Pocztówki z grobu

Enklawa. To zimne precyzyjne słowo oddaje wszystkie różnice między nami, tu w środku i nimi na zewnątrz. My nigdy nie nazywaliśmy tak Srebrenicy, bo nie miało to żadnego, absolutnie żadnego związku z naszą rzeczywistością. Nazywaliśmy ją kotłem, końcem świata, ślepą kiszką, bo te właśnie słowa pasowały do naszego stanu ducha. To przez co przechodziliśmy każdego dnia, było niedostępne dla reszty świata.

Kilka dni temu poszedłem do kina na Aidę (reż. Jasmila Žbanić). W zasadzie nie wiem, co napisać po jego obejrzeniu, poza zwykłym “trzeba obejrzeć”.

Po filmie Jasmili Žbanić zacząłem szukać wspomnień osób, które przeżyły masakrę w Srebrenicy i tak trafiłem na Pocztówki z grobu Emira Suljagića. Mam wrażenie, że w filmie pojawiły się sceny inspirowane częściowo tymi zapiskami, choć w rozmowie z reżyserką pojawia się odwołanie do innej książki.

W książce Suljagicia opis masakry to w zasadzie zakończenie książki. Autor opisuje również miesiące i lata poprzedzające te wydarzenia. Trwającej wojny, oblężenia.  Beznadziei osób, którymi świat przestał się już dawno interesować. Temat przestał być gorący. Podobnie jak w Syrii, Afganistanie, na Krymie i w wielu innych miejscach.

Trwałość naszej tragedii stała się już czymś normalnym. Tak bardzo normalnym. że musiało się wydarzyć coś jeszcze bardziej potwornego, by świat poza enklawą zrozumiał, że w ogóle coś się dzieje.

Wydarzenia sprzed ćwierć wieku, kilka lat temu moglibyśmy klasyfikować jako “obraz, dzięki któremu powinniśmy pamiętać do czego zdolny jest człowiek”. Tylko nie pamiętamy.

A może nawet pamiętamy, ale powtarza się to samo. Tylko w innych miejscach. Aidę ogląda się mając w głowie aktualne obrazy – uciekinierów na lotnisku w Kabulu, kryzys na granicy białorusko-polskiej, gdzie dyktator bez skrupułów wykorzystuje ludzi jako żywe tarcze, a rząd demokratycznego państwa, każe swoim służbom chronić granic przed ludźmi. A policja, wojsko, straż graniczna tylko wykonują rozkazy. Zgodnie z procedurami, zgodnie z wytycznymi. Nie ma miejsca na wątpliwości, nie ma miejsca na bycie człowiekiem.

To co dokonało się w Srebrenicy w ciągu kilku lipcowych dni 1995 roku, to jedna z największych zdrad jakich dopuściła się ludzkość.

Był to czas, gdy nikt nam nie wierzył, gdy żołnierze potrzebowali rozkazów, by zachowywać się jak ludzie, gdy nasze życie okazało się nic nie warte. Nawet łyku wody. […]

To co zobaczyłem, to był zimny, niemalże biurokratyczny brak zainteresowania, zdrada, której dopuścili się wykształceni i według wszelkich standardów, inteligentni ludzie. Ludzie, którzy w tamtym czasie nie odważyli się, lub też nie chcieli takimi być.

Zarówno w filmie, jak i w książce pokazana jest bezduszność i bezsilność korpusu ONZ. W książce bardziej bezduszność, w filmie bezsilność i strach. Holenderscy wojskowi zarządzający bazą ONZ ewidentnie boją się Serbów, dochodzą do nich głosy i dowody na to, co dzieje się wokół Srebrenicy, a jednak odwracają głowy, zasłaniając się procedurami i rozkazami.

Na wojnie nie ma zasad.  Choć może powinienem napisać inaczej – zasady panujące podczas wojny są zawsze takie same. Agresor łamie porozumienia, oszukuje, zwodzi, a świat dookoła przygląda się z zaniepokojeniem, zatroskaniem, stawia kolejne ultimatum, płaszczy się, grozi, nakłada sankcje. Dowódcy, władze  rozmawiają ze sobą, a każdego dnia zwykli ludzie dookoła tracą nadzieję. Kwitnie przemyt, prostytucja, czarny rynek, korupcja. Nic nowego.

Dookoła pomocy humanitarnej rozkwitają małe lub większe fortuny, co opisała Linda Polman (Karawany kryzysu), a w Pocztówkach z grobu są na to tylko kolejne przykłady. W czasach, gdy tak trudno o godność, bywa, że darczyńcy zachowują się cokolwiek dyskusyjnie. Suljagić wspomina, że w zrzutach brytyjskich znajdowano paczki herbatników z 1968 roku.

Zaskoczyły mnie informacje związane z tym, że Czerwony Krzyż, który pomagał ludziom z oblężonego miasta i przekazywał korespondencje cenzurował korespondencję, w taki sposób, by nie padały tam żadne odwołania do wojny, śmierci, okaleczeń.

Żołnierze z misji ONZ to nie oprawcy, wykorzystujący sytuację. Mają wybór i z niego korzystają.

W tym fanatycznie konserwatywnym środowisku byłem prawdopodobnie jednym z niewielu, którzy nie zrzucali całej winy na dziewczęta, uważając, że tak naprawdę nie miały wyboru, że one też były ofiarami okoliczności, które ochoczo wykorzystywali żołnierze, czy to w kanadyjskich czy holenderskich mundurach. Ta dziewczyna mieszkała dawniej na zapadłych przedmieściach Srebrenicy i wątpię by przed wojną miała kiedykolwiek okazję wyjechać z domu […]. Wybór natomiast mieli żołnierze, ci którzy brutalnie ją wykorzystywali zgodnie z prawami wojny.

Czytamy u Suljagića, to co zawsze czyta się o wojnie oczami zwykłych ludzi. O głodzie, strachu, upodleniu, utracie godności i człowieczeństwa. Wszystko dlatego, że znów w imię “Narodu”, “Boga”, czy czego tam jeszcze całkiem spora grupa osób postanowiła zlikwidować innych. Z innego narodu, wierzących w innego Boga.

W jakimś sensie to była nasza wojna w tej wojnie. Za dnia walczyliśmy z Serbami, nocą jedni przeciwko drugim, o każdy kęs pożywienia, o każde plastikowe opakowanie. Ludzie porzucali wszelkie zasady, przekraczali granice przyzwoitości, znów tracili godność. Walka o przetrwanie przybrała nową formę.

[…]

Tej resztki wrażliwości, która była niezbędna do przeżycia, nikt z nas nie trwonił na przypadkowe emocje, na zwyczajne ludzkie rzeczy, takie jak współczucie, solidarność, zrozumienie.

Na zakończenie książki autor postanawia uwiecznić niektóre z ofiar. Chciałby oddać głos wszystkim, które znał, ale to jest niemożliwe. Dokonuje wyboru. Te krótkie pośmiertne wspomnienia, nie są zatytułowane imionami i nazwiskami, tylko symbolami np. PLC113, M4, 21, 5 potrzebnymi do identyfikacji odnalezionych w masowych grobach szczątków.

Na film Aida poszliśmy całą rodziną. Chciałem, żeby mój nastoletni syn go obejrzał. Nie wiedział o czym jest film, nie znał historii, nie znał zakończenia. Byłem ciekaw jego wrażeń.

Był pod ogromnym wrażeniem, zwłaszcza, że jeszcze w trakcie filmu – nie wiedząc zupełnie, jak potoczyła się sprawa Srebrenicy – powiedział półgłosem, coś co sugerowało, że nie wierzy w złe zakończenie. Jak sam mi teraz dopowiada – “napisz, że byłem w szoku”.

[Foto: źródło]

 

Pocztówki z grobu, E. Suljagić

Pocztówki z grobu, Emir Suljagić

Wyd.: Czarne, 2007

Tłum.: Agnieszka Łaska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.