Shuggie Bain

Niesłychanie przygnębiająca jest ta książka. Z każdą stroną jest ciężej i gęściej. Zastanawiamy się, czy w ogóle jest wyjście z tej matni. Gdy kilka miesięcy temu sięgnąłem po Shuggie Bain Douglasa Stuarta, odłożyłem po kilku chwilach. Nie grała mi językowo. Miałem wrażenie, że kolejna nagrodzona i modna pozycja, która po prostu nie jest dla mnie. Ponownie dałem jej szansę teraz i było zupełnie inaczej.  Czytaj dalej Shuggie Bain

Przypomnimy to panu hurtowo

Trafiłem jakiś czas temu na film Władcy umysłów (reż.George Nolfi) i w pewnym momencie miałem wrażenie, że choć nie był jakoś wybitny, to miał wybitnie dickowską atmosferę. Okazało się, że faktycznie powstał na podstawie opowiadania Philipa Dicka z 1953 roku – Ekipa dostosowawcza (oryginalny angielski tytuł filmu jest zbliżony Adjustment Bureau). Udało mi się namierzyć, że opowiadanie znalazło się w zbiorze pod tytułem Przypomnimy to panu hurtowo.

Blisko trzydzieści opowiadań z początku lat 50. Różnych, kilka z nich ciekawa, bo w atmosferze grozy i fantasy raczej niż technologii, ale w zasadzie o każdym można powiedzieć, że ma ten charakterystyczny rys – język, atmosfera, a przede wszystkim stawiane pytania i problemy. Uderzyło mnie to, że nawet w tych mniej udanych opowiadaniach, czy powieściach (choćby niedawno czytana Labirynt śmierci) nie ma tak bardzo znaczenia fabuła i prezentowany świat. On jest tylko w pewnym zarysie i stanowi tło do rozważań o człowieczeństwie, wolnej woli, granicach między życiem a technologią. Siedemdziesiąt lat temu to jednak było wizjonerskie. Gdy przypominam sobie czytane książki S-F z tego okresu (choćby Ostatni brzeg czy Przestrzeni! Przestrzeni!,) to one zestarzały się dlatego, że autorzy nie bardzo potrafili stawiać uniwersalne pytania. Przedstawiali swoją wizję przyszłości, bardzo ograniczoną widzeniem świata przez pryzmat aktualnych dla nich problemów. Niby u Dicka jest podobnie – pamięć niedawnej wojny, obawy przed wybuchem kolejnej, zagrożenie ze strony Rosjan, ale tam w centrum jest człowiek ze swoimi paranojami i niepewnością co do tego, co jest realne, a co nie, i kim ja tak naprawdę jestem. Nie ma znaczenia, że u Dicka są humanoidalne roboty, a nie technologie, z których faktycznie dziś korzystamy i ułatwiają nam życie (wszelkiego rodzaju “asystenci”) i trudno to uznać za wizjonerstwo, niemniej wizjonerstwem było zrozumienie, że nasze lęki i obawy specjalnie się nie zmienią, będą musiały się tylko zmierzyć z nowymi okolicznościami.

W przedmowie do tego zbiorku zacytowano wypowiedź autora z wywiadu udzielonego w 1974 roku.

Sądzę, że paranoja pod pewnymi względami stanowi współczesne rozwinięcie pierwotnego wrażenia trwale zakodowanego u niektórych – zwłaszcza drobnych – typów zwierzyny, mianowicie poczucia, że jesteśmy nieustannie obserwowani… Według mnie paranoja to atawizm. Jest to przewlekłe zjawisko, które występowało w nas dawno temu, kiedy my – czy też nasi przodkowie – byliśmy bezbronni wobec drapieżników, co wywoływało wrażenie ciągłego i bliskiego zagrożenia…

Owo wrażenie często towarzyszy moim bohaterom. Czyli po prostu zatawizowałem ich społeczeństwo. 

I to faktycznie jest klucz do niemal całej jego twórczości. Podlany późniejszymi problemami psychicznymi autora i doświadczeniami z różnego rodzaju używkami. 

Czytam te kolejne opowiadania i mam wrażenie, że każde z nich mogłoby być inspiracją do dziesiątków filmów. Mam przekonanie, że nad  Black mirror, czy Miłość, śmierć, roboty unosi się duch Philipa Dicka, nawet jeśli nie są to bezpośrednie inspiracje.

[Foto: Kadr z filmu Władcy umysłów]

Przypomnimy to panu hurtowo, Ph. K. Dick

Przypomnimy to panu hurtowo, Philip K. Dick

Wyd.: Prószyński i S-ka, 1998

Tłum.: Magdalena Gawlik

Myślenie kontekstowe

Cały czas zastanawiam się, co poszło nie tak z tą książką. Z ogromnym trudem dotrwałem do jednej czwartej, dając jej zbyt wiele szans i licząc, że autorzy w końcu przestaną w kółko powtarzać to samo. Już samo to, że za tę treść są odpowiedzialne aż trzy osoby jest dość zastanawiające. Kenneth Cukier, Viktor Mayer-Schönberger oraz Francis de Véricourt są autorami książki Myślenie kontekstowe. największa przewaga ludzi nad sztuczną inteligencją.

W zasadzie cała treść, którą zdołałem przeczytać jest zawarta w tym tytule. Człowiek jest w stanie spojrzeć na rzeczywistość w różnych ujęciach, kontekstach i perspektywach i w tym leży jego kreatywność, zdolność do rozwiązywania problemów, nieustanny rozwój i innowacyjność. I już. Oryginalny tytuł Framers odnosi się do pojęcia ramowania (framing), czyli właśnie owego myślenia kontekstowego. I to jest przekleństwo tej książki. Autorzy postanowili całą różnorodność ludzkiego podejścia w nauce i nie tylko, czyli właśnie kreatywności, innowacyjności, przypadkowości, rozważania hipotez, bładzenia – wszystko to postanowili na siłę nazwać “ramowaniem”. Brzmi to potwornie, jest niezbyt przekonujące, mimo zgrabnych (choć raczej znanych) przykładów i anegdotek. Czytaj dalej Myślenie kontekstowe

Dwanaście ptaków ratujących życie

Godzina jazdy samochodem. By znaleźć moje dwanaście ptaków, wystarczy – w Wielkiej Brytanii i całej niemal Europie – zaledwie godzina jazdy samochodem. Większość z nich można spotkać w pobliżu domu podczas kilkuminutowego spaceru. Trzeba tylko patrzeć w górę.

Jeszcze kilka lat temu nie wiedziałem, że są tak blisko. Odróżniałem sikorki, “jakieś wrony”, sroki, no i sporo sójek. To wszystko. Od trzech lat wiem, że w najbliższej okolicy są przynajmniej cztery gatunki sikor (bogatka, uboga, modraszka, raniuszek), dzwońce, kapturki, kopciuszki, pleszki. Zamykam oczy i mogę zataczać w umyśle coraz większe kręgi, dochodząc do wału wiślanego, przy którym są dzięcioły, dzierzby, trznadle. Ma rację Charlie Corbett, autor książki 12 ptaków ratujących życie – wystarczy godzina jazdy samochodem, a często mniej, by znaleźć ciszę, spokój i mnóstwo ptaków. I wcale nie trzeba patrzeć w górę. Wystarczy rozglądać się na boki, w zarośla, trawę, w zasadzie wszędzie. Czytaj dalej Dwanaście ptaków ratujących życie

Matka noc

Zaskakującą rzeczą w klasycznym umyśle totalitarnym jest to, że każdy tryb, choć uszkodzony, może mieć na swoim obwodzie ciąg nieuszkodzonych zębów, nienagannie utrzymywanych i działających. Stąd diabelski zegar z kukułką chodzi idealnie przez osiem minut i trzydzieści trzy sekundy, potem skacze o czternaście minut do przodu, idealnie odmierza czas przez sześć sekund, skacze o dwie sekundy, chodzi idealnie przez dwie godziny i jedną sekundę, potem skacze o rok.

Tymi brakującymi zębami są oczywiście proste, oczywiste prawdy, najczęściej dostępne i zrozumiałe nawet dla dziesięciolatków.

W gruncie rzeczy zdania powyższe są niemal powieleniem tego co w 1938 roku pisał Herman Rauschning opisując idee NSDAP (Rewolucja nihilizmu).

Im więcej sprzeczności zawiera właściwa doktryna, im bardziej jest irracjonalna, tym lepiej, tym ostrzejszych nabiera profilów. To tylko, co jest pełne sprzeczności jest pełne życia. Partia narodowo-socjalistyczna wie o tym, że jej zwolennicy ciążą jedynie ku poszczególnym hasłom, że masa nigdy nie zdoła ogarnąć całości.

Jak podsumowuje dalej Kurt Vonnegut – autor pierwszego pochodzącego z wydanej w 1961 roku powieści Matka noc:

Dzięki temu Rudolf Hoess, komendant Auschwitz, mógł w obozowych głośnikach przeplatać wspaniałą muzykę wezwaniami po nosicieli trupów…

Czytaj dalej Matka noc

Opowiadania z Doliny Muminków

Było to w owym czasie, dawno temu, kiedy Tatuś Muminka, nic nie wyjaśniając, opuścił dom i sam nawet nie wiedział, dlaczego musiał tak postąpić. Mama powiedziała potem, że przez długi czas był dziwny, ale najprawdopodobniej nie dziwniejszy niż zawsze.

Czytam – teoretycznie przeznaczone dla dzieci – Opowiadania z Doliny Muminków i w każdym kolejnym zastanawiam się, jak współczesny świat mógłby “zdiagnozować” kolejne postaci tworzone przez Tove Janson. Spektrum autyzmu, zaburzenia lękowe, kryzys wieku średniego (to diagnoza popkulturowa), depresja oraz wiele, wiele innych zachowań i przeżyć charakterystycznych dla dzieci, nastolatków, dorosłych.  Czytaj dalej Opowiadania z Doliny Muminków

Osiem gór

Alpy były przygodą dla biednych, biegunem północnym albo Pacyfikiem dla zwykłych chłopaków,

Sięgnąłem po Osiem gór Paolo Cognettiego, pod wpływem Erlinga Kagge (Idź krok po kroku). Uznałem, że potrzebuję poczytać nieco o górach, samotności, choć zwykle po literaturę “alpinistyczną” nie sięgam. Zastanawiam się, jak wiele w tej powieści jest wątków autobiograficznych lub inspirowanych historiami zasłyszanymi przez autora. Czytaj dalej Osiem gór

Ostatni raz

Zupełnym przypadkiem skumulowały mi się w ostatnim czasie książki skandynawskich autorów. Tym razem, czyszcząc nieskończoną kolejkę odłożonych pozycji na czytniku wybrałem Ostatni raz Helgi Flatland. To książka dla każdego, kto żyje popularnym mitem “szczęśliwej Skandynawii”. Mitem, w którym szkolnictwo jest najlepsze na świecie, ludzie są tolerancyjni i cierpliwi, w której nie ma miejsca na przemoc, a tylko na opiekuńczość, opieka medyczna jest fantastyczna, a dodatkowo przecież jest piękna przyroda, domki w górach i w ogóle kapitalistyczno-lewicowy raj. Czytaj dalej Ostatni raz

Idź krok po kroku

Wbrew temu co widnieje na notkach dotyczących Erlinga Kagge, nie jest on wielkim myślicielem. Jego książka Idź krok po kroku jest w pewnym sensie zbiorem banalnych przemyśleń i refleksji. Ale właśnie banał zaczynam cenić coraz bardziej. Dobrze opowiedziany. Taki na który albo sami, albo ktoś zwróci nam uwagę. Niestety w pewnym momencie, uświadamiamy sobie, że najbanalniejsze prawdy – w przeciwieństwie do tych górnolotnych, nadętych i wyrafinowanych – mogą znacznie więcej powiedzieć o życiu i człowieku. Czytaj dalej Idź krok po kroku

speculatio – myślą rzeczy rozbieranie