Ta druga

Nie wiem dlaczego wydaje mi się, że wszystko, co robię, powinno zdobyć aprobatę innych kobiet. Mam wrażenie, jakbym za każdą podjętą decyzję miała stanąć przed kobiecym trybunałem, choć tak naprawdę aprobata innych kobiet w ogóle mnie nie interesuje.

Ledwie rozmawialiśmy z Dorotą Próchniewicz (Rozmowy dla dorosłych) między innymi o problemach z etykietami, również dotyczącymi feminizmu oraz siostrzeństwa i zupełnie przypadkiem trafiam na książkę, w której ten problem wybrzmiewa bardzo mocno i bardzo głośno.

Ta druga – szwedzkiej pisarki Therese Bohman to w zasadzie klasyczna opowieść o zdradzie i złudzeniach. Główna bohaterka jest młodą dziewczyną pracującą w przyszpitalnej stołówce. Marzy o karierze pisarki, chce studiować literaturoznawstwo. Póki co musi jednak pracować za grosze, w okropnym miejscu, mieszkając w marnym mieszkanku w Norrköping – nieco ponad stutysięcznym mieście w Szwecji, będącym w oczach bohaterki jest jakąś podupadłą portową dziurą.

Wyraźnie odmienna od studiujących znajomych, spotyka się z nimi, choć w zasadzie, ze względu na swoje zainteresowania klasyczną sztuką oraz literaturą czuje się – trudno powiedzieć – może odrobinę lepsza, a może właśnie nie pasująca.

Zdaje się też nie pasować do obowiązujących feministycznych kanonów, propagowanych przez najbliższą przyjaciółkę. Pierwsza część książki to w zasadzie manifest wątpliwości wobec pewnego rodzaju feminizmu. Zacytowane na początku tego wpisu zdanie, jest fragmentem tych poglądów i niezgody na swego rodzaju wymuszoną lojalność, czy postrzeganie świata wyłącznie przez pryzmat patriarchatu. Zwłaszcza, wówczas, gdy pojawiają się sytuacje, zdarzenia, rzeczy, które nie są w gruncie rzeczy złe, czy nieprzyjemne.

Jakiś czas temu na tablicy ogłoszeń przed biblioteką uniwersytecką zobaczyłam zaproszenie na jakiś feministyczny wykład o cheerleadingu. Zapewne na spotkaniu tym próbowano udowadniać, że w gruncie rzeczy zajęcie to ma wywrotowy, antyspołeczny potencjał.

Zawsze tak się dzieje, jeśli staramy się udowodnić, że to, co wypromowali mężczyźni, jest z definicji złe dla kobiet. I oto mamy początkowo nic nieznaczącą ideologicznie działalność, co do której wszyscy nagle się umówili, że potraktują ją poważnie. Co za żałosny sposób zadowalania się granicami ustanowionymi przez płeć kobiety, kiedy jednocześnie jesteśmy przekonywane, że my, kobiety, możemy przekraczać wszelkie ograniczenia. Nigdy nie potrafiłabym poprzestać na wypełnianiu życia czymś takim albo na czytaniu książek proponowanych przez feministki, nie ma wśród nich niczego z moich lektur, bo te uważa się za typowo męskie, egotyczne, normatywne.

Mocne są te zdania wypowiadane głosem głównej bohaterki. Zdają się podważać właśnie ten sztuczny i wymuszony podział na złe-patriarchalne, dobre-feministyczne, o czym próbowaliśmy rozmawiać w naszej audycji z Dorotą.

Dodatkowo bohaterka zwraca uwagę na pułapki takiej filozofii życiowej. 

rozmawiali o toczącej się na łamach prasy debacie dotyczącej ograniczonej roli kobiet w życiu i w literaturze – mówili o tym w taki sposób, że odniosłam wrażenie, jakby dziewczyny naprawdę uważały się za jakoś ograniczane. Trudno mi było zrozumieć, o co im chodzi, nie śmiałam się jednak do tego przyznać, sądziłam, że utwierdzi je to w przekonaniu, że nie jestem godna rozmów prowadzonych. w tej szkole. Nie mogłam pojąć, co je tak ogranicza, uznałam, że debatują nad jakimś nieistniejącym problemem, chciałam im powiedzieć: „Po prostu piszcie, co chcecie, inaczej to zajęcie nie ma sensu”, ale im się wydaje, że piszą w imieniu całej płci żeńskiej albo muszą dać świadectwo kobiecego doświadczenia, tak więc ich świętym obowiązkiem jest roztrząsanie w swoim pisarstwie kwestii kobiecych. Dzielnie więc podjęły się tego zadania, później jednak były urażone, że okazuje się im za to niewystarczającą wdzięczność.

W pewnym momencie rozmawiając ze swoją przyjaciółką, zwraca jej uwagę, że tak naprawdę takie postępowanie to jakby stworzenie nowej formuły na to co “nie wypada”. Niegdyś konserwatyści mówili kobietom, czego nie wypada im robić, teraz inne kobiety-feministki również mówią, czego nie wypada, narzucając swoją wizję świata i jego interpretacji.

Myślę, że pojawienie się tego credo bohaterki oznacza, że musi istnieć poważna dyskusja na te tematy (przynajmniej w Szwecji).

Druga część książki to już rozwijający się romans, między młodą pracowniczką a lekarzem, który zagląda na stołówkę. Tu w zasadzie schemat banalny i powtarzalny, tak jak pewnie bywa tyle razy banalny i powtarzalny. Dziewczyna tworzy sobie wyobrażenie świata, w którym zastępuje żonę. Jest tą ważniejszą. Przekonuje sama siebie, że nie chodzi o to, że jest młodsza i ładniejsza, tylko, że się nawzajem rozumieją, że on ceni jej intelekt, choć pochodzą z innych światów.

Żeby jednak nie ujawniać całej intrygi dodam tylko, że jeszcze raz w książce zobaczymy, jak wyglądać może owa “siostrzana” lojalność. W ogóle w tej książce nie jest najważniejsza, w mojej opinii relacja młodej kochanki i żonatego mężczyzny, tylko właśnie kobiet.

No cóż ludzie są tylko ludźmi. Mają własne emocje, interesy, sprawy do ukrycia lub załatwienia. Płeć nie gra tu większej roli. Ale jeśli zaczniemy na siłę tworzyć podział zły, przemocowy męski świat kontra dobry, feministyczny to takie lektury mogą wylać na głowę kubeł zimnej wody.

[Foto: Muzeum Sztuki w Norrköping/Sakletare – Own work, Public Domain]

Ta druga, T. Bohman

Ta druga, Therese Bohman

Wyd. Pauza, 2020

Tłum.: Justyna Czechowska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.