Archiwum kategorii: Opowiadania/felietony

Linie kodu kreskowego

Trudna sprawa z opowiadaniami. Czasami się je czyta i zanurza w atmosferze, by tuż po zakończeniu książki nie pamiętać w zasadzie już nic. Tak mam z Liniami kodu kreskowego Krisztiny Tóth. Tóth jest Węgierką, niemal moją rówieśniczką. Jej opowiadania osadzone są częściowo w czasach socjalizmu, częściowo już w wolnej gospodarce. Te pierwsze są “straszne”. Węgierska prowincja to bieda, zgrzebność i systemowa przemoc. Nie jestem pewien, czy młodsi czytelnicy, nie posiadający takiego doświadczenia, nie potraktują tych pierwszych opowiadań, jako zupełną kreację autorki. Coś tak przygnębiającego, że niemożliwego do zaistnienia w rzeczywistości. Czytaj dalej Linie kodu kreskowego

Klub snów

Do tej pory każda książka, z wydawnictwa Cyranka, którą miałem w ręku była wyśmienitą lekturą. Więc w zasadzie zgodnie z zasadą regresji do średniej wcześniej czy później musiał nastąpić moment, gdy jakaś pozycja wybrana przez to wydawnictwo mi zupełnie nie będzie pasowała. Stało się to dość szybko, za to w na tyle spektakularnym stopniu, że nie przekroczyłem nawet dwudziestu procent książki. Chodzi o zbiór opowiadań Katarzyny Michalczak Klub snów. Czytaj dalej Klub snów

Grobowa cisza, żałobny zgiełk

Gdy byłem dzieckiem bardzo lubiłem ilustracje domów lub bloków w przekroju, wyglądających jak domki dla lalek, gdzie w kolejnych mieszkaniach działy się różne niezależne od siebie rzeczy. Przyglądałem się z uwagą tego co dzieje się w rysunkach w w stylu “Gdzie jest Wally”, choć te dopiero poznałem, gdy mój starszy syn był mały. Jakaś sceneria i dziesiątki scenek sytuacyjnych, w których biorą udział dzieci, kobiety, męźczyźni, zwierzaki. Wszystko połączone jakimiś delikatnymi zdarzeniami i elementami. Tak jest w przypadku zbioru opowiadań Yoko Ogawa, Grobowa cisza, żałobny zgiełk. W zasadzie każde z nich opowiada oddzielną historię, ale łączą się ze sobą, a to ciastkiem truskawkowym, a to jakimś zdarzeniem lub osobą.  Czytaj dalej Grobowa cisza, żałobny zgiełk

Dziwki morderczynie

Patti Smith naprowadziła mnie na chilijskiego autora, zupełnie mi nieznanego. Tymczasem okazuje się, że ma on również w Polsce status kultowego. Zawsze się cieszę, gdy odkrywam nieznaną mi klasykę, znacznie bardziej niż kolejnych nowych, modnych autorów. Roberto Bolaño. Jegi najbardziej znane powieści to 2666 i Dzicy detektywi. Mnie zaintrygowała na podstawie opisu Trzecia rzesza. Jednak w bibliotece wszystkie wypożyczone i raczej długa kolejka. Na allegro dostępne są za grosze jakieś tomiki opowiadań. Ponieważ w jednym z antykwariatów są aż trzy różne pozycje, kupuję, żeby koszt przesyłki nie wyszedł drożej niż książki. Czytaj dalej Dziwki morderczynie

George Saunders – dziękuję…

Trzy podejścia. Podczas ostatniego w miniony weekend doszedłem do jednej trzeciej treści. Szacunek dla pomysłu autora, kunsztu tłumacza i … Nic nie zachwyca. Mimo nagród, aplauzu krytyki, mimo, że zachwycać powinna, a jednak nie zachwyca.

Lincoln w Bardo, George Saunders. W zasadzie nie mam żadnych refleksji, poza tym, że z ciekawości zerknę do opowiadań autora. Może tam znajdę coś, co znacznie bardziej będzie mi pasowało. Czytaj dalej George Saunders – dziękuję…

Czekoladki dla Prezesa

Nasz Prezes obchodził imieniny. W celu upamiętnienia postanowiliśmy zasadzić dąb imienia Prezesa.

Jak to będzie miło, kiedy przyszłe pokolenia popatrzą na dąb i pomyślą o Prezesie. A dąb będzie szumiał o dawnych czasach, kiedy to żył nasz Prezes.

Miejsce wybraliśmy odpowiednie, na środku rynku, na skwerku. Sam Prezes wziął łopatę i wykonał pierwszą grudę ziemi.[…]

Na drugi dzień patrzymy przez okno jak zwykle i widzimy, że koło drzewa kręci się pies. Dobre pół godziny trzymał nas w napięciu, a potem obwąchał drzewko i zbeszcześcił.

Zbiór opowiadań Sławomira Mrożka Czekoladki dla Prezesa to pisana w czasach PRL-u satyra na relacje między podwładnymi i Prezesem Spółdzielni “Jasna Przyszłość”. W zasadzie można by powiedzieć, że to uniwersalne powiastki o lizusostwie, układach i układzikach a przede wszystkim zwykłej ludzkiej głupocie, tam gdzie istnieje jakakolwiek hierarchia. Choć odnosiły się do realiów komunistycznej Polski, spokojnie można by je osadzać w rzeczywistości kapitalistycznej korporacji, podobnie jak Pamiętnik umysłowego. W tym jednak wypadku ze względu na postać Prezesa całość zdaje się mieć wymiar wyjątkowo współczesny.
Czytaj dalej Czekoladki dla Prezesa

Ruiny i zgliszcza

Po wybraniu na czytniku książki Wellsa Towera Ruiny i zgliszcza okazało się, że zacząłem już ją kiedyś czytać. Plik otworzył się na jednej ze stron. Nic nie pamiętając, zacząłem czytać od samego początku. Zupełnie żadnego śladu pamięciowego. Wybrałem tę pozycję z zaległej kolejki po pewnej irytacji Elegią dla bidoków, którą przerwałem i nie miałem zamiaru już do niej wracać. Zbiór opowiadań Towera zdawał się być beletrystyczną wersją tego o czym pisał J.D Vance. Historyjki, czy też obrazki z życia przegranych.

Czytaj dalej Ruiny i zgliszcza

Szczeniaki

W piekle się nie umiera, piekło jest o sekundę bardziej wieczne niż niebo.

Opowiadania bardzo często traktowane są jako coś gorszego. Jako formę wyrazu twórcy, któremu brak jest pomysłu na powieść albo ma problem z warsztatem. Nie rozumiem takiego podejścia. Opowiadania dają bardzo często impuls do rozmyślań, a przede wszystkim krótka forma jest takim mrugnięciem okiem, po którym możemy na chwilę się zatrzymać. Zachwycić albo i nie, pomyśleć, co mogłoby być jeszcze.
Szczeniaki Sylwii Siedleckiej to miniaturowe błyskotki. Ruchome obrazki, w których autorka zostawia mnóstwo przestrzeni dla wyobraźni czytelnika. W tym wypadku nie istnieje pytanie “co autor ma na myśli”, tylko raczej – skończyłeś,to teraz wymyślaj sam co chcesz? Co dalej? Co mogło doprowadzić do danej sytuacji? Gdzie to w ogóle się dzieje.

Czytaj dalej Szczeniaki

Katarynka (na złom)

Bolesław Prus wielkim polskim pisarzem był i basta. Tylko to stwierdzenie pozwala mi zrozumieć, że w nadal w zestawie lektur dla klasy V szkoły podstawowej (11-12 latki) widnieje nowela Katarynka. Pierwotnie ukazała się w 1880 roku w Kurierze Warszawskim (nr 224-225). Nie w Płomyczku, Świerszczyku, czy jaki tam magazyn dziecięcy mógł istnieć pod koniec XIX wieku, tylko w periodyku dla dorosłych. Tym samym ktoś kiedyś uznał, że umysłowość współczesnego dziecka, jest na poziomie dziewiętnastowiecznego dorosłego. Paradne. Ja wiem, że dzieci wiedzą dużo więcej o świecie niż niegdyś, no ale znajmy umiar. Czytaj dalej Katarynka (na złom)

Narodowe czytanie Boya-Żeleńskiego (2)

Nie spodziewam się, żeby w najbliższej dekadzie (a pewnie i dłużej) Tadeusz Boy-Żeleński doczekał się uhonorowania “Narodowym Czytaniem”. Kontynuując więc własną tradycję, zostawię tu garść fragmentów z felietonów zebranych w zbiorze Marzenie i pysk opublikowanych w latach 1916-1930. Mogą wielcy okroić Żeromskiego, to i ja maluczki wykroję coś z Boya. Aktualnego, choć sto lat zaraz stuknie. Czytaj dalej Narodowe czytanie Boya-Żeleńskiego (2)