Archiwum kategorii: Podróż w przeszłość

Cienka czerwona linia

Musiała to być jakaś siódma klasa szkoły podstawowej. Raczej nie szósta, choć kto wie. Moi koledzy wtedy zaczytywali się w serii “tygrysków” (Biblioteka Żółtego Tygrysa). Wymieniając się, kupując, dyskutując. Nie przypominam sobie, żebym, którąkolwiek skończył, choć objętościowo były niewielkie. Tematyka zupełnie mnie nie interesowała. Zamiast czytać o ruchach wojsk i oczywiście bohaterskich polskich żołnierzach, pociągała mnie bardziej bardziej mitologia grecka i rzymska oraz tak zwana literatura dziewczęca (m.in. Ania z Zielonego Wzgórza). Czytaj dalej Cienka czerwona linia

Podziel się

Zapach niewidzialnego

Przez długie lata w różnych okolicznościach przypominałem sobie opowiadanie publikowane w odcinkach w PRL-u w magazynie, którego nazwa zniknęła gdzieś w czeluściach mojej pamięci. To były wyłącznie hasła – sproszkowany żuk na potencję, Yasmina – główna bohaterka i różne przygody erotyczne tejże. To było wszystko. Kilka miesięcy przed wystartowaniem ze speculatio.pl po jakiejś kolejnej rozmowie na temat fascynacji młodzieńczych uparłem się, że wreszcie znajdę to czasopismo. Po głowie kołatały mi się Fakty i mity, ale to nie był ten trop. Po ładnych paru godzinach poszukiwań znalazłem. Tym magazynem były Fikcje i fakty, wydawane w połowie lat osiemdziesiątych. Ostatni raz swoje egzemplarze widziałem ze dwie dekady temu w piwnicy u rodziców. Prawdopodobnie poszły do pieca.

Czytaj dalej Zapach niewidzialnego

Podziel się

Czas życia i czas śmierci

  –  Rosjanie są Aryjczykami. A ojczyzna potrzebuje żołnierzy.

[…]

– Rosjanie nie są Aryjczykami – powiedział nagle milczący dotychczas żołnierz o spiczastej, szczurzej twarzy i małych ustach.

Wszyscy spojrzeli na niego.

– Mylisz się – odparł łysy. – Oni są Aryjczykami. Przecież byliśmy z nimi sprzymierzeni.

– To są podludzie, bolszewiccy podludzie, a nie Aryjczycy. Takie są ustawy.

– Mylisz się. Polacy, Czesi i Francuzi są podludźmi. Rosjan uwalniamy tylko od komunistów. To Aryjczycy. Ma się rozumieć, z wyjątkiem komunistów. Może nie są takimi Aryjczykami jak my, tylko zwykłymi Aryjczykami do roboty. Ale nie będą wytępieni.

Szczur zdumiał się.

– Oni byli zawsze podludźmi – oświadczył. – Wiem dokładnie. Najzwyklejszymi podludźmi.

– To się dawno zmieniło. Tak jak z Japończykami. Oni też są teraz Aryjczykami, odkąd zawarli z nami przymierze wojenne. Żółtymi Aryjczykami.

– Obaj nie macie racji – odezwał się basem niezwykle owłosiony żołnierz. – Rosjanie nie byli podludźmi, kiedy jeszcze byli naszymi sprzymierzeńcami. Ale są nimi teraz. Tak się przedstawia ta sprawa.

[…]

– Francuz byłby z tego wszystkiego może jeszcze najlepszy – powiedział łysy. – Wedle ostatnich badań to są tylko półpodludzie.

– To zwyrodniali ludzie średniego gatunku. – Bas spojrzał na Graebera, który zauważył lekki uśmieszek na jego szerokiej twarzy.

Jakiś krzywonogi mężczyzna z zapadniętą klatką piersiową, który wędrował niecierpliwie po izbie, podszedł teraz do nich.

– My jesteśmy nadludzie – powiedział. – A wszyscy inni – podludzie, to jasne, ale kto jest właściwie zwykłym człowiekiem?

Łysy zastanowił się.

– Szwedzi – powiedział po chwili. – Albo Szwajcarzy.

– Albo dzicy – oświadczył bas. – Tylko dzicy.

– Białych dzikusów nie ma już przecież – powiedział szczur.

To wszystko jest takie proste. Kto nie z nami ten lewak, komuch, zdrajca. Wystarczy prześledzić wypowiedzi polityków w mediach, żeby zobaczyć jak ich postrzeganie świata ma wiele wspólnego z rozmową młodych niemieckich żołnierzy na froncie rosyjskim sportretowanych przez E.M. Remarque’a w Czasie życia i czasie śmierci. Ci, którzy się tam znaleźli to mieszanina podejrzanych wywrotowców, komunistów, ćwierć-Żydów oraz prawdziwych Niemców, którzy latami poddawani zostali propagandzie faszystowskiej. I nawet jeśli mieli jakieś wątpliwości, to coś do ich umysłu się przesączyło. Czytaj dalej Czas życia i czas śmierci

Podziel się

Łuk Triumfalny

Ravic, Joanna, Morozow, Paryż, Łuk Triumfalny, calvados. W trakcie lektury przypominałem sobie drobne sceny, atmosferę, wrażenia sprzed wielu lat.

Pod koniec PRL-u nie miałem żadnych szans, żeby dowiedzieć się czym jest i jak smakuje calvados. Była w tym jakaś niesamowita egzotyka. Po raz pierwszy miałem okazję kupić calvados w strefie wolnocłowej już w kapitalizmie. I nie pamiętam, czy miałem w głowie bohaterów powieści Remarquea, czy bardziej potrzebny był mi do kurczaka po normandzku. W każdym razie od tamtego czasu butelkę calvadosu zawsze mam w kuchni. Używam jednak tak rzadko, że na pewno zużyłem ich mniej w ciągu minionych trzech dekad, niż Joanna wraz z Ravikiem wypili w całej książce. Czytaj dalej Łuk Triumfalny

Podziel się

Czerwona trawa

Regał stał naprzeciwko okien. Ostatni w rzędzie. Na samym końcu na dolnej półce tej bezpośrednio nad wykładziną litera V. Vian, Boris Vian. Kilka czerwonych całkowicie nieczytanych egzemplarzy. W każdym czysta karta biblioteczna. Czerwona trawa. Byłem tak zachwycony, że poddałem się pokusie i podprowadziłem przy okazji którejś wizyty jeden z egzemplarzy. Uznałem, że lepiej by był u kogoś, kto go czyta, niż ma tam stać zapomniany. Czyn uzasadniało dodatkowo fakt, że nie był to pojedynczy okaz. Czytaj dalej Czerwona trawa

Podziel się

Historia Zézé Vasconcelos

Pamiętam pogodę i okładkę, gdy wyszedłem z biblioteki wojewódzkiej z egzemplarzem Chodź obudzimy słońce. Pamięć jednak jest złudna i zawodna, o czym między innymi wspomina Leonard Mlodinow. Byłem przekonany, że książka ukazała się w serii “Proza iberoamerykańska” Wydawnictwa Literackiego. Tymczasem nawet śladu po niej nie ma. Okładki wydania PAX-owskiego z 1980 roku zupełnie sobie nie przypominam, choć musiała to być właśnie ta. Pamięć jest ułomna, ale z moich notatek z cytatami z tamtego okresu wynika, że czytałem ją tuż po Ciężkich pieniądzach, J. Don Passosa, a tuż przed Waldenem, H.D. Thoreau. Musiała to być I lub II klasa LO. Okładka zdecydowanie dziecięca lub młodzieżowa, ale ten poetycki tytuł mocno zapadł mi na lata w głowie. Chodź obudzimy słońce, J.M. de Vasconcelos

Nowemu polskiemu wydaniu z tytułem Rozpalmy słońce, tej poezji brakuje. Oryginalny portugalski Vamos aquecer o sol przy użyciu translatora nie pozwala mi ocenić, któremu przekładowi jest bliżej. Nazwisko autora José Mauro de Vasconcelos również brzmi tajemniczo i poetycko. Czytaj dalej Historia Zézé Vasconcelos

Podziel się

Wilk stepowy – kryzys wieku średniego kontra rozterki młodości

Kilka miesięcy temu sięgnęła po nią moja żona. Żeby sobie przypomnieć. Dla niej też była to kiedyś ważna książka. Stanęła na oddzielnej półeczce, żeby do niej zerkać. Między Dopaminą i sernikiem a Profilowaniem kryminalnym. Zaglądałem do różnych przeczytanych dawno temu lektur (podróż w przeszłość), zastanawiałem się, który tytuł wybrać jako kolejny. Ale tej nie chciałem ruszać. Dopaminę i sernik brałem i odkładałem na dłuższy czas, żeby ponownie spróbować. A Wilk stepowy cały czas na mnie cierpliwie czekał. Nie wiem czemu próbowałem go omijać. Był dla mnie bardzo ważną książką, choć po latach pamiętałem już tylko ogólną ideę. Znacznie lepiej kojarzyłem inne książki Hermana Hesse, a zwłaszcza wrażenia mi towarzyszące. Siddartha historia poszukiwania siebie samego. W sam raz dla nastolatka. Długo później dostępne na naszym rynku księgarskim były Demian oraz Narcyz i złotousty. Pierwsza powstała osiem lat przed Wilkiem stepowym, druga trzy lata później. Ale wiem to teraz. Wtedy odnosiłem wrażenie, że Hesse pisze tę samą książkę. Zmieniają się tylko imiona głównego bohatera. Widzę na półce jeszcze Gertrudę. Musiały mnie już wyjątkowo znudzić, bo odkąd udało mi się wreszcie jakimś cudem nabyć Grę szklanych paciorków, nigdy jej nie przeczytałem. Stała zawsze w ważnych miejscach na półkach w kolejnych mieszkaniach. I była raczej swego rodzaju pożądanym niegdyś talizmanem. Żeby jednak nie zniszczyć jego magii staram się go nie dotykać. Czytaj dalej Wilk stepowy – kryzys wieku średniego kontra rozterki młodości

Podziel się

Nowy wspaniały świat – rozczarowanie po latach

Przez wiele lat Nowy wspaniały świat, Aldousa Huxleya stał na półce wśród najważniejszych dla mnie książek. Wydanie z 1988 roku. Zdaje się po wielu latach nieobecności w Polsce ze względu na PRL-owską cenzurę. Kilka jego innych książek (w tym bardzo dla mnie istotna w pewnym momencie Filozofia wieczysta) przetrwało różnego rodzaju przeprowadzki oraz remanenty i nadal ma swoje miejsce na półkach, a nie w pudłach. Czytaj dalej Nowy wspaniały świat – rozczarowanie po latach

Podziel się

Piekło kobiet

Zamiast narodowego czytania Sienkiewicza byłoby lepiej, gdybyśmy przypomnieli sobie Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Na to jednak szanse są znikome. Nie pamiętam już kiedy poprzednio sięgałem do Piekła kobiet. Prawdopodobnie przy okazji poprzedniej batalii związanej z prawem dotyczącym aborcji. Dziś temat znów jest na pierwszych stronach gazet, portali, serwisów. Bo ponownie politycy postanowili, że oni wiedzą lepiej. Nic tam technologia, rozwój medycyny, cywilizacji, trendy światowe, równouprawnienie. To wszystko nie ma znaczenia, bo przecież  my nie zarządzamy krajem, tylko rządzimy. A jeśli rządzimy to według naszego widzimisie.

Piekło kobiet jest zbiorem felietonów opublikowanych w 1929 roku. 87 lat temu. W 1929 roku między innymi po raz pierwszy wyświetlono film dźwiękowy oraz w leczeniu zastosowano penicylinę. Minęło niemal 100 lat cywilizacja i nauka są w zupełnie innym miejscu. Tak? Czytaj dalej Piekło kobiet

Podziel się

Wszyscy polegli lotnicy

Kupiłem za grosze dwa tomiki opowiadań Williama Faulknera, Wszyscy polegli lotnicy oraz Czerwone liście. Mimo tego, że z moich notatek sprzed lat wynika, że je czytałem, nie pamiętałem niemal żadnego z opowiadań. Kojarzę również okładkę, nawet jestem przekonany, że miałem własny egzemplarz “Lotników”. Czytaj dalej Wszyscy polegli lotnicy

Podziel się