Archiwa tagu: społeczeństwo

Jeszcze trochę

Oparcia w dawnych pekaesach były prototypem dzisiejszych mediów społecznościowych. Zamiast myszki używano noża bądź żyletki, ale było wiadomo, kto kogo kocha, a komu chuj w dupę.

Czytam od kilku dni kolejną książkę Terzaniego i podobnie, jak w przypadku Koniec jest moim początkiem, niesłychanie przy niej odpoczywam, więc staram się powoli w niej zanurzać. W międzyczasie – w ubiegły czwartek – z drukarni przyszła nowa książka wydana w serii Biała Plama – Jeszcze trochę Roberta Pucka.  Czytaj dalej Jeszcze trochę

Ostatni brzeg

Jaki piękny jest człowiek! Szlachetny, dobroduszny, wyrozumiały, honorowy, uczciwy, empatyczny. I to mimo nieuniknionej zagłady świata. Takie mam wrażenia po wymęczeniu Ostatniego brzegu Nevila Shuta. Wydana w 1957 roku opisuje świat po globalnej wojnie nuklearnej, gdzie ostatnim lądem nie skażonym promieniowaniem jest Australia. Jednak i ten kontynent skazany jest na katastrofę, mieszkańcy czekają na nieuchronne. Czytaj dalej Ostatni brzeg

Trudno być bogiem [3]

Można było wykorzystać banalny (przynajmniej od czasu Wehikułu czasu Wellsa) koncept podróży w czasie, żeby przenieść bohaterów z rozwiniętej cywilizacji do czasów średniowiecznych. Arkadij i Borys Strugaccy zrobili jednak coś nieco innego. Wymyślili, że rosyjscy uczeni z Ziemi – gdzieś w przyszłości, dzięki odpowiedniej technologii i podróżom międzygwiezdnym znajdą planetę, na której istnieje ludzka cywilizacja znajdująca się na poziomie zbliżonym do znanego nam średniowiecza. Powieść Trudno być bogiem, wydana została w 1964 roku. W grudniu tego samego roku Erich von Däniken publikuje w czasopiśmie Der Nordwesten tekst “Czy nasi przodkowie mieli wizytę z kosmosu?”, cztery lata później publikuje bestsellerowe Rydwany bogów. Czytaj dalej Trudno być bogiem [3]

Tak umierają demokracje

Czy gdyby były możliwe podróże w czasie, to etycznym byłoby cofnięcie się ponad sto lat i w jakiś sposób zapobieżenie narodzinom Adolfa Hitlera (np. zabijając go w dzieciństwie). Ten moralny paradoks pojawia się od czasu do czasu w różnych formach i dyskusjach (również przy okazji tzw. paradoksu dziadka). Przyszedł mi do głowy podczas lektury książki Tak umierają demokracje. Steven Levitsky oraz Daniel ZIblatt – dwóch profesorów nauk politycznych opublikowało tę książkę pod koniec prezydentury Donalda Trumpa, gdy jeszcze nie był znany wynik kolejnych wyborów. Całość zaś jest próbą pokazania, że demokracje – nawet te pozornie bardzo stabilne, jak amerykańska – są znacznie bardziej kruche, niż nam się wydaje.  Czytaj dalej Tak umierają demokracje

Śmiech i śmierć

Wiadomo, jak pisze się blurby, czyli informacje na okładkach książek. “najlepsza”, “wybitna”, “kultowa”, “przełomowa”. A jednak, jeśli wchodzę do nowego świata, a takim jest dla mnie świat książki graficznej, i czytam “jeden z najgłośniejszych amerykańskich komiksów ostatnich lat” to biorę. Przejrzałem półkę w bibliotece, odstawiłem wszelkie kryminały, macki i skoncentrowałem się albo na nowym ujęciu klasyki albo czymś obyczajowym. Do tej drugiej grupy należy Śmiech i śmierć  Adriana Tomine. Czytaj dalej Śmiech i śmierć

Perfekcyjni do bólu

Każdorazowo gdy trafiam na LinkedIn, jakiś motywacyjny cytat, którego autorem jest Steve Jobs uśmiecham się do siebie i korci, mnie żeby to skomentować. Wizjoner, w porządku. Rewolucjonista – OK. Ale również niesłychanie toksyczny szef, poniżający ludzi, nie liczący się z ich uczuciami. W życiu prywatnym również trudny do uznania za autorytet. Ale dobrze brzmią wypowiadane przez niego zdania, bez tego kontekstu, a tylko w ujęciu “inspirujmy się Jobsem. Był kimś”. Koniecznie z frazą “wymagał od innych, ale i od siebie”.

W książce Perfekcyjni do bólu Margaret Robinson Rutheford przytacza podział perfekcjonizmu, zaproponowany przez Fletta, Hewitta i Mikaila – perfekcjonizm zorientowany na siebie, zorientowany na innych oraz perfekcjonizm usankcjonowany społecznie. Czytaj dalej Perfekcyjni do bólu

Mona

Bianca Bellová posiada niesłychane talent do tworzenia nieistniejących, lech niesłychanie możliwych światów. Tak było w przypadku Jeziora, gdzie akcja działa się w jakimś – być może postsowieckim – kraju, tak jest również w przypadku Mony. Może wydarzenia dzieją się gdzieś na Bałkanach, a może w Azji, a może jeszcze gdzieś indziej. To nie ma znaczenia. To fantastycznie napisana powieść antywojenna. Czytaj dalej Mona

Po tamtej stronie śmierć

Słowo „żałoba” działa na mnie piorunująco. Nie! Nie jestem w żałobie. Nie chcę nosić po tobie żałoby. Na razie leżysz na stole w szpitalnej kaplicy. To wszystko.

Gdzieś tam w internecie odbyła się wojna dwóch plemion. Jedna z wielu, według tych samych zasad. Jedna strona jest przekonana o racjach swojego “wodza”, druga swojego i nie ma możliwości porozumienia. Emocje eskalują, robi się momentami nieprzyjemnie, zaczynają się wyzwiska, deklaracje zrywania znajomości. Przykro się na to patrzyło. Rzecz dotyczyła domniemanego plagiatu, czy też głębokiej inspiracji, co zarzuciła jedna autorka książki, drugiej autorce. Pierwsza książka wyszła lata temu, druga zyskała uznanie i nagrody w tym roku. Obie dotyczyły niesłychanie trudnej i intymnej sytuacji, jaką jest śmierć matki i przeżywanie żałoby. Tym bardziej więc te publiczne zapasy zwolenników argumentów jednej i drugiej strony były przykre. Obie czytałem już jakiś czas temu i nie miałem wrażenia, plagiatu, ani inspiracji, no chyba, że za inspirację uznać, fakt, że pisze się o żałobie osoby bliskiej.

Jednym z argumentów w dyskusji, był również ten, która z autorek jako pierwsza napisała w polskiej literaturze o śmierci matki. Krępujące. Niemnniej, ktoś tam nieśmiało rzucił w zalewie tych wszystkich pohukiwań, że pierwszą taką autorką była Maria Nurowska, z wydaną w 1977 roku Po tamtej stronie śmierć. Czytaj dalej Po tamtej stronie śmierć