Archiwa tagu: rasizm

Jenny

Ogólnie rzecz biorąc mieszkańcy Sallisaw są tradycyjnie wyrozumiali i pobłażliwi dla tak zwanej moralnej ułomności.

Amerykańskie miasteczko. Pięć tysięcy mieszkańców, znają się wszyscy. Wspólnota religijna zbiera fundusze na nowy kościół. Kaznodzieja poucza wszystkich i krytycznym okiem patrzy na występki niektórych, a zwłaszcza Jenny, tytułowej bohaterki powieści Erskina Caldwella z 1961 roku. Czytaj dalej Jenny

Ja nie jestem Miriam

Niektórzy naziści uważali, że my, Romowie, jesteśmy jakimś rodzajem Aryjczyków, ponieważ my też dawno temu wywędrowaliśmy z   Indii. Ale potem Himmler doszedł do wniosku, że tak nie jest, że jesteśmy takimi samymi podludźmi jak Żydzi i   Sinti…

Od początku XX wieku, do tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego czwartego roku w Szwecji obowiązywał zakaz dla imigracji Romów. Kilka lat temu dziennikarze ujawnili, że Sztokholm prowadził bazę danych o Romach do 1996 roku. W tzw. „Sekcji cyganskiej” rejestrowano przedstawicieli tej grupy, przypisując do różnych kategorii: „Czysty C „(hel Z) i „Półczysty C” („halv Z”). Z oznaczało Cygana. Do 1980 r. Romów rejestrował również Główny Zarząd Zdrowia i Opieki Społecznej. (źrodło)

Wielu Romów po wojnie nie mogło wrócić do Szwecji, choć kraj przyjmował mnóstwo imigrantów w ramach pomocy humanitarnej, w tym ocalałych z Zagłady Żydów. Bohaterka powieści Majgull Axelsson Ja nie jestem Miriam, ma osiemdziesiąt pięć lat. Udało jej się przeżyć obozy w Auschwitz i Ravensbrück, by po wojnie dostać się do Szzwecji, gdzie rozpoczęła nowe życie, jako ocalona Żydówka. Miriam, nie jest Żydówwką. Przypadkowy zbieg okoliczności sprawił, że na lata przyjęła taką tożsamość. Naprawdę była niemiecką Romką wysłaną do obozu wraz z rodziną. Czytaj dalej Ja nie jestem Miriam

Ocalisz życie, może swoje własne

Kupiłem zbiór opowiadań Flannery O’Connor – Ocalisz życie, może swoje własne – niemal natychmiast po lekturze jej esejów (Misterium i maniery). Antologia ułożona jest chronologicznie i czytam pierwsze z nich – Pelargonia, napisane w 1946 roku i mam wrażenie, że ta opowieść dzieje się tu i teraz. Nie w Ameryce lat czterdziestych, gdzie główny bohater, Stary Dudley przenosi się z Południa do mieszkania córki w Nowym Jorku, tylko w Polsce w XXI wieku, zaś bohaterem może być starsza osoba z Podlasia czy Podkarpacia, ze względów zdrowotnych zamieszkuje z córką w Warszawie.  Czytaj dalej Ocalisz życie, może swoje własne

Bydlęce brzemię

“Nie staraj się tłumaczyć złą wolą czegoś, co śmiało można wyjaśnić głupotą”. Ten aforyzm Roberta Hanlona, znany jest również jako brzytwa Hanlona. W nieco delikatniejszej wersji można by zamienić “głupotę” na “ignorancję”. Przypominam sobie o nim bardzo często, gdy spotykam się z różnego rodzaju wywodami, tłumaczącymi, że jakieś czynności, zjawiska czy działania są jednoznacznie pochodną ludzkiej złośliwości, zawiści czy uświadomionej (bądź nie) przemocy. Czytam w tej chwili dwie książki i nieustannie mam w głowie – właśnie brzytwę Hanlona. Jedną z nich jest Bydlęce brzemię Sunaury Taylor, drugą – przygotowywana do druku w serii Biała Plama – książka, nad której polskim tytułem jeszcze myślimy – Unmasking Autism (Devon Price). Czytaj dalej Bydlęce brzemię

Między światem a mną

Między światem a mną to list, jaki napisał Te-Nehisi Coates do swojego syna. List, manifest, esej. I jak wszystko co wiąże się z taką formułą jest osobisty, subiektywny, przerysowany, mocny.

Łatwo mi napisać, że z wieloma rzeczami się w tym przekazie czarnoskórego Amerykanina nie zgadzam lub mam wątpliwości, bo perspektywa bycia tym gorszym, tym, który jest w ciągłym napięciu, w ciągłym strachu, tylko przez własny wygląd jest mi zupełnie obca.  Czytaj dalej Między światem a mną

Zabić drozda

Wciąż jest sporo klasycznej literatury, z którą przez lata się mijałem. Gdy poszukiwałem, trudno było zdobyć, gdy jest dostępna, nie mam ochoty. Bywają też powody, których nie potrafię wyjaśnić. Swego rodzaju niechęci, choć bez konkretnych powodów (tak jest np. z Czarodziejską górą Manna). Zabić drozda Harper Lee, należało do tej grupy, którą wiele lat temu, gdy korzystałem jedynie z bibliotek, nie mogłem jej “upolować”. Później co jakiś czas mi się o niej przypominało, i szybko zapominałem. Czytaj dalej Zabić drozda

Księga nocnych kobiet

Jedyne słowo, jakie przychodzi mi do głowy po przeczytaniu Księgi nocnych kobiet Marlona Jamesa to “gęsta”. Język, historia, opowieść, rzeczywistość. To wszystko jest tak potwornie mroczne i gęste, że chciałoby się wierzyć, że to tylko fikcja, że nic z tego, co zostało opisane nie ma żadnego odniesienia w wydarzeniach faktycznych; że życie niewolników w koloniach, było co prawda ciężkie, a nie wiązało się z sadyzmem białych właścicieli, nieporównywalnie większym od tego, co wyrabiali naziści w obozach koncentracyjnych. Czytaj dalej Księga nocnych kobiet

To jest wojna

Żyjemy w XXI wieku, w świecie, gdzie takie historie wydają się nieprawdopodobne. Więc kiedy spotykamy się z kimś, kto nam o nich opowiada, wolimy, zamiast przejąć się sprawią, zrzucić odczuwany strach na “manię” osoby, od której o tym słyszymy. Co jednak począć z drobiazgowością relacji, raportów, przesłuchań i wyroków sądowych?

Słyszałem same dobre opinie o biografii Witolda Gombrowicza napisanej przez Klementynę Suchanow, jednak nie interesowało mnie życie pisarza na tyle, by sięgnąć do tych dwóch tomów. Z nieco innych powodów nie chciało mi się również zaglądać do jej kolejnej książki To jest wojna, która czasem jest przedstawiana jako historia Fundacji Ordo Iuris. Klementyna Suchanow  stała się jedną z twarzy ostatnich protestów w ramach Strajku Kobiet, postanowiłem więc wesprzeć ich działania i może choć odrobinę dołożyć się do rehabilitacji kręgosłupa, po urazie w wyniku policyjnego zatrzymania podczas jednego z protestów. Czytaj dalej To jest wojna

Korzenie we krwi

Mam przed oczami obraz, z jednego ze spotkań przedwyborczych w ostatniej kampanii prezydenckiej. Jakieś nieduże miasteczko i starcie dwóch stron. Z jednej strony tłum krzyczący “pedały do domu”, z drugiej zaś jakiś mężczyzna mówiący “hej, przecież mnie znacie, jaki ja tam pedał, co wy robicie?”. Odpowiedzią był tylko rechot krzykaczy. Naprawdę rechot, w tym nie było zawstydzenia, czy rozbawienia.
Przypomniała mi się ta scena, zaraz na początku lektury książki Korzenie we krwi Patricka Phillipsa. Czytaj dalej Korzenie we krwi

Absolutnie prawdziwy pamiętnik

Spośród wielu ukochanych książek, gdy byłem nastolatkiem I ty zostaniesz Indianinem, Wiktora Woroszylskiego pełniła istotną rolę. Przeczytana wielokrotnie, kupiona za własne pieniądze, po  niej zrozumiałem, że owsiankę da się zjeść (pod warunkiem zalania zimnym mlekiem, a nie rozgotowania płatków do konsystencji obrzydliwej brei). Główny bohater Mirek jest  zafascynowany kulturą i zwyczajami Indian (jak wielu z nas w tamtych czasach). Oczywiście było to wyobrażenia dotyczące honoru, odwagi, poświęcenia. Dziś żaden nastolatek nie chce być już Indianinem (co najwyżej jutuberem), a już na pewno nie zechce po lekturze Absolutnie prawdziwego pamiętnika, Shermana Alexie. Czytaj dalej Absolutnie prawdziwy pamiętnik