Archiwa tagu: dyktatura

Zamach stanu

Gdybym mógł sobie sprzed kilku dekad dać pewną radę, w dodatku w zasadzie całkowicie nieprzydatną, powiedziałbym: “zapisuj swoją ścieżkę czytania kolejnych lektur; zanotuj, skąd brały się pomysły na dalsze tytuły”. A gdy technologicznie będzie to już możliwe stworzysz sobie piękny wizualnie wykres relacyjny w 3D, które książki, prowadziły do których. No i może jeszcze kiedy to miało miejsce i w jakich okolicznościach. Czytaj dalej Zamach stanu

Podziel się

Rewolucja nihilizmu

Wspomniał o tej książce Huxley w Nowym wspaniałym świecie 30 lat później gdy opisywał cechy propagandy w państwach dyktatorskich. Zacytował go w kontekście znaczenia, jakie miały marsze w nazistowskich Niemczech.

Owe wieczne marsze po nocy, owe przemarsze wspólnoty narodowej wydawały się niedorzecznym marnotrawieniem sił i czasu. Dopiero znacznie później i w tym również dostrzeżono wyrafinowaną wolę, dobrze umiejącą dostosować środki do przyświecającego jej celu. Maszerowanie odwraca uwagę. Maszerowanie zabija myśli. Maszerowanie niweczy indywidualność. Maszerowanie jest niedającym się zastąpić, cudownym obrzędem, służącym do tego, aby przy pomocy mechanicznego rytuału oswoić się ze wspólnotą narodową i wprowadzić ją w sferę podświadomości.

To było intrygujące. Brzmiało niesłychanie podobnie do tego, co działo się w ostatnich latach w Polsce, choć nie chodzi oczywiście o marsze wojskowe, ale o pewne comiesięczne rytuały. Być może mające na celu oswojenie ze wspólnotą narodową. Kto wie?

Rewolucja nihilizmu powstawała od 1936 roku, pierwsze wydanie ukazało się jesienią 1938 roku. Udało mi się kupić wydanie polskie z 1939 roku bazujące na piątym już wydaniu, do którego przedmowa została napisana w czerwcu tego samego roku. Swoją drogą fascynujące jest to od strony wydawniczej – niemiecki oryginał został w zasadzie ekspresowo przetłumaczony i wydany. Czytaj dalej Rewolucja nihilizmu

Podziel się

Nowy wspaniały świat 30 lat później

W drugiej połowie XX wieku nie podejmujemy żadnych usystematyzowanych działań związanych z reprodukcją naszego gatunku, a rozmnażając się w przypadkowy i niekontrolowany sposób, nie tylko doprowadzamy do przeludnienia, ale wygląda na to, że również obniżamy jakość biologiczną rosnącej rzeszy mieszkańców Ziemi. W dawnych, okrutnych czasach dzieci obciążone poważnymi, a nawet lekkimi wadami wrodzonymi rzadko przeżywały. Dzisiaj, za sprawą higieny, nowoczesnych środków farmakologicznych i świadomości społecznej takie dzieci dożywają wieku dojrzałego i przekazują dziedziczne ułomności swojemu potomstwu. […]

Mimo nowych, cudownych leków i lepszej opieki medycznej (a poniekąd właśnie z ich powodu) stan zdrowia ogółu ludzkości nie będzie wykazywał oznak poprawy, a nawet może ulec pogorszeniu.

[…]

A co z upośledzonymi od urodzenia osobnikami, których współczesna medycyna i opieka społeczna utrzymują przy życiu, aby mogli wydawać na świat podobnych sobie? Oczywiście wspieranie pokrzywdzonych przez los jest szlachetne. Ale nie można tego powiedzieć o masowym obciążaniu naszych potomków efektami niekorzystnych mutacji i o stopniowym skażaniu puli genetycznej, z której będą korzystali przedstawiciele naszego gatunku. Stoimy na rozdrożu dylematu etycznego i musimy zaangażować całą naszą inteligencję i dobrą wolę, żeby znaleźć jakieś pośrednie wyjście.

No i tak! Jeden z najważniejszych autorów mojej młodości zwolennikiem eugeniki? Nowy wspaniały świat przeczytany powtórnie po kilku dekadach okazał się rozczarowaniem. Z jednej strony strasznie mnie korci, ale też nie chcę aż tak bardzo pozbawić się złudzeń i nie sięgam do Filozofii wieczystej, która w czasach licealnych była dla mnie bardzo ważnym źródłem przemyśleń i budowania tożsamości. Mimo zawodu jakim okazała się dystopia Huxleya sięgnąłem z zaciekawieniem, po książkę, o której istnieniu w ogóle nie wiedziałem, a chyba dopiero teraz po raz pierwszy ukazała się w rodzimym tłumaczeniu sześćdziesiąt lat po ukazaniu się od oryginału. Nowy wspaniały świat 30 lat później. Raport rozbieżności. Aldous Huxley napisał ten zbiór esejów pierwotnie na zamówienie dziennika “Newsday”. Miały one w opisywać metody, za pomocą których jakiś dyktator mógłby manipulować ludźmi. Jednak faktycznie stał się próbą oceny tego, które wizje z Nowego wspaniałego świata potencjalnie mają szansę się zrealizować lub ocena tego, czy już to nastąpiło. Czytaj dalej Nowy wspaniały świat 30 lat później

Podziel się

Powrót. Ojcowie, synowie i kraj pomiędzy nimi

27 czerwca 1996 roku doszło do buntu więźniów w Abu Salim. Libijskim więzieniu, w którym osadzani i torturowani byli przeciwnicy Muammara Kaddafiego. Odpowiedzią strażników na bunt była masakra więźniów, w której zginęło ponad 1200 osób. Być może wśród ofiar znalazł się Dżaballah Matar, jeden z najważniejszych opozycjonistów libijskich przetrzymywany w różnych więzieniach od 1990 roku. Być może. Przez dwadzieścia lat jego syn Hisham Matar próbował odnaleźć ślad ojca. Nikt nie wiedział, gdzie jest przetrzymywany, czy jeszcze żyje, a jeśli zginął to w jaki sposób. W książce Powrót. Ojcowie, synowie i kraj pomiędzy nimi opisuje złożone losy wielu Libijczyków, których życie przypadło na okres dyktatury. Czytaj dalej Powrót. Ojcowie, synowie i kraj pomiędzy nimi

Podziel się

Szare śniegi Syberii

Zainteresowała mnie ta książka niezmiernie. I ze względu na temat i z uwagi na grupę docelową. W czerwcu 1940 roku w konsekwencji paktu Ribbentrop-Mołotow Litwa, Łotwa i Estonia trafiły pod okupację radziecką. U nas  bardzo mało się mówi o tym aspekcie układu niemiecko-radzieckiego. Szare śniegi Syberii Ruty Sepetys to historia litewskiej rodziny, którą deportowano z domu na Litwie do kolejnych obozów wewnątrz imperium sowieckiego. Czytaj dalej Szare śniegi Syberii

Podziel się

Czerwony alert

Gdyby ktoś mnie zapytał, kiedy studiowałem w Stanfordzie, co myślę o porzuceniu stanowiska dyrektora funduszu inwestycyjnego na rzecz działalności w obronie praw człowieka, spojrzałbym na niego, jakby był niespełna rozumu.

Sprawa funduszu Hermitage Capital założonego przez Billa Browdera nie była w polskich mediach specjalnie głośna. Na pewno nie tak jak pokazowy proces Michaiła Chodorkowskiego.

Na początku lat dziewięćdziesiątych Browder postanowił rozwinąć działalność inwestycyjną w krajach byłego bloku komunistycznego. Pierwszych transakcji dokonywał w Polsce, w połowie lat 90. przeniósł się do Rosji otwierając Hermitage Capital. Działalność rozpoczął z 25 mln dolarów (które jako wkład do spółki wniósł Edmond Safra), by po kilku latach wzrosły do kilku miliardów. W 2005 roku rosyjskie służby podatkowe oskarżyły Browdera o defraudację i w wyniku akcji służb specjalnych próbowano przejąć aktywa spółek, zaś sam Browder i ludzie z nim współpracujący zaczęli być nękani przez rosyjskie władze. Jednym z efektów nękania była śmierć prawnika pracującego z Browderem Siergieja Magnitskiego w 2009 roku.

Czerwony alert to historia sukcesu inwestycyjnego z jednej strony, a następnie zmagań z rosyjskim aparatem represji i próba walki o dobre imię Magnitskiego, zakończona uchwaleniem przez Izbę Reprezentantów USA tzw. ustawy Magnitskiego, zakazującej ludziom związanym ze śmiercią prawnika wydawania wiz do USA (w 2012 roku podobne restrykcje wprowadziła Wielka Brytania). Czytaj dalej Czerwony alert

Podziel się

Dom kata

Zaczynam alergicznie reagować na próbę mitologizowania socjalizmu przez część osób, które mają wyraźne skłonności do patrzenia na świat przez lewicowy pryzmat w wygodnej kapitalistycznej rzeczywistości. O ile doceniam dbałość o tych, którzy mają gorzej, którym się nie udało, lub po prostu mieli pecha w życiu i uważam, że w cywilizowanym państwie powinny istnieć rozwiązania i mechanizmy wspierające takie osoby, o tyle próba przekonywania mnie, że w zasadzie w PRL żyło się o wiele lepiej niż “w neoliberalnej Polsce” (cokolwiek by ta zbitka oznaczała) jest jakimś absurdem.

Jeśli porównamy życie w Rumunii i Polsce w ustroju powszechnej szczęśliwości, to faktycznie Polska może wyglądać jak socjalistyczny raj. Ciekawe jednak dlaczego czytając Dom kata Andrei Tompy, zacząłem przypominać sobie drobne „przyjemności” życia w PRL-u. Czytaj dalej Dom kata

Podziel się

Kiedy będziemy wolne

Czyż można opuścić miasto, w którym na świat przyszły twoje dzieci? Czyż można porzucić ogród, w którym co roku sadziło się drzewa, nie czekając, aż urodzą pierwsze granaty, orzechy i wonne jabłka. […] Kiedy weszłam do Sądu Najwyższego i nowe władze rewolucyjne oświadczyły, że kobieta nie może być już sędzią, zostałam. Zostałam, kiedy władze zdegradowały mnie do funkcji zwykłej urzędniczki. […] Zostałam, kiedy irackie myśliwce bombardowały domy przy naszej ulicy. Zostałam, kiedy nowe władze obwieściły, że islam wymaga brutalnej sprawiedliwości; że w imię religii można wykonywać na dachach egzekucje na młodych mężczyznach i kobietach; że można wieszać ich za poglądy polityczne.[…]

Tak jak nie potrafiłam opuścić Iranu, tak samo nie porzuciłam islamu. Gdybyśmy wszyscy spakowali się i wsiedli do samolotów, co zostałoby z naszej ojczyzny? Gdybyśmy pokornie schylili głowy i siedzieli w domach, pozwalając, by władza mówiła, że islam dopuszcza zabijanie pisarzy i wyroki śmierci na nastolatkach – co zostałoby z naszej wiary?

Czytaj dalej Kiedy będziemy wolne

Podziel się

Odgłosy rosnących bananów

Mam duży problem z prozą o współczesnej Polsce. Za duże jest w niej stężenie polskości, co nieodmiennie sprawia, że po kilku stronach bez żalu się rozstaję. Większość tych rzeczy, które widzimy dookoła, jeszcze wyraziściej pokazana, koniecznie z użyciem mocno zbrutalizowanego języka. Nie wiem, czemu ale ta myśl przebijała mi się w głowie podczas lektury powieści Ece Temelkuran Odgłosy rosnących bananów. Czytaj dalej Odgłosy rosnących bananów

Podziel się

Dziennik 1933-1945

Ja jestem Niemcem i czekam, że Niemcy wrócą; to oni się zagubili.

Kiedyś o takich książkach mówiło się, że są ważnym świadectwem. I jeszcze, że dzięki nim powinniśmy pamiętać. Dziś należałoby powiedzieć, że są ostrzeżeniem. Ostrzeżeniem przed pewnymi procesami, które trwają znacznie dłużej, niż nam się wydaje, gdy w nich uczestniczymy.

Gdy Victor Klemperer w 1933 roku zaczyna pisać swoje dzienniki, nacjonalizm niemiecki zaczyna dopiero się panoszyć. Inteligencja uważa, że to chwilowe, że zaraz to szaleństwo się skończy.

Ono się nie kończy, z każdym dniem posuwa się coraz dalej. Ludzie będący u władzy zaczynają podżegać społeczeństwo. Znajdują wspólnego wroga. To wciąż są czasy kryzysu gospodarczego. Ludzie są sfrustrowani potrzebują jeśli nie wsparcia i pieniędzy, to przynajmniej odreagowania. Hitler tego wspólnego wroga podaje na tacy – Żydzi. Odpowiedzialni są za wszystko, co złe. Czytaj dalej Dziennik 1933-1945

Podziel się