Tak umierają demokracje

Czy gdyby były możliwe podróże w czasie, to etycznym byłoby cofnięcie się ponad sto lat i w jakiś sposób zapobieżenie narodzinom Adolfa Hitlera (np. zabijając go w dzieciństwie). Ten moralny paradoks pojawia się od czasu do czasu w różnych formach i dyskusjach (również przy okazji tzw. paradoksu dziadka). Przyszedł mi do głowy podczas lektury książki Tak umierają demokracje. Steven Levitsky oraz Daniel ZIblatt – dwóch profesorów nauk politycznych opublikowało tę książkę pod koniec prezydentury Donalda Trumpa, gdy jeszcze nie był znany wynik kolejnych wyborów. Całość zaś jest próbą pokazania, że demokracje – nawet te pozornie bardzo stabilne, jak amerykańska – są znacznie bardziej kruche, niż nam się wydaje. 

Bezczelne dyktatorstwo – w postaci faszyzmu, komunizmu, czy rządów władzy wojskowej – zniknęło ze znacznej części krajów świata. Do zamachów stanu czy innych gwałtownych przejęć władzy dochodzi bardzo rzadki. Większość państw przeprowadza regularne wybory. Demokracje nadal umierają, jednak na inne sposoby. Od zakończenia zimnej wojny większość załamań demokracji była wywoływana nie przez generałów i żołnierzy, ale przez same rządy wybrane w demokratycznych wyborach.

Autorzy koncentrują się przede wszystkim na historii amerykańskiej demokracji, pokazując różne przykłady zapędów amerykańskich prezydentów (i tych znanych w Polsce i tych mniej znanych) do łamania zasad i przejmowania władzy. Jednak pierwsza część książki to również analiza tego co wydarzyło się w Brazylii, Wenezueli, Chile, Peru, na Węgrzech w ostatnich dekadach oraz oczywiście odwołania do przejęcia władzy przez Hitlera oraz Mussoliniego na początku XX wieku. 

Ziblatt oraz Levitsky próbują znaleźć odpowiedź na pytanie – czy i jakie istnieją bezpieczniki mogące zapobiec przejmowaniu władzy przez przywódców z autorytarnymi ciągotami. Niestety jednoznaczna odpowiedź na to pytanie nie pada w całej książce. Ewentualne sugestie rozwiązania problemu wiążą się nie tyle z regulacjami, co przede wszystkim z niepisanymi zasadami, których przestrzegają wszyscy uczestnicy świata politycznego. Problemem jest jednak to, że od czasu do czasu pojawia się ktoś taki jak Trump (czy inni), którzy łamią owe normy i zasady. Sporą część książki zajmuje analiza systemu elekcyjnego w USA, który do pewnego czasu zapobiegał takim kandydatom jak Trump. Sami jednak autorzy zastanawiają się na ile niedemokratyczne jest blokowanie pewnych osób, w wyścigu po władzę, cementujące zastane układy. Dodatkowo w niektórych wypadkach zdarza się, że dopiero w trakcie sprawowania władzy, przywódca zaczyna jej nadużywać. 

Nie jest to optymistyczna książka, zwłaszcza, że od wielu miesięcy zastanawiam się wspólnie ze znajomymi, jak należałoby w Polsce uporządkować system polityczny, jakie wprowadzić bezpieczniki, by zapobiec “reasumpcji”, “obstrukcji” czy po prostu ewidentnemu kłamstwu. Żeby wyjść z mentalności, którą wyraził niegdyś Stefan Niesiołowski “jak sobie wygracie wybory, to sobie przegłosujecie, co będziecie chcieli”. Sami autorzy nie mówią tego wprost, ale z ich książki płynie ten przekaz – ktoś kto będzie chciał to zrobić i tak to zrobi, wciągając w swoją grę przeciwników, którzy starają się grać uczciwie, co stawia ich z góry na przegranej pozycji.

Autorzy zwracają uwagę na to, że ta silna polaryzacja, do jakiej dochodzi również w demokracjach, to konsekwencja tego, że przeciwnicy polityczni przestali uznawać siebie samych za rywali, a zaczęli jako wrogów. Stąd agresja w wypowiedziach, brak chęci do jakiegokolwiek kompromisu, bo przecież będzie to uznane za słabość. A w rezultacie mamy chwyty poniżej pasa, demagogów i populistów, którzy niestety zdobywają uznanie części wyborców. Przestają funkcjonować niezapisane twardo takie zachowania jak szacunek dla przeciwnika, mniejsze lub większe przyzwolenie dla przemocy (słownej oraz fizycznej) oraz tendencja do ograniczania swobód innych. 

Ponieważ nie ma jednego przełomowego momentu – żadnego zamachu stanu, żadnego wprowadzania stanu wojennego czy zawieszenia konstytucji – który sugerowałby, że reżim ewidentnie “przekroczył granicę” i stał się dyktaturą, nic nie jest w stanie uruchomić w społeczeństwie syreny alarmowej. Ci, którzy demaskują nadużycia rządu, bywają lekceważeni, gdyż powszechnie uznaje się, że przesadzają lub podnoszą fałszywy alarm. Dokonująca się erozja demokracji jest dla wielu niemal niedostrzegalna.

[Foto: Głosowanie w Sali Kolumnowej, 16.12.2016, źródło: transmisje sejmowe]

Tak umierają demokracje, S. Levitsky, D. Ziblatt

Tak umierają demokracje, Steven Levitsky, Daniel Ziblatt

Wyd.: FUndacja Liberte!, 2021

Tłum.: Olga Łabendowicz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.