Jak się nie zabić i nie zwariować

Dowiedziałem się, że ta książka często pojawia się w rozmowach nastolatków zgłaszających się z problemami do poradni psychologicznych. Chciałem zobaczyć co takiego tam jest. Jak wygląda głos młodego pokolenia i tak sięgnąłem po Jak się nie zabić i nie zwariować Justyny Suchanek.

Nic więcej o niej nie czytałem, poza tym, że pojawiła się właśnie w rozmowie z moją znajomą. Lubię dawać się zaskakiwać. Tytuł brzmiał raczej, jak jednak z tych satyrycznych powieści o ciężkim życiu współczesnej kobiety, tymczasem jest to zapis wspomnień autorki z życia w rodzinie z ojcem alkoholikiem, kolejnych pobytów w szpitalu psychiatrycznym oraz nieudanych prób samobójczych.

Niestety w tym momencie muszę własną opinię o tych zapiskach podzielić na dwie części. Jeśli książka Suchanek doprowadza do tego, że młodzi odważają się sięgać i prosić o pomoc, w trudnych dla siebie momentach, to świetnie. To już w zasadzie wystarczy. Bo literacko, czy nawet emocjonalnie, niestety ale słabiuteńkie to wszystko. O ile jeszcze w pierwszych rozdziałach opisujących życie z pijącym ojcem pojawiają się jakieś iskry, o tyle później jest już coraz gorzej. Wszystko to grzeczniusie, okrąglutkie zdania jak z jakiegoś poradnika internetowego, albo lifestylowego “musisz pokochać siebie”. “Mnie pomogło zrozumienie, że kocham za bardzo, ty też spróbuj”, “jestem tu, żeby ci pomóc”.

W książce przeplatają się zapiski z dzienników prowadzonych między innymi, podczas pobytów w szpitalu, młodej dziewczyny tuż przed wejściem w pełnoletniość a refleksjami obecnej już dwudziestokilkulatki. W tych pierwszych pojawiają się jakieś emocje i obserwacje, te drugie są okrągłymi zdaniami, pełnymi ogólników. Część brzmi jak zdania wręcz wyjęte z rozmów z terapeutami, bez pasji, bez życia.

W trakcie lektury postanowiłem sprawdzić, kim jest autorka. Trafiłem od razu na filmik na Youtubie, w którym Justyna Suchanek czyta swoją książkę.

Moją uwagę zwróciła objętość książki na filmie. Całość czytało się szybko, kolejne procenty na czytniku przelatywały, tymczasem z filmu wynika, jakby to był opasły tom. Sprawdziłem szybko, że w papierowej wersji ma 230 stron, więc nie wiem, na jak grubym papierze książka zostało wydrukowana, że sprawia takie wrażenie. To oczywiście czepianie się, ale miałem wrażenie pewnej nieuczciwości wobec czytelnika. Takie to instagramowe – piękne obrazki, przykrywają rzeczywistość. I tak też jest z treścią. Mówi o ważnych dla autorki rzeczach, w niesłychanie płytki sposób. Znów czepiam się – ma trafić do nastolatków, więc może tak trzeba (po komentarzach przy filmiku widać, że ten przekaz trafia).

Zacząłem przeglądać internet i okazało się, że autorka jest jedną ze słynnych internetowych influencerek. To ciekawe, bo w książce praktycznie nie ma śladu odwołań do życia sieciowego. Jest trudne dzieciństwo i młodość w rodzinie z problemem alkoholowym. W przeglądarce wyskakiwały kolejne hasła  – Team X, Sukanek (na okładce pojawia się ta “ksywka” autorki, jednak problemem czytników jest to, że na okładki się nie zwraca uwagi) i w głowie zaczęły mi świtać jakieś rozmowy mojego trzynastoletniego syna.

Szybka rozmowa i już wiem, kto z kim był, kto się rozstał, na kogo obraził. Padają kolejne ksywki, nazwy, nazwiska. Młodych ludzi, których wyznania i kreacje oglądają tysiące nastolatków. Wielki świat jutuberów-celebrytów. O samej autorce ma do powiedzenia, tylko że ma dziwny kontent – “z jednej strony depresja, z drugiej dziesięć najgorszych filmów na tiktoku, czy jakoś tak”. 

Taki ten świat instagramowo-jutubowy pełen pozy, fajnej zabawy, pranków, dram. A w tle prawdziwe życie z depresjami, próbami samobójczymi, uzależnieniami, kłopotami.

[Photo by Sydney Sims on Unsplash]

Jak się ie zabić i nie zwariować, J. Sukanek

Jak się nie zabić i nie zwariować, Justyna Suchanek

Wyd.: Burda Media Polska, 2020

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *