Archiwa tagu: E.M. Remarque

Złote okna

Na skrzydełku wydania Wyroku na Franciszka Kłosa, które posiadam Andrzej Wajda napisał:

Powieść Rembeka zaliczamy do arcydzieł polskiej literatury opowiadającej o ostatniej wojnie i hitlerowskiej okupacji. Jej miejsce widzę pomiędzy Medalionami Zofii Nałkowskiej i Proszę państwa do gazu Tadeusza Borowskiego, w towarzystwie Wielkiego Tygodnia Jerzego Andrzejewskiego i Złotych okien Adolfa Rudnickiego.

Jeszcze nie skończyłem czytać Rembeka, gdy z jakiegoś antykwariatu w Polsce zamówiłem zbiór opowiadań Rudnickiego Złote okna i dziewięć innych opowiadań. Nie znałem do tej pory zupełnie nic. Gdzieś mi się po głowie tłucze, że Hłasko o nim wspominał w Pięknych dwudziestoletnich, ale nie mam pewności. Niezbyt sympatycznie wyrażał się o jego pisarstwie Artur Sandauer w Bez taryfy ulgowej, ale poza tym nie wiem nic o Rudnickim. Książka przyszła dość szybko ale nie zajrzałem do niej od razu. Czytaj dalej Złote okna

Podziel się

16 najważniejszych książek w 2017

Czas na podsumowanie 2017 roku. Wśród tych najważniejszych dla mnie nowości jest niewiele. Aż dziewięć pozycji ma przynajmniej kilkadziesiąt lat. Czy to coś znaczy?wszystko 2017

Czytaj dalej 16 najważniejszych książek w 2017

Podziel się

Pod drzwiami

Popkultura przemieliła na dziesiątki sposobów wątek weteranów wojennych. Wielkie zasługi w tej kwestii mają przede wszystkim Amerykanie, ze swoimi traumami po Wietnamie i powstaniem fantastycznych filmów w rodzaju Łowcy jeleni, Urodzony 4 lipca czy Powrot do domu. Powrót niedawnych bohaterów wojennych, zwłaszcza jeśli się okazuje, że nagle prowadzona wojna jednak nie była politycznie poprawna kończy się wstydem, upokorzeniem i wspólnym niezrozumieniem społeczeństwa, które chce spokojnego życia i byłego wojskowego, który nie jest już taki jak niegdyś.

My tych doświadczeń nie mamy tak wiele we współczesnej historii, choć po Afganistanie mamy własnych weteranów, którzy też zmagają się z zespołem stresu pourazowego, a wygodne społeczeństwo woli o tym nie myśleć. Tu warto sięgnąć choćby po Anioły jedzą trzy razy dziennie Grażyny Jagielskiej. Teoretycznie II wojna światowa z perspektywy żołnierza polskiego powinna wymykać się z tej klasyfikacji, ale znów polityka potrafiła porządnie namieszać i z bohaterów robiła zdrajców. Czytaj dalej Pod drzwiami

Podziel się

Cienka czerwona linia

Musiała to być jakaś siódma klasa szkoły podstawowej. Raczej nie szósta, choć kto wie. Moi koledzy wtedy zaczytywali się w serii “tygrysków” (Biblioteka Żółtego Tygrysa). Wymieniając się, kupując, dyskutując. Nie przypominam sobie, żebym, którąkolwiek skończył, choć objętościowo były niewielkie. Tematyka zupełnie mnie nie interesowała. Zamiast czytać o ruchach wojsk i oczywiście bohaterskich polskich żołnierzach, pociągała mnie bardziej bardziej mitologia grecka i rzymska oraz tak zwana literatura dziewczęca (m.in. Ania z Zielonego Wzgórza). Czytaj dalej Cienka czerwona linia

Podziel się

Łaskawe

Zapowiadało się rewelacyjnie. Narrator wprowadzał nas w świat nazizmu. Relatywizując zbrodnie, rozmywając odpowiedzialność, przerzucając niemal na wszystkich, łącznie ze zwrotnicowym, który przecież ustawiając odpowiednio zwrotnicę kieruje pociąg do obozu koncentracyjnego. Całość argumentacji pozornie logiczna, ale w zasadzie sprowadza się do podobnej, jak wówczas gdy złodziej mówi, że przecież biednych nie okrada.

Dodatkowo odwołuje się do “banalności zła” – w odpowiednich warunkach wszyscy bylibyśmy winni.

W głowach niech na zawsze pozostanie wam ta myśl: macie być może więcej szczęścia ode mnie, ale nie jesteście ode mnie lepsi. Bo niebezpiecznie się robi od chwili, w której arogancko pozwolicie sobie na to poczucie. Lubimy przeciwstawiać Państwo, totalitarne lub nie, zwyczajnemu człowiekowi, pluskwie lub trzcinie. Ale zapominamy przy tym, że Państwo tworzą ludzie, mniej lub bardziej zwyczajni, a każdy ma swoje życie, swoją historię i seria przypadków decyduje o tym, że któregoś dnia jedni znajdą się po dobrej stronie karabinu albo kartki papieru, a inni – po złej.

Łaskawe, Jonathan Litell. Klasyczna literatura antywojenna. Powoli dowiadujemy się kim podczas wojny mógł być narrator. 1941 rok, Niemcy właśnie przeprowadzają inwazję na Rosję. Naziści jeszcze w glorii zwycięzców, przeprowadzają eksterminację Żydów na Ukrainie.

Czytaj dalej Łaskawe

Podziel się

Czas życia i czas śmierci

  –  Rosjanie są Aryjczykami. A ojczyzna potrzebuje żołnierzy.

[…]

– Rosjanie nie są Aryjczykami – powiedział nagle milczący dotychczas żołnierz o spiczastej, szczurzej twarzy i małych ustach.

Wszyscy spojrzeli na niego.

– Mylisz się – odparł łysy. – Oni są Aryjczykami. Przecież byliśmy z nimi sprzymierzeni.

– To są podludzie, bolszewiccy podludzie, a nie Aryjczycy. Takie są ustawy.

– Mylisz się. Polacy, Czesi i Francuzi są podludźmi. Rosjan uwalniamy tylko od komunistów. To Aryjczycy. Ma się rozumieć, z wyjątkiem komunistów. Może nie są takimi Aryjczykami jak my, tylko zwykłymi Aryjczykami do roboty. Ale nie będą wytępieni.

Szczur zdumiał się.

– Oni byli zawsze podludźmi – oświadczył. – Wiem dokładnie. Najzwyklejszymi podludźmi.

– To się dawno zmieniło. Tak jak z Japończykami. Oni też są teraz Aryjczykami, odkąd zawarli z nami przymierze wojenne. Żółtymi Aryjczykami.

– Obaj nie macie racji – odezwał się basem niezwykle owłosiony żołnierz. – Rosjanie nie byli podludźmi, kiedy jeszcze byli naszymi sprzymierzeńcami. Ale są nimi teraz. Tak się przedstawia ta sprawa.

[…]

– Francuz byłby z tego wszystkiego może jeszcze najlepszy – powiedział łysy. – Wedle ostatnich badań to są tylko półpodludzie.

– To zwyrodniali ludzie średniego gatunku. – Bas spojrzał na Graebera, który zauważył lekki uśmieszek na jego szerokiej twarzy.

Jakiś krzywonogi mężczyzna z zapadniętą klatką piersiową, który wędrował niecierpliwie po izbie, podszedł teraz do nich.

– My jesteśmy nadludzie – powiedział. – A wszyscy inni – podludzie, to jasne, ale kto jest właściwie zwykłym człowiekiem?

Łysy zastanowił się.

– Szwedzi – powiedział po chwili. – Albo Szwajcarzy.

– Albo dzicy – oświadczył bas. – Tylko dzicy.

– Białych dzikusów nie ma już przecież – powiedział szczur.

To wszystko jest takie proste. Kto nie z nami ten lewak, komuch, zdrajca. Wystarczy prześledzić wypowiedzi polityków w mediach, żeby zobaczyć jak ich postrzeganie świata ma wiele wspólnego z rozmową młodych niemieckich żołnierzy na froncie rosyjskim sportretowanych przez E.M. Remarque’a w Czasie życia i czasie śmierci. Ci, którzy się tam znaleźli to mieszanina podejrzanych wywrotowców, komunistów, ćwierć-Żydów oraz prawdziwych Niemców, którzy latami poddawani zostali propagandzie faszystowskiej. I nawet jeśli mieli jakieś wątpliwości, to coś do ich umysłu się przesączyło. Czytaj dalej Czas życia i czas śmierci

Podziel się

Sto lat samotności

Obawiałem się tego powrotu. Lista książek, do których chciałbym wrócić po latach jest całkiem długa. Waham się między Dostojewskim, Celinem, Marquezem i kolejną powieścią Remarque’a, żeby wymienić tylko najwybitniejszych. W końcu podjąłem decyzję – Sto lat samotności. Ciekaw jestem, czy będzie potrafiła mnie wciągnąć, zaskoczyć, zauroczyć. Poza ogólną atmosferą, to kolejna pozycja, z której niewiele pamiętam. Mam swój egzemplarz kupiony za 31 500 złotych w 1992 roku. Jestem niemal przekonany, że było to w księgarni mieszczącej się w Pałacu Kultury i Nauki. Nie ma to większego znaczenia. Sprawa pierwsza związana z drukiem i sporem o to, czy książki papierowe czy ebooki. Właściwie nie wiadomo “co” książki papierowe czy ebooki? Które lepsze? Nie rozumiem tej dyskusji. W końcu chodzi o treść, a nie o to jak zostaje wydana. Jeśli nie ma w ebooku poszukam w papierze, jeśli jest dostępny ebook wolę wersję elektroniczną (poza rzeczami, z których będę aktywnie korzystał). To oczywiście miłe sięgnąć po latach do starego papierowego egzemplarza, przywołać kilka wspomnieć, ale co jeśli czcionka wyblakła tak, że czytanie nie jest przyjemnością. Nadal będziemy się rozpływać nad zapachem papieru, fakturą stron? Niemal rok temu porzuciłem papierowe wydanie Pod wulkanem. Moje oczy przegrały z mikroskopijnymi literkami. Jednak w wypadku Stu lat samotności mimo, że momentami farba mocno wyblakła, nie było aż tak źle. Czytaj dalej Sto lat samotności

Podziel się

Milczące między nami

To musiał być 1991 może 1992 rok, bo wtedy na rynku polskim pojawiły się “harlequiny”. Mama mojego przyjaciela stała się zagorzałą czytelniczką całej serii. Za każdym razem, gdy go odwiedzałem, liczba różowych i białych książeczek rosła zapełniając kolejne centymetry regału.

Któregoś razu siedząc i rozmawiając, zacząłem z ciekawości je przeglądać. To w sumie było dla mnie zupełnie nowe zjawisko: książka, która jest produktem;  i to produktem znormalizowanym. Czytaj dalej Milczące między nami

Podziel się

Łuk Triumfalny

Ravic, Joanna, Morozow, Paryż, Łuk Triumfalny, calvados. W trakcie lektury przypominałem sobie drobne sceny, atmosferę, wrażenia sprzed wielu lat.

Pod koniec PRL-u nie miałem żadnych szans, żeby dowiedzieć się czym jest i jak smakuje calvados. Była w tym jakaś niesamowita egzotyka. Po raz pierwszy miałem okazję kupić calvados w strefie wolnocłowej już w kapitalizmie. I nie pamiętam, czy miałem w głowie bohaterów powieści Remarquea, czy bardziej potrzebny był mi do kurczaka po normandzku. W każdym razie od tamtego czasu butelkę calvadosu zawsze mam w kuchni. Używam jednak tak rzadko, że na pewno zużyłem ich mniej w ciągu minionych trzech dekad, niż Joanna wraz z Ravikiem wypili w całej książce. Czytaj dalej Łuk Triumfalny

Podziel się

W polu

Powiedzmy szczerze, W polu Stanisłatwa Rembeka brakuje bardzo dużo do Na Zachodzie bez zmian. Bardzo dużo.

Będąc na fali czytania literatury (anty)wojennej dałem się namówić Oldze Wróbel na książkę Rembeka. Zarówno jej refleksje, jak i krótkie notki, które wyszperałem w sieci dawały szansę na nową (dla mnie) jakość w polskiej książce dotyczącej wojny. Zazwyczaj zdominowanej przez zerojedynkowe bohaterstwo i patriotyzm. Tymczasem jestem rozczarowany. Czytaj dalej W polu

Podziel się