Dość dobre powody, aby pozostać przy życiu

Depresja sama w sobie nie jest kłamstwem. To najbardziej realne doświadczenie w moim życiu. Mimo że jest niewidoczna. Innym ludziom wydaje się, że to przecież nic wielkiego. Chodzisz z płonącą głową, ale nikt tych płomieni nie widzi. Skoro depresja jest w dużej mierze niewidoczna i tajemnicza, łatwo ją piętnować, a takie piętno jest szczególnie okrutne dla chorego, bo wpływa na myśli, a depresja jest właśnie chorobą myśli.

Ekstremalne i krańcowe przeżycia często wiążą się z banałem. Banalnymi słowami, spostrzeżeniami. Są takie sytuacje i wydarzenia, w których wyrafinowane metafory, nadmiernie literacki język tylko przytłacza i przesłania związane z nimi emocje. 

Napisałem tę książkę, ponieważ oklepane frazesy są zawsze najprawdziwsze.

Mattt Haig ma w tej chwili czterdzieści sześć lat. Kilka lat temu opublikował książkę, w której wspomina okres depresji i lęków, jakiej doświadczył gdy miał dwadzieścia kilka lat – Dość dobre powody, aby pozostać przy życiu.

Pierwsza część tej książki, to wspomnienia z najczarniejszego okresu w jego życiu. 

Ostre, brutalne zdania. Bez metafor. Bez ozdobników.

Trzynaście lat temu byłem pewien, że to się nie wydarzy. Miałem umrzeć albo przynajmniej oszaleć.

Nie miałem szans zostać na tym świecie. Czasami nawet wydawało mi się, że nie przetrwam najbliższych dziesięciu minut. Trudno było też sobie wyobrazić, że ponownie uwierzę w siebie i poczuję się na tyle dobrze, żeby o wszystkim napisać.

[…]

– Andrea. Jestem przerażony.

– W porządku. Wszystko będzie w porządku.

– Co się ze mną dzieje?

– Nie wiem, ale wszystko będzie dobrze.

– Nie rozumiem, czemu to się dzieje.

Trzeciego dnia wyszedłem z pokoju, z willi. Żeby się zabić.

[…]

Mając przed sobą najpiękniejszy widok na świecie, nadal chciałem popełnić samobójstwo.

[…]

Byłem chory, nieważne, czy to wina społeczeństwa, czy to nauki. Nie mogłem po prostu czuć się tak, ani sekundy dłużej. Musiałem ze sobą skończyć. 

I zamierzałem to zrobić. W chwili, kiedy moja dziewczyna została w willi myśląc, że chcę tylko zaczerpnąć świeżego powietrza.

Haig zatrzymał się na krawędzi klifu. Dzięki temu wiele lat później mógł podzielić się swoimi przeżyciami, a także prowadzić dalsze życie, które w tamtych momentach wydawało się niemożliwe i nierealne.

Czytając wspomnienia autora, nie mogłem przestać myśleć o moim synu. Miał tyle sam lat, co Haig wówczas. Zatrzymywałem się niemal po każdym akapicie. Żeby nabrać oddechu, wyciszyć się. Miałem wrażenie, że to mogłaby być jego opowieść. Choć nie mająca już dalszego ciągu.

Jeżeli kiedykolwiek uwierzyliście, że osoba w depresji chce być szczęśliwa, to niesłusznie. Kompletnie jej na tym nie zależy. Ona po prostu nie chce odczuwać bólu. Chce uciec od umysłu, który płonie, w którym płoną myśli i spalają się jak dobytek w pożarze. Chce poczuć się normalnie. A jeśli to niemożliwe, chce chociaż poczuć pustkę. Jedyny zaś sposób, aby poczuć pustkę, to ze sobą skończyć.

[…]

Dla mnie depresja nie była zmatowieniem, ale wyostrzeniem, zintensyfikowaniem, jakbym wcześniej żył w skorupie, która nagle zniknęła. Całkowite obnażenie. Surowy, nagi umysł. Obdarta ze skóry osobowość. Mózg w słoju pełnym kwasu. Z czego nie zdawałem sobie sprawy w tamtym czasie i co było niewyobrażalne, to, że ten stan umysłu przyniesie skutki zarówno pozytywne, jak i negatywne.

Nie mówię o „co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Nie, to nieprawda. Co cię nie zabije, bardzo często sprawia, że czujesz się słabszy. Co cię nie zabije, sprawia, że możesz kuleć do końca życia. Co cię nie zabije, może sprawić, że boisz się wyjść z domu, a nawet ze swojej sypialni, będziesz roztrzęsiony mamrotał coś niezrozumiale albo opierał głowę o szybę, marząc o okresie, kiedy ta rzecz, która cię nie zabiła, jeszcze się nie wydarzyła.

Depresja jest chorobą śmiertelną. Mówi się o tym, coraz częściej, choć wciąż za mało. Niektórzy – tak jak Matt Haig – są ocalałymi z choroby. Całkiem niedawno wdałem się w polemikę (a może awanturkę) na LinkediIn z pewnym człowiekiem, który zamieścił idiotyczną ankietę. Przekonany o swojej zajebistości, mimo pewnych uwag od innych użytkowników, nie był w stanie wycofać się ze swojego “genialnego” pomysłu wciąż ekscytując się tym zestawieniem odwaga/tchórzostwo.

Po naszej dyskusji, nie mam przekonania, czy autor tej ankiety jest zdolny do większych refleksji, ale to właśnie osoby takie, jak on powinny czytać tego rodzaju książki, jak wyznania i doświadczenia Matta Haiga.

Depresja to dziwna choroba. Mimo że masz myśli samobójcze, strach przed śmiercią pozostaje taki sam, jakbyś ich nie miał wcale. Jedyną różnicą jest ogromny ból istnienia. Dlatego jeśli słyszysz, że ktoś się zabił, wiedz, że był przerażony śmiercią równie mocno. Nie był to „wybór” w sensie moralnym. I moralizowanie w tej kwestii to wielkie nieporozumienie.

Matt Haig napisał książkę dla siebie i dla innych. Ma świadomość, z odmienności doświadczeń, a jednak podobnie, jak w żałobie, traumach i innych krańcowych sytuacjach, które wydają się ostateczne i nieodwracalne można znaleźć dla siebie, choć odrobinkę nadziei i wsparcia. A przede wszystkim zrozumienia dla tych, którzy znaleźli się w strefie mroku.

Depresja dla każdego jest inna. Odczuwamy ból na różne sposoby, w różnej skali i wywołuje on różne reakcje. Gdyby użytecznymi książkami były tylko te odzwierciedlające nasze doświadczenia, jedyną wartą przeczytania byłaby książka napisana przez nas samych.

[foto własne]

Dość dobre powody, aby pozostać przy życiu, M. Haig

Dość dobre powody, aby pozostać przy życiu, Matt Haig

Wyd.: Sonia Draga, 2017

Tłum.: Justyna Kukian

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.