Maszyna różnicowa, Ch. Babbage

Innowatorzy

To nie geniusz jednostek tylko wspólna praca zespołowa jest odpowiedzialna za rozwój technologii i przełomowe idee. Powtórzmy jeszcze raz: za udanymi ideami leży konieczność współdziałania innowatorów oraz zespołu. A gdybyśmy zapomnieli to jeszcze raz – samotnicy bez wsparcia zespołu nie osiągają sukcesów. Tak mniej więcej wygląda pierwsza połowa książki Waltera Isaacsona Innowatorzy. O tym, jak grupa hakerów, geniuszy i geeków wywołała cyfrową rewolucję. Przypominanie tego co kilka akapitów w pewnym momencie męczy, zaś po dłuższym czasie zaczynam się zastanawiać, czy autor nie próbuje zmusić nas do pewnego widzenia świata. Czy naprawdę historii osób odpowiedzialnych za rewolucję komputerową i internetową nie dało się rozpocząć i podsumować takim zdaniem, a nie powtarzać po wielokroć?

Tym bardziej to męczy, gdy w drugiej połowie książki omawiane są kolejne osoby, wśród których pojawiają się mniejsi lub więksi samotnicy i indywidualiści. Wiadomo, że wymiana myśli i współdziałanie w biznesie, nauce, technologii ma sens, a przede wszystkim przyspiesza rozwój idei, ale wielu bohaterów rewolucji cyfrowej było indywidualistami. Po prostu.

Autor pisząc uporczywie, że historia tych pomysłów, które odniosły sukces  pokazuje jak ważne jest współdziałanie indywidualistów popełnia błąd zapominając, że istnieją tysiące przedsiębiorstw, za którymi stoi współpraca, a które sukcesu nie odniosły.

Podobnie irytujące, a tym samym zwracające uwagę jest podkreślanie roli kobiet w rozwoju cyfrowego świata, rozpoczynając od pierwszej bohaterki, czyli Ady Lovelace. Oczywiście nie umniejsza to ich znaczenia. Tak świetnie, że były takie i to w czasach zdecydowanie patriarchalnych, jednak natrętne podkreślanie tej roli w pewnym momencie jest męczące. Co więcej, kontrastuje znów z drugą połową książki, gdy kobiety praktycznie nie istnieją. Nie wiem, czy to była próba zabezpieczenia się przed oskarżeniami przed niedocenianiem roli kobiet, ale wyszło nieco karykaturalnie.

Gdyby usunąć wiele powtórzeń (w tym związane z wyższością współdziałania nad indywidualizmem) książka mogłaby być znacznie krótsza i przyjemniejsza. Odniosłem wrażenie, że pierwszą połowę od drugiej odróżnia też nieco inne podejście. W pierwszej Isaacson opisuje nie tylko ludzi, ale również technologię i to czasem dość szczegółowo na czym polegały zmiany i dlaczego. W drugiej opisy idei technologicznych są już znacznie bardziej skondensowane, a większy nacisk położony jest na historię osób. 

To najważniejsze wady książki, ale poza tym świetnie pokazany rozwój technologiczny. Czasami możemy się tylko zamyślić, gdy czytamy wypowiedzi bohaterów narodzin komputerów osobistych i internetu, np. Stewarta Branda.

Korzeni dzisiejszej cyberrewolucji należy szukać we wspólnotowości i wolnościowych poglądach hipisów. […] W naszym pokoleniu większość ludzi gardziła komputerami, które postrzegano jako ucieleśnienie scentralizowanej kontroli. Mimo to mała grupa – której członków nazwano później „hakerami” – zaakceptowała komputery i postanowiła przemienić je w narzędzia wyzwolenia.

Po kilkudziesięciu latach, można się zastanawiać, czy wielkie korporacje komputerowe założone przez ówczesnych hipisów dają nam narzędzia wyzwolenia, czy zniewolenia.

W książce poruszony jest jeszcze jeden wątek, ważny przy okazji dyskusji, pojawiającej się się od czasu do czasu. Chodzi o reprezentantów polskiej neolewicy i ich krytyki kapitalizmu. Jeden z częstych argumentów przytaczanych przez nich mówi, że rewolucja technologiczna była możliwa nie dzięki prywatnym przedsiębiorcom, tylko wsparciu państwa – bo idee i wynalazki powstawały na państwowych uczelniach lub na potrzeby armii (czyli za pieniądze państwa). Isaacson wspomina – bez szczegółów o trójstronnej umowie istniejącej w USA po wojnie między środowiskiem przemysłowym, akademickim oraz wojskowym. To dzięki wymianie między tymi trzema sektorami ten rozwój był możliwy. Za ideeami stali ludzie i to oni pracowali często równocześnie na uczelniach, a równocześnie otwierali biznesy. Liderem był Uniwersytet Stanfordzki, który wspierał przedsiębiorczość. Również polityka patentowa zależała od tego, czy dany koncept był opracowywany lub wymyślony przez konkretne osoby, czy wynikiem pracy zespołu badawczego. Jasne, że będzie rodziło to wiele napięć, ale ludzie przechodzili z miejsca w miejsce. Jedni chcieli zarabiać pieniądze, inni rozprzestrzeniać idee. Jedni mieli pomysły i nie wiedzieli, jak je zastosować, inni kopiowali je lub modyfikowali i robili fortuny. Zwykły świat pełen różnorodności, a nie czarno-biały statyczny obraz.

[Foto: Maszyna różnicowa Ch. Babbage, źródło]

Innowatorzy, W. Isaacson

Innowatorzy. O tym, jak grupa hakerów, geniuszy i geeków wywołała cyfrową rewolucję, Walter Isaacson

Wyd.: Insignis, 2016

Tłum.:Michał Jóźwiak, Krzysztof Krzyżanowski, Michał Strąkow

Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *