerowanie zabija myśli. Maszerowanie niweczy indywidualność. Maszerowanie jest niedającym się zastąpić, cudownym obrzędem, służącym do tego, aby przy pomocy mechanicznego rytuału oswoić się ze wspólnotą narodową i wprowadzić ją w sferę podświadomości.

To było intrygujące. Brzmiało niesłychanie podobnie do tego, co działo się w ostatnich latach w Polsce, choć nie chodzi oczywiście o marsze wojskowe, ale o pewne comiesięczne rytuały. Być może mające na celu oswojenie ze wspólnotą narodową. Kto wie?

Rewolucja nihilizmu powstawała od 1936 roku, pierwsze wydanie ukazało się jesienią 1938 roku. Udało mi się kupić wydanie polskie z 1939 roku bazujące na piątym już wydaniu, do którego przedmowa została napisana w czerwcu tego samego roku. Swoją drogą fascynujące jest to od strony wydawniczej – niemiecki oryginał został w zasadzie ekspresowo przetłumaczony i wydany.

Autorem Rewolucji nihlizmu był Herman Rauschning, w podpisie na stronie tytułowej widnieje podpis “b.prezydent senatu Wolnego Miasta Gdańska”. Urodzony w Toruniu w rodzinie niemieckiej w 1932 roku wstąpił do NSDAP i jako jej reprezentant został wybrany do Senatu Wolnego Miasta. Choć był zwolennikiem włączenia Gdańska do Niemiec opowiadał się również za współpracą polsko-niemiecką. Krytyczny wobec antysemityzmu partii nazistowskiej i rozwiązywania problemów siłą został zmuszony do ustąpienia ze stanowiska w 1934 roku. Wyemigrował, by ostatecznie osiedlić się w USA. Na przełomie 1939/1940 publikuje głośne Rozmowy z Hitlerem, które po latach okazują się szalbierstwem (ciekawie o tym pisze Tomasz Gabiś). Historia ta sugeruje, by ze sporym sceptycyzmem podejść do lektury Rewolucji nihilizmu, a jednak pierwsze rozdziały zrobiły na mnie spore wrażenie. To próba wykładni ideologii, czy też polityki narodowego socjalizmu, a tak naprawdę analiza dyktatury. Dochodzenia do niej, zdobywania poparcia mas, rozprawiania się z przeciwnikami (wewnętrznymi oraz zewnętrznymi).

Wiele rzeczy brzmi zbyt niepokojąco podobnie, jeśli przyglądamy się pewnym procesom zachodzącym w polskiej polityce, mając oczywiście na uwadze pewien umiar w porównywaniu ideologii nazistowskiej, która doprowadziła do światowej wojny, z ideologią aktualnej partii rządzącej.

Ale właśnie, czy istnieje w ogóle jakaś ideologia?

Rauschning wielokrotnie podkreśla, że nie ma tam nic w środku. Jest tylko pewna kreacja na potrzeby ludu, a ideologia w zasadzie nie istnieje. Jest jeden cel – władza i panowanie. Wszelkie etykietki nie mają znaczenia.

Rzecz to obojętna jak ten proces nazwiemy: bolszewizacją, socjalizmem państwowym, państwem totalnego uzbrojenia, trzecią figurą imperialną!

[…]

Wielkim błędem byłoby przypuszczenie, że tak wyrafinowana osobistość jak minister propagandy, nie wie o tym, że żydowska propaganda grozy łącznie z protokółami mędrców Syjonu stanowi bałamutne głupstwo, że p. Minister nie potrafi przejrzeć oszukańczego charakteru rasizmu. Byłoby to naprawdę naiwnością, gdybyśmy sądzili, że wśród elity znajdzie się choć jedna osoba, rzeczywiście i szczerze wierząca w główne tezy “światopoglądu”. Kolekcjonuje się je świadomie ze względu na ich demagogiczne oddziaływanie i w imię celów politycznych.

[…]

Narodowy socjalizm błędnie brano nie za to czym był w rzeczywistości – mianowicie rewolucją bez celu, posługującą się narodowymi motywami.

[…]

Trudno o rzecz bardziej jałową, niż zagłębianie się w dociekania o monopolistyczno-kapitalistycznym charakterze narodowo-socjalistycznej polityki gospodarczej […] “Antykapitalistyczne tęsknoty” narodowego socjalizmu są takimi samymi liczmanami, jak wiele innych. Ale czego nie ma w narodowym socjaliźmie i czego nie może być w ogóle wśród jego elity, to prawdziwego poczucia związku społecznego z narodem w jego warstwach nieposiadających. […] nieukrywana pogarda dla tłumu, lekceważenie motłochu, który zawsze jest środkiem, nigdy zaś celem samym przez się.

[…]

Omyłka czy świadome fałszerstwo? Zadamy sobie dziś pytanie. Czy partia narodowo-socjalistyczna nie zdawała sobie sprawy z tego czym jest sama i jaki jest jej charakter? Czy uważała się w dobrej wierze, za ruch odrodzenia narodowego, czy też było to tylko umyślne i mądre maskowanie się, aby uzyskać władzę? […] Hitler złożył dowód rzeczywistej wyższości w porównaniu ze swą elitą; we właściwym czasie dokonał tego, co było dla niego wysoce niedogodne i niepopularne, ale jedynie prowadziło do władzy: ukrył dynamiczną rewolucję za narodowym ruchem odnowicielskim. […] Przez wysunięcie na czoło haseł wyzwolenia narodowego powiodło się despotyczne uciemiężenie narodu przy dobrowolnej pomocy mieszczaństwa i szerokich rzesz robotników.

Przez pierwszych kilkadziesiąt stron zaznaczałem niemal całe strony. Z coraz większym niepokojem widząc podobieństwa w działaniach polskich polityków.

Dogadać się z autorytarną władzą

Gdy zacząłem czytać pierwsze zdania, akurat w gazecie.pl ukazał się tekst Rafała Wosia nawołujący lewicę do dogadania się z PIS i “ucywilizowaniu go”. Była to rada podobna do przekonywania bitej latami żony, żeby spróbowała zmienić męża podając mu kapcie. Niemal cała książka Rauschninga jest właśnie o tym – nie dało się ucywilizować NSDAP, a przede wszystkim Hitlera, bo on nie był tym zainteresowany. Jego celem i celem jego elit partyjnych była pełnia władzy. Kłamał, oszukiwał, łamał wcześniejsze umowy, nic sobie z tego nie robiąc. Propaganda i demagogia podporządkowała państwo partii.

Tak brzmi pierwsze zdanie w Rewolucji nihilizmu:

Jedną z pokus dzisiejszych czasów stanowi dążenie do przystosowania się nawet do rzeczy nieznośnych, w obawie, że czekać nas mogą rzeczy jeszcze gorsze.

I dalej…

Czym jest ta Trzecia Rzesza – czy tworzącym się nowym ładem, czy też żywiołem zniszczenia, odrodzeniem narodowym, czerpiącym soki z sił dziejowych narodu, czy też wciąż narastającą, nieprzerwaną rewolucją zupełnego nihilizmu, wraz z którą przy władzy trzyma się dyktatura przemocy? Co jest tu kulisami, a co rzeczywistością, co jest złudzeniem lub mamieniem samego siebie, a co właściwym obliczem tego ruchu? Stanowi to zagadnienie bytu narodu. Od niego nie ma już ucieczki w dziedzinę świadomych upiększeń lub uspokajających omamień. […] Własny udział i współodpowiedzialność za to co się stało, a co jeszcze dziś usiłuje się celebrować jako „odrodzenie narodowe”, obowiązuje do protestu przeciwko najstraszliwszemu z fałszerstw, jakie notowano kiedykolwiek w dziejach. […] Wszelka krytyka, a nawet krytyka, płynąca z najgorętszych uczuć szlachetnego patriotyzmu uchodzi dziś w Niemczech za największe przestępstwo, potępiane na równi ze zdradą stanu. […] Naród, zdradzający słabość, polegającą na nadmiernej wierze w złudzenia, bardziej jeszcze od innych wymaga krytyki i jasnego poglądu na rzeczywistość. […] Rugując krytykę, nie uleczy się niedomagań naszych czasów; nie zdoła ich też uzdrowić ani tolerancja, ani wyczekiwanie. „Zaczekajmy spokojnie! Za pięć lat żywa dusza już o tym nie wspomni” zawołał w 1934 r. z olimpijską zaiste beztroską pewien wybitny, nie należący do narodowych socjalistów członek gabinetu Rzeszy.

Kilka stron dalej:

W niemieckiej rewolucji skojarzono nie dające się pogodzić przeciwieństwa, wywołując zamiast tryskającego życiem napięcia, wzajemny paraliż. Pod dwoma względami zbiegają się różniące się od siebie poglądy partnerów. Wszyscy oni używają tego samego narodowego żargonu i wszyscy są antyliberalni. Ale ten antyliberalizm miał całkiem odmienne korzenie. Dla jednych liberalizm jest czynnikiem rozkładu wszystkich norm, rozmiękczającym wszelkie wartości i stanowiącym o ich względności; dla innych, dla rewolucjonistów, rozkład liberalistyczny był tylko połowiczną, prawdziwie mieszczańską sprawą: nie wystarczało im totalne zniszczenie tego, co jest; ich antyliberalizm wymagał zastosowania radykalnego nihilizmu w praktyce.

Rewolucja nihilizmu

O podstawach stworzenia ideologii

“Światopogląd” narodowo-socjalistyczny nie opiera się na jakiejś intuicji wyższego rzędu, jest on świadomie i planowo zrobiony.[…] Trzeba było stworzyć mit, który dał masom siły do działania. […]

Mit o narodzie jest fortelem, służącym do trzymania rozegzaltowanej masy w stałym pogotowiu i podatności. Uroczysty obrzęd, podczas którego masę przedstawia się na zgromadzeniach jako zjednoczony naród, stanowi przygotowanie techniczne do wchłaniania sugestywnych haseł. Na tle takich dekoracji wygłasza się mowy, które nie apelują nigdy do rozumu, lecz wyłącznie do podświadomości.

O zasadach nowych elit

Powraca więc wciąż to narzucające się pytanie: jak długo państwo, naród i społeczeństwo zdołają znieść zupełny brak zasad u swej rządzącej elity, nie załamując się wewnętrznie

[…]

Kierownictwo drużyna partii narodowo socjalistycznej nie przystosowały się do narodu, lecz wcieliły państwo i naród do własnej organizacji przemocy, narodowy zaś “zryw”, podporządkowały procesowi własnego wspinania się na pozycje władzy: partia rozkazuje państwu.

O stosunku do dotychczasowych elit i inteligencji

Niektóre z kół [sprzyjających narodowemu-socjalizmowi] oczekiwały, że same staną się przyszłą odnowioną warstwą górną masowego ruchu narodowo-socjalistycznego. Były to koncepcje, które w niemałym stopniu przyczyniły się do powstania “kombinacji” z 1933 r.

Narodowy socjalizm wszystkie te górne aspiracje odepchnął brutalnie swymi mocnymi łokciami. Nie trzeba mu było ani umysłowej, anie też społecznej elity. Sam był elitą. […] Nie myślał on wcale o skrzyżowaniu swej elity z innymi kołami. Właściwości tych kół, ich inteligencja, wiedza i pozycja społeczna nic nie znaczyły w jego walce politycznej. Ci ludzie to dla nich tylko “pętaki”, jak zwykł mawiać minister propagandy.

Co narodowy socjalizm przejął jednak, to język tych kół i elit. Przez zewnętrzną tylko okupację pojęć i norm prawdziwych elit politycznych i społecznych potrafił w błąd wprowadzić naiwny naród. Bałamuci go też nadal po dzień dzisiejszy ukrywając rzeczywisty stan, polegający na tym, że pod płaszczykiem celów narodowych i społecznych w narodowym socjaliźmie osiągnęła szczyty prymitywna elita masowa.

[…]

W obliczu nowej warstwy wybranych bledną wszelkie wartości tradycyjne i historyczne. Nowa elita stanowi świadome zerwanie z przeszłością. […]

Dla elity rewolucyjnej w rozumieniu mieszczańskim nie istnieją już żądne powściągi moralne, ani też to, że poszczególne postacie ujawniają tak zadziwiające połączenie przekonań radykalno-nihilistycznych z demonstrowanymi jawnie drobnomieszczańskimi obyczajami ludzi półwykształconych. […] Amoralność nie stanowi żadnego obciążenia sprawcy, ani też podawania w wątpliwość jego narodowo-socjalistycznego sposobu myślenia. Narodowy socjalizm, skoro chodzi o partię, wymaga od sprzysiężonej elity wyzbycia się wszelkich osobistych skrupułów moralnych. […] Trudno wymagać u kogoś skrupulatnej poprawności w życiu osobistym, skoro żąda się od niego, aby na rzecz partii popełnił pewne przestępstwo. Poszczególnym jednostkom stawiano wprost pewne wymagania, aby wiadomo było, czy w przyszłości można na nie na pewno liczyć lub żeby sprawdzić, jak daleko sięga ich uległość i posłuszeństwo.

O prowadzeniu debat (wiele lat przed pyskówkami w mediach masowych)

Rewolucja nihilizmu o debatach

O taktyce walki politycznej

Za wszystkimi zabiegami tkwi zawsze dobitnie zaznaczone uprzywilejowanie niemoralnych środków. To co niemoralne jest zawsze skuteczniejsze, gdyż jest bardziej gwałtowne.  […] Pierwszą i najpowszechniejszą zasadą taktyki narodowo-socjalistycznej jest straszenie świadomą i prononsowaną nieobywatelskością i gwałtowność środków.[…] Wszystko co robi narodowy socjalizm dokonywa się w imię obrony świętego prawa i posłannictwa moralnego. Potrafi się dumnie postawić, gdy chodzi o obóz odosobnienia w Austrii, jak gdyby nie było obozów koncentracyjnych w Niemczech, potrafi oburzać się na rzekome sfałszowanie plebiscytu austriackiego, na własne metody terrorystyczne nie mrugnąwszy nawet okiem. Kłamstwo występuje zawsze w obramowaniu cnoty.

[…]

Im więcej sprzeczności zawiera właściwa doktryna, im bardziej jest irracjonalna, tym lepiej, tym ostrzejszych nabiera profilów. To tylko, co jest pełne sprzeczności jest pełne życia. Partia narodowo-socjalistyczna wie o tym, że jej zwolennicy ciążą jedynie ku poszczególnym hasłom, że masa nigdy nie zdoła ogarnąć całości.

O opozycji inteligencji

Wzgarda z jaką elita narodowo-socjalistyczna mówi o inteligenckiej części narodu, potwierdza fakt, że narodowy socjalizm świadom jest nieprzejednanej wrogości inteligencji. To co pozyskał sobie z pośród inteligencji, składa się przeważnie z natur sprzedajnych, z sił pod wszelkimi względami nie mających żadnych wartości. Śmieszny wprost w ustach takiego Goebbelsa zwrot o “pętakach i karłach”, za który ma opozycyjną inteligencję i mieszczańskich również – nacjonalistów, świadczy o gorzkim przeświadczeniu, iż system zdołał sobie wprawdzie kupić fachowe usługi inteligencji, nie zyskał sobie jednak u niej dobrowolnego posłuchu.

O deprecjacji pojęć

Co w ciągu tych sześciu lat osiągnęło naprawdę wielkie rozmiary to totalna deprecjacja wszelkich norm i surogatów […]. Pozbawione wartości pojęcia nacjonalizmu, patriotyzmu, łączności społecznej i sprawiedliwego ładu, wspólnoty i wolności, przez fałszowanie i demagogiczne nadużywanie tak wyzuto z wszelkiej treści, że nie zdoła się z już z nimi połączyć żadnej ożywczej siły.

O karierowiczach

Wszystko, co dowiadywaliśmy się o jakimś nieprawdopodobnie odległym czasie, staje się dziś własnym przeżyciem: zawrotne kariery, rozmiękczenie charakterów, potępianie tych co myślą zgodnie z prawem, ludzi sztywnych w karku, zwalnianie starych urzędników i przyjmowanie do służby administracyjnej indywiduów pośledniejszego gatunku, mizeria i płaszczenie się masy, – wszystkie te i tym podobne pierwiastki panowania obcych rządów, posługujących się batem i ciastkiem, brakiem chleba i łapówką, słabością kreatury ludzkiej, ową powszechną fragilitas humanis jako najodpowiedniejszym sposobem skrępowania narodu, stosuje teraz – pragnąc zapewnić sobie i rozszerzyć władzę osobistą – elita władców, która wyszła z łona własnego narodu. Sprzedajne osobniki, użytkownicy systemu, kreatury i szeroka masa słabizny ludzkiej – oto tworzywa, z których nowa warstwa władców, chce ukształtować odnowę narodu.

O wszystkich tych rzeczach pisał Victor Klemperer, ale on pisał z pozycji ofiary – jako Żyd był ofiarą “ustaw norymberskich”. Herman Rauschning był członkiem NSDAP, współtworzył partię i występował w jej imieniu i widział to wszystko dookoła siebie, a to jest jeszcze bardziej przygnębiające. Podobnie, jak przygnębiające i niepokojące są podobieństwa między sytuacją w Niemczech z lat trzydziestych i tym co dzieje się w Polsce w ostatnich latach.

 

Naród nasz był powołany do przodującej roli. Ale dla tanich sukcesów nie dosłyszał tego powołania. Upajał się zato bohaterstwem, do którego nie dorósł jako naród, i będzie musiał się załamać pod ciężarem nadmiernych wymagań tego bohaterstwa.

Skoncentrowałem się na części pierwszej („Zwycięstwo nowego ładu przewrotowego”), pozostałe dwie części są już bardziej oceną i analizą aktualnej polityki Hitlera, kwestii sojuszów, współpracy bądź nie z Polską. W tym wypadku zdecydowanie jest to już praca dla historyków.

[wszystkie podkreślenia moje]

Rewolucja nihilizmu, H. Rauschning

Rewolucja nihilizmu. Kulisy i rzeczywistość Trzeciej Rzeszy, Herman Rauschnig

Wyd.: Rój, 1939

Tłum.: Stanisław Łukomski

Podziel się