Archiwa tagu: uchodźcy

Tylko góry będą ci przyjaciółmi

Kiedy cierpienie staje się normą, ludzie doświadczają tej szczególnej postaci radości. Spaczonego zadowolenia zrodzonego z chaosu i destrukcji.

Philip Zimbardo opisał szczegóły swojego więziennego eksperymentu przeprowadzonego na uniwersytecie stanfordzkim w 1971 roku w opublikowanej po kilku dekadach książce Efekt Lucyfera. Osiemnastu studentów zamknięto w symulowanym więzieniu. Część z nich miała odgrywać role strażników, pozostali więźniów. Dość szybko obie grupy zaczęły “wczuwać się” w swoje role. Zaczęło dochodzić do coraz poważniejszych incydentów i w rezultacie eksperyment zaplanowany na dwa tygodnie przerwano po sześciu dniach. Choć w 2018 pojawiły się pewne wątpliwości i zarzuty co do prowadzonych badań (nie chodzi tu o kwestie etyczne i faktu, że dziś do tego rodzaju badań by nie doszło, co podkreślał wielokrotnie sam Zimbardo), wystarczy sięgnąć do historii ludzi opisujących swoje uwięzienie w różnych warunkach, by zgodzić się z pewnymi wnioskami płynącymi z eksperymentu więziennego – w pewnych warunkach, zwyczajni ludzie stają się bestiami, nadużywającymi swojej pozycji. Czytaj dalej Tylko góry będą ci przyjaciółmi

Nr 56. Pamiętaj nazywam się Ekaterina

Rozpieprza mnie ta książka od samego początku. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek reagował tak emocjonalnie. Co chwilę muszę przerywać. Sięgnąłem do niej pod wpływem lektury ostatnich reportaży Izy Klementowskiej. Nie chciałem uwierzyć, w to co pisała. Że w zamkniętych obozach dla uchodźców w Polsce (czyli “polskich obozach”) nadaje się ludziom numery, pozbawiając ich tym samym godności i tożsamości. Klementowska rozmawia z Shirin – numerem czterdzieści osiem przebywającej w obozie Lesznowoli. Sprawdzając informacje o obozie w Lesznowoli niemal natychmiast trafiam na książkę dziennikarki Ekateriny Lemondżawy, uciekającej z Gruzji przed służbą bezpieczeństwa – Nr 56. Pamiętaj nazywam się Ekaterina. Czytaj dalej Nr 56. Pamiętaj nazywam się Ekaterina

Skóra. Witamy uchodźców

Minuty. Reportaże o starości Izy Klementowskiej, to książka, którą podsuwałem wielu osobom. Jedna z najważniejszych i najmocniejszych książek ostatnich lat i chyba dotychczas nie spotkałem nikogo, na kim nie zrobiłaby wrażenia, zwłaszcza, że pierwszy rozdział realnie zatyka dech w piersi.

Teraz miałem tak samo znów przy pierwszym rozdziale nowej książki – Skóra. Witamy uchodźców. Mieszał mi trochę w głowie. Irytowałem się, że autorka pisze tak niejasno, że nie wiadomo, czy opisuje więzienie w Evin w Iranie, czy obóz dla uchodźców w Lesznowoli w Polsce. Nie byłem w stanie w to uwierzyć, dopuścić do siebie. Czytaj dalej Skóra. Witamy uchodźców

Chłopiec znikąd

Z każdym krótkim rozdziałem Chłopca znikąd  Katherine Marsh czułem narastającą frustrację i złość. W ubiegłym roku, w piątej klasie szkoły podstawowej mój syn czytał niezniszczalną Katarynkę. W tym roku Janka Muzykanta.Rozmawiam z jego kolegami i koleżankami i te dzieciaki nic z tych ramot nie rozumieją. Nie rozumieją języka, nie rozumieją problemów, nie rozumieją przekazu, a koniec końców rozumieją jedno – książki to jedna wielka nuda. Czytaj dalej Chłopiec znikąd

Miasto cierni

Świat nie radzi sobie z więcej niż jedną katastrofą naraz. […] Przemysł napędzany jest katastrofami, a powstrzymanie klęski głodu nie jest dostatecznie efektowne. Cynicy nie trudzą się szukaniem wymówek, bo wszystko to już znają. Wczesne ostrzeganie to strata czasu, ludzie muszą zacząć umierać przed kamerami, żeby bogate kraje wysupłały pieniądze. Ale kiedy pomoc przychodzi, zalewa niczym fala powodzi. Miejscowe rynki rolne załamują się, to samo powtarza się za każdym razem.

Miasto cierni Bena Rawlence’a to reportaż z Dadaab, jednego z największych obozów dla uchodźców na świecie. Założony w Kenii na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku miał być przeznaczony dla uchodźców z Somalii uciekających przed wojną domową. Początkowo przeznaczony dla 90 tysięcy osób, w 2011 roku zamieszkany był przez pół miliona ludzi. Reszty nie jesteśmy prawdopodobnie sobie wyobrazić. Rawlence opisuje rzeczywistość polityczną i gospodarczą “rogu Afryki” przez pryzmat kolejnych portretowanych postaci. Wszechobecna bieda, głód, susza, korupcja, przemoc, konflikty etniczno-religijne nie są zaskoczeniem. Czytaj dalej Miasto cierni

Żywiciel – do kanonu lektur!

Zaczęło się od filmu. Przepięknego filmu w reżyserii Nory Twomay, którego współproducentem jest studio Cartoon Saloon, to samo, które stworzyło Sekrety morza i Sekret księgi z Kells. Żywiciel wydaje się być animacją, która nawiązuje do poprzednich, a jednak wszystko okazuje się tu zupełnie inne. Choć pewnym łącznikiem jest stara legenda, to jednak to opowieść o współczesnych czasach. I dla mojego jedenastoletniego syna był ogromnym zaskoczeniem.

Film pozornie zaczyna się niewinnie – ojciec siedzi z córką na targu i opowiada jej historię. Ot, kolejną legendę. Ta kończy się niepokojąco, ale myślę, że młody człowiek jeszcze nie wie czego się spodziewać. W końcu to animowana baśń. A w tych zdarzają się różne rzeczy.

Nie mija dziesięć minut filmu i robi się strasznie. Czytaj dalej Żywiciel – do kanonu lektur!

Odgłosy rosnących bananów

Mam duży problem z prozą o współczesnej Polsce. Za duże jest w niej stężenie polskości, co nieodmiennie sprawia, że po kilku stronach bez żalu się rozstaję. Większość tych rzeczy, które widzimy dookoła, jeszcze wyraziściej pokazana, koniecznie z użyciem mocno zbrutalizowanego języka. Nie wiem, czemu ale ta myśl przebijała mi się w głowie podczas lektury powieści Ece Temelkuran Odgłosy rosnących bananów. Czytaj dalej Odgłosy rosnących bananów

Zapiski z wygnania

Marzec 1968. Według różnych danych w okresie 1968-1971 Polskę opuściło 15-25 tysięcy osób pochodzenia żydowskiego. W porównaniu do ogólnej liczby mieszkańców (ok. 30 mln) jest to na tyle mało, że osobiście nie poznałem (lub nie wiem o tym) nikogo, kogo ten problem by dotyczył. Wśród znajomych, rodziny, kogokolwiek. Mimo tego, że w okresie międzywojennym w moim mieście rodzinnym około 40 procent ludności stanowiła właśnie ludność żydowska.

Ze statystyką jest jednak ten problem, że nie opisuje ona indywidualnego świata. A ten czasami jest o wiele ważniejszy, żeby zrozumieć cokolwiek.

Zapiski z wygnania Sabiny Baral poznałem wcześniej dzięki żonie. Była pod takim wrażeniem, że opowiadała mi co jakiś czas szczegóły. Sama książka jest niewielka, więc właściwie te najważniejsze i najbardziej zapadające w pamięć momenty już znałem przed przeczytaniem. Czytaj dalej Zapiski z wygnania

Łuk Triumfalny

Ravic, Joanna, Morozow, Paryż, Łuk Triumfalny, calvados. W trakcie lektury przypominałem sobie drobne sceny, atmosferę, wrażenia sprzed wielu lat.

Pod koniec PRL-u nie miałem żadnych szans, żeby dowiedzieć się czym jest i jak smakuje calvados. Była w tym jakaś niesamowita egzotyka. Po raz pierwszy miałem okazję kupić calvados w strefie wolnocłowej już w kapitalizmie. I nie pamiętam, czy miałem w głowie bohaterów powieści Remarquea, czy bardziej potrzebny był mi do kurczaka po normandzku. W każdym razie od tamtego czasu butelkę calvadosu zawsze mam w kuchni. Używam jednak tak rzadko, że na pewno zużyłem ich mniej w ciągu minionych trzech dekad, niż Joanna wraz z Ravikiem wypili w całej książce. Czytaj dalej Łuk Triumfalny

Noc w Lizbonie

Książki Remarque’a czytałem po raz pierwszy w liceum. Jeszcze trwał PRL. Wraz z innymi książkami o wojnie, były dla mnie czymś nowym. Czymś zupełnie odmiennym od tego czym karmiła nas socjalistyczna szkoła. Nie były czarno-białe. Naprzeciwko złych Niemców, nie stali wyłącznie bohaterscy Polacy. Niemcy w tych książkach uciekali przed wojną, uciekali przed swoimi rodakami, przed Tysiącletnią Rzeszą. W najprostszym ujęciu byli zdrajcami swojego narodu. Czytaj dalej Noc w Lizbonie