Zamach stanu

Gdybym mógł sobie sprzed kilku dekad dać pewną radę, w dodatku w zasadzie całkowicie nieprzydatną, powiedziałbym: “zapisuj swoją ścieżkę czytania kolejnych lektur; zanotuj, skąd brały się pomysły na dalsze tytuły”. A gdy technologicznie będzie to już możliwe stworzysz sobie piękny wizualnie wykres relacyjny w 3D, które książki, prowadziły do których. No i może jeszcze kiedy to miało miejsce i w jakich okolicznościach.

Poza mną nikomu się to zupełnie nie przyda, ale bardzo lubię ten rodzaj wykresów. Pokazujących relacje między akcjonariuszami spółek, prezesami, członkami rad nadzorczych. Ot choćby takie jak ta, gdzie w centralnym miejscu znajduje się Leszek Czarnecki, ten od “imperium” spółek z “Get” w nazwie – GetIn, GetBack. Klikanie w kolejne poziomy przydaje się w pracy choćby analityka czy dziennikarza.

Relacje

No dobrze, ale spis powiązań między kolejnymi czytanymi tytułami daje przyjemność estetyczną, wspomnieniową i rozrywkową wyłącznie mnie. Ot po to, żeby pooglądać, powspominać, znów wrócić. Spójrzmy choćby na to, co działo się z moim wyborem pozycji do czytania skupionym wokół jednego tylko węzła.

Nie jestem w stanie przypomnieć sobie, jaki był motyw sięgnięcia po Miasto światłości Smolarskiego. Prawdopodobnie przypomniałem sobie coś czytając o zarzutach wobec Huxleya, że splagiatował pomysł w Nowym wspaniałym świecie. To z kolei doprowadziło do powtórnego sięgnięcia po latach do powieści Huxleya (oczywiście Nowy wspaniały świat lata temu prowadził do kolejnych prac Huxleya, choć może było odwrotnie. Tego już nie pamiętam). W międzyczasie pojawia się zamiatinowska antyutopia My. Po dłuższej przerwie trafiam na podsumowanie jakie zrobił Huxley swojej powieści po trzech dekadach. W tymże Nowym wspaniałym świecie 30 lat później wspomniana zostaje książka z 1938 roku Rewolucja nihilizmu. Na jej łamach autor, H. Rauschning wspomina napisaną kilka lat wcześniej pracę Curzio Malaparte Zamach stanu. Poszukując czy została wydana trafiam na pozycję o niemal identycznym tytule Zamach stanu. Podręcznik. Autorem książki jest Edward Luttwak, a gdy się okazuje, że napisana została w 1968 roku (zaktualizowana kilkukrotnie) wystarczy to, żeby mnie zainteresować.

Już po przeczytaniu Zamachu stanu Malaparte, sprawdzam informacje o autorze i bardzo interesuje mnie jego powieść Kaputt, którą wciągam na listę i na razie relacje tu się zatrzymują.

Relacje

(narzędzie)

W ten oto sposób w krótkim czasie czytam dwie książki o identycznym tytule Zamach stanu, jedną z 1931 roku, drugą napisaną trzydzieści siedem lat później. Dzieli je cała epoka i najważniejsze wydarzenie XX wieku, czyli II wojna światowa.

Zacznę od tej młodszej, sięgnąłem do niej jako pierwszej, bo dostępna była na wyciągnięcie kliku w wersji elektronicznej.

Edward Luttwak

TO NAPRAWDĘ JEST PODRĘCZNIK!

Książka Luttwaka doczekała się przekładów na kilkanaście języków, w przedmowie do zaktualizowanego wydania z 2015, na którym opiera się polski przekład autor pisze, że udokumentowano jej wykorzystanie przy dwóch zamachach stanu na Filipinach oraz w nieudanym z 1972 w Maroko. To co zasługuje na uznanie przy tak dokładnej i analitycznej pracy to fakt, że Luttwak napisał ją mając 26 lat.

Autor bardzo szczegółowo rozpisuje jak przygotować zamach,przeprowadzić i utrzymać władzę po jego dokonaniu. Pokazuje w jaki sposób dokładnie policzyć popleczników i przeciwników, rozpisuje matryce poparcia w różnego rodzaju jednostkach wojskowych, policyjnych, zwracając uwagę na takie szczegóły, jak choćby to, kto w danym roczniku był lub nie był awansowany, i co za tym stało. Potencjalnie osoby, przez wiele lat odsuwane na bok mogą być przydatne. Choć jak sam zauważa przy każdym werbunku należy pamiętać, że ludzie są nieprzewidywalni. Nawet w rodzinach, czy klanach etnicznych lojalność bywa wątpliwa. Jak wykorzystać infrastrukturę, które jej elementy są najlepsze w zależności od wykorzystanego sposobu zamachu i poparcia (lub nie) społecznego. NIezbędna jest analiza struktur politycznych, powiązań, organizacji społecznych i ich liderów. Wszystko po to, by izolować lub pozyskiwać dla własnych celów.

Nawet jeśli nasz zamach będzie całkiem bezkrwawy, a cele na wskroś postępowe i liberalne, będziemy musieli podczas naszej akcji (i bezpośrednio po niej) aresztować pewne osoby.

[…]

W większości krajów istnieje obieralne zgromadzenie: parlament lub jakiś miejscowy odpowiednik. Władza często pochodzi jednak z pałacu prezydenta lub innego władcy (albo komitetu centralnego partii). Nie powinniśmy pozwalać, żeby zmyliły nas fikcje konstytucyjne; tyle wysiłku włożyliśmy w oddzielenie faktycznej władzy od jej symboli, że nie popełnimy teraz błędu poświęcania naszych ograniczonych zasobów na te ostatnie.

Pamiętając o tym, że książka pisana była pod koniec lat siedemdziesiątych, przy innych uwarunkowaniach geopolityczych i technologicznych zwraca uwagę dokładna analiza potencjalnie atrakcyjnych krajów do dokonania zamachu. Oczywiście najbardziej podatne są te, w których “ludność kraju to wciąż raczej poddani niż obywatele” i w których nie ma zbyt wielu bezpieczników obywatelskich przeciwdziałających przewrotom, zaś dotychczasowe elity są bierne.

Ponieważ zamach stanu na ogół nie przedstawia zagrożenia dla lwiej części członków elity,stają oni przed wyborem między wielce niebezpiecznym sprzeciwem, a bezpieczną bezczynnością. Żeby wspomóc przewrót, wystarczy po prostu nic nie robić – i z reguły dokładnie tak postąpi większość.

Luttwak imponuje mi podejściem, szczegółowością, analitycznym spojrzeniem, ogarnięciem chyba całego obrazu, jaki stoi za zamachem stanu. Ale tak naprawdę nie ma znaczenia, że chodzi  o zamach stanu (choć naturalne jest poszukiwanie odwołań do bieżącej sytuacji światowej) ale też o wnikliwość spojrzenia. Od dwóch dekad działam w branży, w której analityka jest jednym z najbardziej istotnym elementów. Jednak czasami trafiam na opracowania, które mimo ambitnej próby bycia analizami są co najwyżej publicystyką, albo jednoczynnikowym spojrzeniem na złożone problemy. Patrząc na to, jak do tematu podszedł Luttwak naprawdę trudno nie być pod wrażeniem.

Curzio Malaparte

Kurt Erich Suckert przybiera pseudonim Malaparte – “zła część” w odróżnieniu od dobrej części – Bonaparte. Syn Włoszki i Niemca, dziennikarz, dyplomata, w latach dwudziestych XX wieku attaché kulturalny w Warszawie. Początkowo związał się z włoskim ruchem faszystowskim, choć jego spór z Mussolinim oraz opublikowana książka doprowadził do zerwania z partią i emigracji. W 1931 roku pisze Zamach stanu (a właściwie Technika zamachu stanu). W zasadzie jest to analiza sytuacji politycznej w Europie przez pryzmat bieżących wydarzeń, w odwołaniu do historycznych zamachów stanu, rozpoczynając od Katyliny poprzez dojście do władzy Napoleona czy bolszewików. Właśnie jako komentarz do bieżącej sytuacji politycznej zwraca uwagę, zwłaszcza w odniesieniu do ruchu faszystowskiego we Włoszech i nazistowskiego w Niemczech.

Malaparte opisuje swoje spotkanie z Israelem Zangwillem, który przybywa do Florencji w październiku 1922 roku właśnie w chwili wybuchu faszystowskiego zamachu stanu. Jak sam opisuje Zangwill nie mógł uwierzyć, że ma do czynienia z przewrotem – “to nie rewolucja, to komedia. W Paryżu 1789 roku rewolucja miała miejsce nie tylko w głowach, lecz również na ulicach”. Choć Zangwill zostaje zatrzymany przez Czarne Koszule, legitymowany, to całe zatrzymanie przebiega w taki sposób, że nie jest w stanie uwierzyć, że to coookoła się dzieje nie jest spektaklem i że może dojść do przejęcia kontroli nad państwem. Zaś sam Malaparte zwraca uwagę na to, że wiele osób z Zachodu właśnie dlatego nie doceniało tego co właśnie dzieje się we Włoszech. Co więcej sam też nie zauważa znaczenia tego co dzieje się w niedalekich Niemczech. Ostatni rozdział książki zatytułowany jest “Hitler: dyktator, którego nie będzie”.

Hitler obawia się ekstremistów z łona własnej partii. Ich siłą była taktyka siły. Biada Hitlerowi, gdyby jego oddziały szturmowe zbyt urosły w siłę. To mogłoby oznaczać zamach stanu, lecz na pewno nie dyktaturę Hitlera.

Narodowosocjalistycznej rewolucji nie brakuje armii, lecz przywódcy.

[…]

Ekstremiści nie mylą się, uważając Hitlera za fałszywego rewolucjonistę, za oportunistę, “adwokata”, który wyobraża sobie, że przemówieniami, paradami wojskowymi, groźbami szantażem parlamentarnym dokona rewolucji. […] W Berlinie dowódca oddziałów szturmowych powiedział mi, że Hitler, niczym nieumiejący pływać Juliusz Cezar stoi nad brzegiem Rubikonu, który jest dla niego zbyt głęboki, by przejść go w bród,

[…]

Na co więc czeka Hitler, by porzucić swój niebezpieczny oportunizm? Do czasu aż rewolucja narodowosocjalistyczna stanie się więźniem parlamentu? On obawia się, zostać wyjętym spod prawa. Ta karykatura Mussoliniego, która udaje wybawcę niemieckiej ojczyzny nie jest Sullą, Cezarem, Cromwellem, Bonapartem, czy Leninem. To obrońca prawa, odnowiciel tradycji narodowej, sługa państwa. Nigdy nie wolno zaufać mieszczańskiemu usposobieniu dyktatora. “Hitler” – powiedziałby Giolitti – “to człowiek, który wielką przyszłość ma już za sobą”. Jak wiele stracił okazji! Mimo swej retoryki, pomimo zwycięstwa wyborczego, armii powstańczej, mimo niezaprzeczalnego wizerunku jego nazwiska i pomimo legendy, która stworzyła się wokół jego postaci, legendy agitatora, przywódcy mas i bezwzględnego katylinidy, pomimo namiętności, które wzbudzał wokół siebie i mmo niebezpiecznego uroku, jaki rzucał na wyobraźnię i ducha przygody niemieckiej młodzieży, Hitler jest niesprawnym wodzem.

To słowa, które padają dwa lata przed pożarem Reichstegu i wyborem na kanclerza, trzy lata przed Nocą długich noży i osiem lat przed wybuchem II wojny światowej.

Mamy też w Zamachu stanu wątki polskie. Dlaczego rosyjscy rewolucjoniści uważali, że nie da się dokonać przejęcia władzy w Polsce w 1920 wciągając w to polskich komunistów. Malaparte cytuje Karola Radka, który był sceptykiem jeśli chodzi o sukces ofensywy z 1920 roku na Warszawę: “nie można liczyć na polskich komunistów, to komuniści, a nie rewolucjoniści”. Malaparte pochyla się również nad zamachem majowym i osobą Piłsudskiego. Ta ocena jest raczej niska, jako polityka i człowieka, zwłaszcza, że Malaparte miał okazję kilkukrotnie się z nim spotkać podczas pełnienia funkcji dyplomatycznych w Warszawie.

Piłsudski bardziej kierował się wyobraźnią i namiętnościami niż logiką, bardziej był zarozumiały niż ambitny, a w gruncie rzeczy więcej miał chęci niż inteligencji.

Równie ciekawie prezentuje się ocena potencjału polskiej armii w świetle potencjalnych zagrożeń z zewnątrz. Malaparte cytuje słowa jednego z zachodnich wojskowych

Rząd polski nie zna podstawowych zasad sztuki obrony nowoczesnego państwa. Ta uwaga odnosiła się również do Piłsudskiego, choć w innym znaczeniu. Polscy żołnierze cieszą się opinią walecznych, jednakże na cóż zda się dzielność żołnierzy, kiedy dowódcy nie wiedzą, że sztuka obrony polega na znajomości własnych słabych punktów? Środki ostrożności podjęte przez rząd wobec możliwej próby buntu, wydawały się być najlepszym dowodem na to, iż nie wiedzieli o tych słabych punktach nowoczesnego państwa.

Dalej następuje opis tego, jak Malaparte wraz z oficerem francuskiej armii wchodzą do sztabu generalnego i innych istotnych punktów nie niepokojeni przez nikogo, ignorowani przez pilnujących żołnierzy.

Na koniec cytuje słowa, jakie wypowiedział generał brytyjski i równocześnie rezydent wywiadu brytyjskiego w Polsce Carton de Wiart podczas spotkania z Sapiehą, Trąmpczyńskim i hrabią Potockim, który zapowiedział, że wróci do Polski, gdy sytuacja się ustabilizuje:

Panowie wszyscy są podobni do waszego sławnego Dąbrowskiego dowodzącego za czasów Napoleona legionami polskimi we Włoszech. “Zawsze jestem gotów zginąć za moją ojczyznę” – mawiał Dąbrowski – “lecz nie żyć w niej”.

Takie przeglądanie się w cudzych oczach powinno być lekarstwem na narodowe mity. Ale czy my się umiemy tego nauczyć?

Jeszcze na koniec drobna uwaga. Świetnie, że takie książki, jak Zamach stanu Malaparte się ukazują. Siedemdziesiąt lat po ukazaniu się od oryginału maleńkie wydawnictwo Duet podjęlo się tego zadania, choć wiadomo, że ekonomicznie nie ma to sensu. W przedmowie wspomina się o “doskonałym przekładzie Anny Tokarskiej”. Być może przekład jest doskonały, ale książka jest naszpikowana błędami interpunkcyjnymi, redakcyjnymi, literówkami. Momentami odnoszę wrażenie, że zdania są nielogiczne – zwłaszcza tam, gdzie są przeczenia. W stopce redakcyjnej przy korekcie widnieje “Zespół”. Mam wątpliwości, czy był to zespół korektorów.

Zamach stanu, E. Luttwak

Zamach stanu. Podręcznik, Edward N. Luttwak

Wyd.: PWN, 2017

Tłum.: -brak informacji –

 

Zamach stanu, C. Malaparte

Zamach stanu, Curzio Malaparte

Wyd.: Dom Wydawniczy Duet, 2004

Tłum.: Anna Tokarska

Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *