Zabić drozda

Wciąż jest sporo klasycznej literatury, z którą przez lata się mijałem. Gdy poszukiwałem, trudno było zdobyć, gdy jest dostępna, nie mam ochoty. Bywają też powody, których nie potrafię wyjaśnić. Swego rodzaju niechęci, choć bez konkretnych powodów (tak jest np. z Czarodziejską górą Manna). Zabić drozda Harper Lee, należało do tej grupy, którą wiele lat temu, gdy korzystałem jedynie z bibliotek, nie mogłem jej “upolować”. Później co jakiś czas mi się o niej przypominało, i szybko zapominałem.

Wyświetliło mi się jakiś czas temu nowe polskie tłumaczenie, postanowiłem więc kupić i nadrobić lekturę książki, która niezmiennie pojawia się w zestawieniach najważniejszych pozycji XX wieku lub wszech czasów.

Czytam tę historię z amerykańskiego południa lat trzydziestych, opowiadanych przez dziewięciolatkę i mam wrażenie, że jestem w Bullerbyn. Może trochę bardziej poważnym, ale w zasadzie nie. To dobra historia, pokazująca dzieciństwo i świat oczami dziecka, ale przy dzisiejszych standardach mówienia o trudnej historii, o rasizmie, jest mimo wszystko bardzo grzeczna. To nie jest brutalny rasizm opisany w Korzeniach we krwi, czy brudny świat pełen przemocy z Kolei podziemnej czy Księgi nocnych kobiet. Powieść Harper Lee ukazała się w 1960 roku i na tamte czasy pewnie była sumieniem białej Ameryki, ale takim ładnym, grzecznym. Złym “białym” bohaterem jest człowiek z nizin społecznych, nie przestrzegajacy żadnych zasad obowiązujących w społeczności, a reszta mieszkańców, co prawda oskarża czarnych jednoznacznie, nawet bez dowodów, ale są pokazywani (głównie z perspektywy ojca narratorki Atticusa), jako ci, którzy chwilowo zbłądzili, są pod presją tłumu i oczekiwań innych. Ale powoli będą rozumieć, że ludzie mają takie same prawa.

W dzisiejszych czasach, spokojnie można by ją traktować jako młodzieżówkę, nawet od 12 lat, żeby była podstawą do rozmów na temat rasizmu, sprawiedliwości, hipokryzji i decyzji podejmowanych przez ludzi. 

To również dobry pretekst by rozmawiać o języku. Nowe polskie tłumaczenie Macieja Szymańskiego pochodzi z 2015 roku. Minęło tylko pięć lat, czy aż pięć lat?

– Bro­nisz czar­nu­chów, Atti­cu­sie? – spy­ta­łam wie­czo­rem.

– Oczy­wi­ście, że bro­nię. Ale nie mów „czar­nuch”, Skau­cie. To pospo­lite słowo.

– Tak wła­śnie mówią w szkole.

– Od tej pory będą tak mówić wszy­scy oprócz jed­nej osoby.

– Skoro nie chcesz, żebym dora­stała, uży­wa­jąc takich słów, to po co posy­łasz mnie do szkoły?

[…]

Teraz jed­nak mogłam ude­rzyć z innej strony.

– Czy wszy­scy praw­nicy bro­nią cza… Murzy­nów, Atti­cu­sie?

– Oczy­wi­ście, że tak.

W oryginale, tym złym słowem jest “nigger”, dobrym (za czasów Harper Lee) “Negro”, dziś uznawane za obraźliwe. Murzyn, murzyński, który przewija się przez całe polskie wydanie, dziś również jest przez osoby ciemnoskóre za takie uznawane. 

Polecam ogromnie dyskusję pięciu dziewczyn z Polski na ten temat, która zaowocowała odpowiedzią Marka Łazińskiego z Polskiej Rady Języka, że jest to słowo, które dziś może uznać za obraźliwe.

W literaturze zostawmy słownictwo charakterystyczne dla epoki, ale pamiętajmy o tym, że język się zmienia.

[Kadr z filmu, Zabić drozda, (reż. Robert Mulligan, 1962]

Zabić drozda, H. Lee

Zabić drozda, Harper Lee

Wyd.: Rebis, 2015

Tłum.: Maciej Szymański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *