Archiwa tagu: alkoholizm

Zatracenie

Pewną cechą ebooków, jakie ściągam na czytnik jest to, że z wyjątkiem okładki, nic nie wiadomo o ich treści. Nie pamiętam, kiedy i dlaczego coś kupiłem, a nie mogąc zerknąć na tył książki, żeby przeczytać redakcyjny opis, w zasadzie nie wiem, o czym może być dana książka. Bardzo lubię te zaskoczenia. Zupełnie nie pamiętam dlaczego i kiedy kupiłem Zatracenie japońskiego pisarza Osamu Dazai. Przeglądając jednak kolejkę zaległości wybieram właśnie ją. Czytaj dalej Zatracenie

Jeszcze trochę

Oparcia w dawnych pekaesach były prototypem dzisiejszych mediów społecznościowych. Zamiast myszki używano noża bądź żyletki, ale było wiadomo, kto kogo kocha, a komu chuj w dupę.

Czytam od kilku dni kolejną książkę Terzaniego i podobnie, jak w przypadku Koniec jest moim początkiem, niesłychanie przy niej odpoczywam, więc staram się powoli w niej zanurzać. W międzyczasie – w ubiegły czwartek – z drukarni przyszła nowa książka wydana w serii Biała Plama – Jeszcze trochę Roberta Pucka.  Czytaj dalej Jeszcze trochę

Macocha

Pisanie to rodzaj choroby, i choć autorkom harlekinów zwykle zarzuca się większą pazerność na kasę i mniej oryginalnych pomysłów niż autorkom ksiąg niestrawnych, nie zmienia to faktu, że jak każdą inną autorkę tak i mnie twórczość pochłania bez reszty. Z tą różnicą, że ja zawsze gwarantuję czytelniczkom happy end, a co, nie można?

Niemal od razu po przeczytaniu Krótkiej historii Ruchu, kupiłem kolejną książkę Petry Hůlovej. Macocha, odleżała swoje kilka tygodni na czytniku i sięgnąłem po nią w ramach deklaracji nie kupowania nowych rzeczy, zanim nie zmniejszę nieco stosu dotychczasowego.  Czytaj dalej Macocha

Najgorszy człowiek na świecie

A potem poszłam do pracy, w której przed kamerą zawsze musiałam być uśmiechnięta, a poza nią zawsze musiałam mieć ciętą ripostę, bo trzeba było być szybkim, wesołym i mieć sportowe obuwie w kolorze.

A ja taka nigdy nie byłam.

Ja zawsze byłam smutna.

Dawno już tak nie miałem, że nie byłem w stanie przerwać książki, choć mam mnóstwo bardzo pilnych spraw zawodowych i każda kolejna godzina poświęcona lekturze to poczucie winy, że będę musiał nadganiać inne sprawy.

Ale tak było. Po raz pierwszy Najgorszego człowieka na świecie Małgorzaty Halber poleciła mi żona kilka lat temu. Stała na półce i nie mogłem się do niej zebrać. Parę miesięcy temu wspomniał o niej znajomy, znów zachęcając. I znów odwlekałem. Nie wiem nawet czemu.  Czytaj dalej Najgorszy człowiek na świecie

Krzywda. Historia moich blizn

Rozmawiałem niegdyś ze znajomą o nastoletnim buncie, przy okazji zachowań naszych i naszych dzieci. Stwierdziła wówczas, że sama pamięta swój stan “najeżenia” na wszystkich i wszystko i takiego zapędzenia się w tym, że była już zmęczona sama. Niestety nie była w stanie przerwać tej sytuacji, bo to w pewien sposób oznaczałoby przyznanie się do błędu. Więc trwała w tym swoim buncie, karmiąc się złością na rodziców i siebie samą.

Gabi bohaterka powieści Krzywda. Historia moich blizn zdaje się być modelowym przykładem takiej nastoletniej złości, podsycanej żalem, poczuciem wstydu i winy, niewiarą w siebie, no i oczywiście konfliktem z rodzicami. Aby rozładować napięcie, szuka “ratunku” w samookaleczeniach. Zadawane sobie rany dają przynajmniej chwilową ulgę lub złudzenie ulgi. Czytaj dalej Krzywda. Historia moich blizn

Pięćdziesiątka

Co jakiś czas wymieniamy się z A. tytułami, czytanymi, planowanymi. Korzystamy z własnych poleceń, może dlatego, że mamy podobne widzenie świata. Jest jednak pewien obszar, w którym się różni nasze postrzeganie. To polska literatura. A. uwielbia prozę Andrzeja Stasiuka, która nie porusza we mnie żadnych strun. Męczy mnie. I tak co jakiś czas próbuję sięgać do tych tytułów, o których mówi, z samej ciekawości, czy tym razem się uda.

Jakiś czas temu rozmawialiśmy o Najgorszym człowieku na świecie Małgorzaty Halber. Ale choć stoi na półce, nie mogę się na nią zdecydować (mimo sygnałów od żony, że mogłaby mi pasować). Diagnoza współczesnej Polski i ludzi w tej Polsce, oczami kogoś ze świecznika – chyba wiem, czego się spodziewać. Odrobinę kusiło, ale zawsze znajdę coś ciekawego, co przesunie znów moją wirtualną kolejkę. Musiałbym chyba wstać teraz, wyjąć z regału i położyć na widoku, żeby się za nią zabrać.

Inaczej było jednak z Ingą Iwasiów. Zachęcony opinią A. o Pięćdziesiątce, kupiłem. Z rozpędu też Umarł mi. Notatnik żałoby. Nie chciałem jej czytać od razu, ale kilka dni temu, nie wziąłem ze sobą ani czytnika, ani nic w papierze. Umówione spotkanie się nieco opóźniło i zacząłem z ciekawości czytać na telefonie przez aplikację Kindle, choć zwykle szkoda mi oczu. Czytaj dalej Pięćdziesiątka

Instrukcja dla pań sprzątających

Nie powinno być niczym zaskakującym, że na odbiór lektur ma wpływ nastrój, otoczenie, doświadczenie i tysiące innych rzeczy. Gdy kilka miesięcy temu dwukrotnie rozpoczynałem Instrukcję dla pań sprzątających Lucii Berlin, wyjątkowo nie mogłem się na niej skoncentrować. Coś mi nie pasowało, nie byłem w stanie się skupić, nie mogłem wejść w ten świat. Jakiś czas później podobnie się czułem przy Mirandzie July (Pierwszy bandzior). Co ciekawe, miałem wrażenie, że ten stan nie jest związany z książką, jej stylem, czy tematami, tylko właśnie ze mną. Postanowiłem ją odłożyć na jakiś czas i spróbować ponownie, podobnie jak Pierwszego bandziora. Wróciłem po dłuższej przerwie, w luźniejszym wakacyjnym okresie i  nagle się okazało, że czyta mi się te opowiadania zupełnie inaczej. Wchodzę gładko w opisany świat. Coś sobie zaznaczam, notuję. Choć w pewnym momencie nuży mnie już ten świat alkoholików, narkomanów bohaterów amerykańskiego południa (wiele rzeczy bardzo bliskie tzw. Polski B), żyjących z prac dorywczych, albo przedstawicieli zawodów znajdujących się najniżej na drabinie społecznej. Pozbawionych nadziei i złudzeń. Czytaj dalej Instrukcja dla pań sprzątających

Wyrok na Franciszka Kłosa

Poszukując książek o trudnych i niewygodnych tematach dotyczących II wojny światowej trafiłem nie tylko na Małych nadludzi Tomczyka ale również na Wyrok na Franciszka Kłosa. Wiem, że istnieje film Andrzeja Wajdy (nie widziałem, a jeśli to w jakichś fragmentach). Właśnie się dowiedziałem, że był nakręcony na podstawie powieści, której autorem jest Stanisław Rembek. Ten sam, który napisał W polu czyli opowieść o wojnie polsko-bolszewickiej. Bez patosu, bohaterstwa, antywojenną i z nie do końca jednoznacznym sportretowaniem postaci w niej występujących. Zbyt przewrażliwione osoby mogłyby uznać, że doszło do “znieważenia narodu polskiego” jeśli zaczniemy rozumieć naród jako pojedyncze jednostki, które podejmują wątpliwie etyczne decyzje i działania, a równocześnie są Polakami. Czytaj dalej Wyrok na Franciszka Kłosa

Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze

Trafiłem na ten tytuł przypadkiem dzięki autorce, której książki wydajemy w ramach serii Biała Plama Norze Baskin. Zwróciła uwagę na debiutancką powieść Gail Honeyman z tego roku Eleanor Oliphant ma się dobrze. Okazało się, że jest już polskie tłumaczenie. Zupełnie nie wiedząc czego mam się spodziewać. Początkowo myślałem, że to pozycja dla młodzieży. Opis i okładka były zachęcająco intrygujące. Potrzebowałem oddechu po kilku szaleńczych tygodniach. Dodatkowo właśnie przerwałem/porzuciłem (dam jej jeszcze szansę) Instrukcję dla pań sprzątających Lucii Berlin, w której nastrój zupełnie nie byłem w stanie wejść. Stąd Eleanor … wyglądała interesująco. Oglądamy świat oczami głównej bohaterki – aspołecznej, wycofanej, z głębokimi traumami z dzieciństwa, o których dowiadujemy się powoli co jakiś czas. Jej nieporadność w relacjach społecznych mogła być zabawna, mogła być irytująca, ostatecznie wydaje się sztuczna. Na siłę. Nieustająco zastanawiałem się na ile przekład zabił pewien subtelny humor tej książki. Bardzo często coś tam zgrzytało, choć rozumiałem zamysł. Czytaj dalej Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze

Dziennik rumowy

No cóż. Zieeeew. O ile Hell’s Angels. Anioły Piekieł byli fenomenalni, to w przypadku Dziennika rumowego po prostu się wynudziłem, nie dając mu szansy do końca. Filmu nigdy nie obejrzałem w całości, liczyłem na książkę. A tu nic.

Ot dziennikarz – wolny strzelec udaje się do Portoryko, by pisać dla upadającej gazetki. Wszyscy piją i marzą o odmianie własnego losu. Wygląda jednak na to, że literacko wolę pić z Rosjanami niż z Amerykanami. Jedyna refleksja w trakcie – gdyby napisać coś takiego o polskim dziennikarzu, wysłanym gdzieś do pracy w zapadłej dziurze byłoby właściwie tak samo. Z wyjątkiem klimatu.

Dziennik rumowy, H.S. Thompson

Dziennik rumowy, Hunter S. Thompson

Wyd.: Niebieska studnia, 2010

Tłum.: Krzysztof Skonieczny