O starzeniu się

Pięćdziesiąt sześć lat. Tyle lat miał Jean Améry, gdy ukazał się jego esej O starzeniu się. Bunt i rezygnacja. W dzisiejszych czasach to wiek, gdy jeszcze można być w szczycie aktywności, zarówno zawodowej, jak i realizować przeróżne pasje. Améry pisze zaś o coraz większej świadomości nieuchronnego końca, ale przede wszystkim rozważa różnego rodzaju mankamenty starzenia się. Od tych fizycznych, poprzez tożsamościowe, kulturowe oraz społeczne.

Jean Améry był Austriakiem z rodziny o korzeniach żydowskich. Podczas II wojny światowej wyemigrował do Belgii, gdzie działał w ruchu oporu. Schwytany przez gestapo, torturowany, przeżył pobyt w kolejnych obozach koncentracyjnych. To doświadczenie musiało wpłynąć na jego kondycję fizyczną, więc jego wiek biologiczny w chwili pisania eseju mógł być znacznie niższy, niż ten wynikający z osobistych przeżyć i doświadczeń.

Niezmiernie przejmujący i smutny ten tekst. W podtytule niby pojawia się ten zwrot “bunt”, ale tego buntu tam nie widzę. Widzę przede wszystkim rezygnację i frustrację.

Jednak podczas starzenia się po każdym ozdrowieniu odnajdujemy siebie w niższym punkcie organicznej spirali: nigdy nie jesteśmy wówczas tak zdrowi, jak byliśmy wcześniej, jakkolwiek zadowalająco mogłaby brzmieć informacja lekarza. Dziś jesteśmy nieco mniej zdrowi niż byliśmy wczoraj, i odrobinę zdrowsi, niż będziemy jutro. Starzenie się jest chorobą nieuleczalną.

Czytam te słowa w trakcie okrutnego przeziębienia, które mnie dopadło. Dzień wcześniej nie byłem w stanie czytać, leżałem tylko mając nadzieję, że wszelkie dolegliwości miną. I oczywiście miną. To jeszcze nie ten etap, o którym pisze Améry, jednak w tym konkretnym momencie rozumiem doskonale, co ma na myśli.

Przejmująca jest analiza procesu uświadomienia sobie niedoskonałości własnego ciała. Jego zmian, ułomności, pojawiających się śladów starzenia i starości. Améry wielokrotnie zwraca uwagę na to, że wszyscy wiemy o nieuchronności śmierci, jednak w młodości nie zastanawiamy się nad tym. Rzeczywiste staje się to dopiero, gdy czas naszego życia staje się już wyraźnie ograniczony. Odrywamy się od naszej własnej tożsamości, patrząc na pomarszczoną skórę, obwisłe policzki. Nie chcemy być “tą” osobą. Duży sceptycyzm wyziera w stosunku do tych znanych zwrotów “czuję się młodo”, “czuję się zdrowy”. Jak zwraca uwagę filozof, samo to “czuję się” oznacza, że nie jestem. Gdybym był, nie musiałbym tego podkreślać.

Możemy usunąć lustro. nie usuniemy jednak widoku własnych dłoni [….]

Jeśli istnieje coś w rodzaju dominującego nastroju w fazie starzenia się, to skupia się on w słowach “znużenie” i “udręka”. Nużąca jest duszna półświadomość nieuleczalności cierpienia, dręczy […] pewność, że po nagłych chorobach dochodzimy może do zdrowia w medycznym sensie, ale w życiu jesteśmy bardziej chorzy, niż byliśmy wcześniej.

Poza fizycznością i dolegliwości ciała problemem staje się również niedopasowanie kulturowe. Świat się zmienia. Nie jest już nasz, jest obcy. Zmieniają się mody, muzyka, literatura. Nie chodzi wyłącznie o nowości, ale też o naszą percepcję tego, co już było.

Skrajnie uciążliwa jest konieczność uczenia się co dzień, nowych znaków i systemów. 

Zaskakujące może być coś jeszcze. Améry doświadczył tortur w gestapowskim więzieniu, przeżył Auschwitz i Buchenwald, pozornie wydawałoby się, że był tuż krok od śmierci, a jednak pisze, że obecne doświadczenie bliskości śmierci, związanej ze starzeniem się, jest dla niego o wiele cięższe i przerażające.

Przez całe lata A żył w warunkach, w których musiał każdego dnia oczekiwać śmierci. Widział podobnych sobie odchodzących na wszelkie sposoby. Towarzysze zdychali na tyfus, dyzynterię, z głodu, wskutek razów, którymi ich raczono, a także wdychając cyklon B. Wchodził beznamiętnie na stosy trupów, chodził podziemnymi korytarzami, w których niektórzy wisieli na mocnych żelaznych hakach. Jak to wtedy ze mną było, zadaje sobie pytanie A i odpowiada, wiedząc, że inni przyjmą to nieufnie – nie bałem się. Byłem młody. I śmierć, która mi groziła, pochodziła z zewnątrz. […] Wiele myślę o zaśnieżonych drogach z 1944 roku i dobrej śmierci wskutek mordu, która nie zechciała się mną zainteresować, Istotnie, trudno o piękniejszą śmierć – nie każdy ma taką szansę.

Żeby nie kończyć tej notki tak przygnębiająco, wrócę na koniec do pewnego fragmentu, w którym autor pisze owo “oderwanie się” kulturowe od świata. Zwłaszcza, że tekst dotyczy również mojego niegdyś ulubionego autora, czyli Hermana Hesse. Nie mam jednak żalu za utraconymi lekturami, raczej odczuwam dużą przyjemność czytając po latach dawne “ukochane” książki i próbując zrozumieć siebie sprzed lat.

W tym zaś konkretnym przypadku zdaję się przychylać do opinii pewnego krytyka, o którym tak pisze Améry:

[…] bez większych ceregieli uznał za kicz pisarstwo jednego z ulubionych autorów młodości A, szwajcarskiego pisarza rodem ze Szwabii, Hermanna Hessego. Owszem, A też nie dochował wierności biednemu Hessemu i gdyby dziś tak jak kiedyś znów czytał, jak Demian i jego romantycznych przyjaciel Pistorius wspólnie patrzą się na żarzące się węgle, prawdopodobnie i dla niego byłaby to przykra lektura. Miłość Petera Camenzinda do mieszczańskiej córki Rosi Girtanner wydaje mu się dość miałka, namiętność wilka stepowego Herry’ego Hallera do jego androgynicznej Hermine zdecydowanie odbiera, gdy przypadkiem zdarza mu się otworzyć książkę, jako po trosze napuszoną i komiczną.

[Photo by Apostolos Vamvouras on Unsplash ]

O starzeniu się, J. Améry

O starzeniu się. Bunt i rezygnacja, Jean Améry

Wyd.: Aletheia, 2018

Tłum.: Bogdan Baran

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.