Słoneczne wino

Pierwszy stopień mądrości, jak powiadają. Kiedy ma się siedemnaście lat, wie się wszystko. Jeśli mając dwadzieścia siedem lat w dalszym ciągu wie się wszystko, to w dalszym ciągu ma się siedemnaście lat.

Mam w różnych miejscach porozsiewane zapiski dotyczące książek, które chciałbym przeczytać. Zwykle nie pamiętam czemu się tam znalazły i trafiam na nie przypadkiem. Jedną z nich było Słoneczne wino Raya Bradbury. Trudno dostępna w bibliotekach, dość droga na portalach aukcyjnych. Wreszcie udało mi się ją zdobyć. Wspaniała!

Dawno już nie czytałem tak pięknej, malarskiej opowieści. Wydaje się zupełnie o niczym, ot opis lata 1928 roku w fikcyjnym Zielonym Mieście w Illinois. Od samego początku mamy wrażenie, że czekamy na coś. Że gdzieś czai się jakaś tajemnica, ale w gruncie rzeczy nic takiego nie następuje. Chyba, że za tajemnicę oraz jej ujawnienie uznamy przeżycia mieszkańców i bohaterów. Przez większość czasu towarzyszymy młodym chłopcom w ich letnich przeżyciach. Gdy część z nich zaczyna doświadczać lęku, smutku związanym z zanikającym dzieciństwem, przemijaniem, śmiercią osób, które znały.

Nie do końca wiemy, co tam jest prawdą, a co wyobraźnią dziecięcą, podobnie jak u Pawła Huelle (Weiser Dawidek). Poetycki język Bradbury’ego wspaniale buduje atmosferę tego gorącego, parnego lata.

Wiaderka mieli do połowy napełnione winogronami i poziomkami, a za nimi ciągnęły pszczoły. Ojciec powiedział, że pszczoły to po prostu świat mruczący coś pod nosem.

W trakcie lektury sprawdzam ile autor miał lat podczas pisania. Nostalgia za dzieciństwem i tamtym światem, bije z każdej strony. Trzydzieści siedem, dobry moment na refleksję, choć to była odmienna powieść, niż dotychczasowe. To trzecia jego powieść, już po Kronikach marsjańskich oraz Fahrenheit 451. Zupełnie inna, osobista, rozliczeniowa, wspomnieniowa, pełna wyobraźni chłopięcej ale również starszych osób. W powieści jest kilkoro starszych bohaterów i ten kontrast między młodymi, którzy dopiero poznają świat, a dziewięćdziesiąciolatkami, którzy odchodzą i podsumowują swoje życie jest przepięknie zestawiony.

Absolutnie fantastyczna scena, gdy jeden z bohaterów postanawia kupić nową trawę do trawnika, żeby nie trzeba było jej kosić. Mając wrażenie, że to cudowny wynalazek, pozbawia dziadka jego przyzwyczajeń, rytuałów, radości.

W tym właśnie tkwi kłopot z waszym pokoleniem – pokiwał głową dziadek. – Bill, wstyd mi za ciebie dziennikarza. Chcesz wykreślić z życia wszystko co składa się na jego smak. Powiadasz: Oszczędzać czas, oszczędzać pracę – szturchnął bezceremonialnie trawę. – Bill, kiedy dojdziesz do moich lat, zobaczysz, że małe smaczki i małe rzeczy liczą się o wiele więcej niż duże. Spacer w wiosenny ranek ma o wiele większe znaczenie niż osiemdziesiąt mil przejażdżki w wyścigowym samochodzie, a wiesz dlaczego? Bo jest pełen smaków, bo są w nim rzeczy, które rosną. Masz czas szukać i znajdować.

[Photo by Benjamin Grenier on Unsplash ]

Słoneczne wino, R. Bradbury

Słoneczne wino, Ray Bradbury

Wyd.: Czytelnik, 1965

Tłum.: Anna Przedpełska-Trzeciakowska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *