Po śladach

Nie należę do osób, które kupują książki pod wpływem okładek. Są mi zupełnie obojętne, a w dobie ebooków jeszcze się to wzmocniło. Oczywiście raz na jakiś czas trafia się jakiś wyróżniający się pomysł czy coś przyciągającego. Ale zwykle nie jest to powód do zakupu. Ale gdy zobaczyłem jeszcze w fazie przed wydaniem, okładkę do książki Po śladach Agnieszki Wolny-Hamkało, było w niej coś elektryzującego. 

Zdjęcie Łukasza Rusznicy, rozmyte litery tytułu przyciągały. 

Otwieram pierwszą stronę i mam skojarzenie z poematami prozą Maxa Jacoba.

Uwielbiam taki ascetyczny język. Bez napuszenia, bez popisywania się przez autora erudycją i wyrafinowaniem, a równocześnie pozostawiający od razu pewien ślad. Jest jak ilustracja, która nas zatrzymuje na nieco dłuższą chwilę. Bo zauważamy w niej coś więcej. Jak okładkowe zdjęcie książki.

Znam Nikt nas nie upomni tej samej autorki. Nieoczywista książka z ilustracjami wykonanymi przez Ilonę Bałut, przeznaczona dla młodych czytelników, której mój syn (chyba był wtedy za mały) nie do końca rozumiał. Wciągająca, ale w jakiś sposób niepokojąca.

Nie wiem, czemu założyłem, że Po śladach będzie również graficzną kontynuacją. Dałem się zauroczyć tej okładce i nie czytałem o samej książce. Choć jednak wiem czemu tak myślałem. Założyłem, że to ze względu na wydawnictwo.

Lubię niespodzianki, więc nie wiem, o czym, ani dla kogo ma być ta książka. Nie czytałem o czym ma być. Widziałem tylko jej zapowiedzi na fejsbukowej stronie wydawczyni.

Pierwsze zaskoczenie, gdy już przyszła paczka to brak ilustracji. Nie ukrywam, że liczyłem na więcej okładkowej atmosfery.

Z takimi książkami jak Po śladach jest problem we współczesnym świecie, który musi wszystko skatalogować i skategoryzować. Czy jest dla młodzieży, czy dla dorosłych, obyczajowa, czy może romans. Jest nieoczywista. Bohaterami są młodzi, ale już pełnoletni. Więc niby jeszcze chodzą do szkoły średniej, ale to już niemal dorosłe życie. Jeżdżą po Polsce, poszukują Ady. Każdy z nich ma swoje wyobrażenia. My na podstawie tych wyobrażeń możemy budować swoje. Oni są niemal dorośli, ale świat prawdziwych dorosłych, jakby nie do końca był obecny. Trochę jak w Fistaszkach. Gdzieś tam są w tle.

Każdy rozdział to strona, może dwie. Precyzyjna, bez zbędnego gadulstwa, typowego dla wielu hitów, w których słowa leją się strumieniami i nie zostawiają wiele dla wyobraźni. Wpadają mi do ucha, gdy moja żona słucha na głos audiobooków, modne powieści autorów różnych kryminałów. Przeraża mnie czasami ten język. Wielokrotnie powtarzane imię i nazwisko głównego bohatera, wszystkie czynności opisane z dokładnością i precyzją. Rozumiem skąd biorą się te kilkusetstronicowe tomiszcza.

U Agnieszki Wolny-Hamkało rozdział często zajmuje ledwie połowę strony. Przypomina to utwory poetyckie, ale przede wszystkim mam wrażenie, że to taka przestrzeń dla czytelnika – resztę sobie podopowiadaj.

Nie będę zdradzał nic z tej fabuły. Jeśli kogoś zachęci ta notka do sięgnięcia, pozwólcie sobie na nieczytanie o tej książce. W świecie trailerów, zapowiedzi, recenzji, to wcale nie takie proste. Ale takie podejście może dać przyjemność z samego zaskoczenia.

Dopiero teraz, gdy już ją skończyłem poszukam z ciekawości wrażeń innych czytelników.

Po śladach, A. Wolny-Hamkało

Po śladach, Agnieszka Wolny-Hamkało

Wyd.: Hokus-Pokus, 2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.