Wszystkie wpisy, których autorem jest GZalewski

Seks, prochy i zespół Aspergera

Mądre książki są dobre bo są dobre i mądre. I taką też jest Seks, prochy i zespół Aspergera, Luka Jacksona. Jej podtytuł brzmi Przewodnik po dorosłości dla osób z zespołem Aspergera

Luke Jackson napisał ją mając ponad dwadzieścia lat i jest to już kolejna jego książka. Jako trzynastolatek napisał Świry, dziwadła i zespół Aspergera. Przewodnik użytkownika dorastania. Czytaj dalej Seks, prochy i zespół Aspergera

Podziel się

Łowcy z kotłowni

Nikt mi nie dał takiego prawa, więc pozwalam sobie na to zupełnie samozwańczo. Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko napisać, że od ćwierć wieku jestem związany z rynkiem kapitałowym, jako uczestnik, spekulant, obserwator, analityk, dziennikarz, ba nawet jako bloger (niegdyś zwany felietonistą). Oprócz tego mam za sobą całkiem sporo tekstów, również krytycznych o funkcjonowaniu rodzimego rynku kapitałowego, nagrodę Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych “za szczególne zasługi w edukacji środowiska inwestorskiego”. Dodatkowo zaś po wykładzie w 2017 roku na temat etyki w branży finansowej podczas 7. Fund Forum Analiz Online, jeden z moich znajomych nazwał mnie “kaznodzieją rynku” (mam nadzieję, że była w tym raczej sympatia, niż ubolewanie). Miało jednak być zupełnie nie o mnie. Powyższe jest tylko argumentem na rzecz prawa do przyznania samozwańczej nagrody na NAJLEPSZĄ KSIĄŻKĘ DOTYCZĄCĄ…

I tu pojawia się znów problem. Chciałbym napisać, że to najlepsza książka o rynku finansowym, najlepsza książka o inwestowaniu, najlepsza książka o psychologii inwestowania (w tym chciwości i strachu), ale to nie będzie prawda, za wyjątkiem ostatniego elementu. Bo to nie książka o rynku finansowym, tylko pseudofinansowym, nie o inwestowaniu tylko o patologiach inwestycyjnych. No ale może to jest jakaś diagnoza rzeczywistości, w której znajdujemy się tu i teraz, w 2018 roku, po 27 latach funkcjonowania rynku kapitałowego w Polsce.

A nagrodę otrzymuje…

Mateusz Ratajczak za książkę Łowcy z kotłowni. Dziki świat finansowych naciągaczy. Czytaj dalej Łowcy z kotłowni

Podziel się

Mała apokalipsa

Stał egzemplarz nielegalnej Małej apokalipsy Tadeusza Konwickiego na honorowym miejscu w biblioteczce jednego z moich licealnych kolegów. Prawdopodobnie u niego przeglądałem książkę. Albo może zupełnie w innych okolicznościach. To nie ma zupełnie znaczenia, poza tym, że zupełnie mi nie podpasowała i w zasadzie na to pytanie “Czy czytałeś Małą apokalipsę” niezmiennie przez lata odpowiadałem: „nie znam, coś mi w niej nie pasowało”. Zaczytywaliśmy się przede wszystkim w Hłasce. Obu autorów można było zdobyć do pewnego czasu wyłącznie w drugim obiegu. Oficjalnie nie byli drukowani. Czytaj dalej Mała apokalipsa

Podziel się

Zamach stanu

Gdybym mógł sobie sprzed kilku dekad dać pewną radę, w dodatku w zasadzie całkowicie nieprzydatną, powiedziałbym: “zapisuj swoją ścieżkę czytania kolejnych lektur; zanotuj, skąd brały się pomysły na dalsze tytuły”. A gdy technologicznie będzie to już możliwe stworzysz sobie piękny wizualnie wykres relacyjny w 3D, które książki, prowadziły do których. No i może jeszcze kiedy to miało miejsce i w jakich okolicznościach. Czytaj dalej Zamach stanu

Podziel się

Mesjasze

Uświęcone konwencje, pietyzm, względy moralne, wychowawcze… Bo u nas szkoła nie kończy się w szkole. Klątwa dydaktyzmu ciąży nad wszystkim, okrawa życie.

Na nikim to tak nie zaważyło, jak na Mickiewiczu. Zyskał on w naszej literaturze stanowisko wyjątkowe, stał się symbolem woli życia narodu. Pisma jego stały się Pismem świętym. Pielgrzymowano do jego trumny jak do trumny nieznanego żołnierza. Ale czy nie było w tym niebezpieczeństwa, że przy tym trybie stanie się nieznanym poetą?

Był przez wiek cały naszym sztandarem. Toteż wszystkie partie wyciągały ręce po ten sztandar, aby go sobie przywłaszczyć. Wykręcano go, okrawano, czytano go z intencją wyczytania tego, co się chce.

Mickiewicz, można powiedzieć, nigdy nie należał — nie mógł należeć — do „normalnej” historii literatury.

[…]

Są tedy znaki na niebie i ziemi świadczące, iż trzeba może odnowić nasz stosunek do naszego największego poety, do największego cudu, jakiego kiedy było świadkiem polskie życie. Jakie do tego celu obrać środki, niech inni mądrzejsi radzą. Ja, skoro mnie wezwano, przedstawię moje skromne propozycje:

Wezwać naszych społeczników, polityków, moralistów, bakałarzy, aby — tak samo jak bolszewicy zwracają nam nasze skarby sztuki — zwrócili, bodaj na jakiś czas, Mickiewicza literaturze.

Zburzyć wszystkie pomniki Mickiewicza, odlać z nich wielką armatę i nabić w nią pewną ilość jego komentatorów. Tadeusz Boy-Żeleński, Ludzie żywi

Poszukiwałem tej książki od dawna. Na portalach aukcyjnych osiąga wysokie ceny, w okolicznych bibliotekach była nie do dostania (wypożyczona dawno temu i nie zwrócona), aż w końcu MAM!

Zanim w końcu wpadła w moje ręce wiedziałem, że dostępne są inne książki György Spiró, ale każdorazowo ich objętość mnie skutecznie odstraszała. Nie przepadam już za tomiszczami, które zajmują mi zbyt dużo czasu.

Ale w trakcie lektury tej upolowanej moje zainteresowanie pozostałymi powieściami Spiró systematycznie rosło.

Mesjasze to niejako odpowiedź na zawołanie Boya z 1929 roku. Przekłuć ten nasz balon nadęcia, pokazać ludzi żywych, a nie posągi z brązu. Niestety zrobił to Węgier, więc jeśli ktoś pokazuje nam nasze wady, to niemal z automatu staje się polakożercą. Taki zarzut padł przy jego książce Iksowie z ust Jerzego Roberta Nowaka, który w 1981 roku nie dopuścił do wydania jej w polskim przekładzie, a co więcej doprowadzono do zakazu korzystania przez niego z polskich archiwów. Czytaj dalej Mesjasze

Podziel się

Dziennik z getta łódzkiego

Ach, Boże! Jak to dobrze, że urodziłam się w takim właśnie domu, i nie w innym… Mimo wszystko pod tym względem szczęście mnie spotkało… Umiem to szczęście ocenić (20.01.1944)

Wielkim plusem w życiu ludzkim jest przyjaźń i miłość… To jest prawdziwy dar Boski i szczęście… Szczęśliwy jest ten, który żyje w przyjaźni i miłości… To dodaje otuchy, to krzepi….

[…]

Ach, jak to dobrze, że jestem Żydówką, i jak to dobrze, że mnie nauczono kochać Boga… Wdzięczna jestem za to wszystko! Dzięki ci, Boże!!! (2.02.1944)

Holokaust jest niewyobrażalny, życie Żydów podczas wojny było niewyobrażalne, ale chyba jeszcze bardziej niewyobrażalny jest optymizm Rywki Lipszyc, mieszkanki łódzkiego getta w kolejnym roku wojny. W chwili wybuchu II wojny światowej Rywka miała 10 lat, jej zeszyt z zapiskami pisanymi na przełomie 1943/1944 roku został odnaleziony przez lekarkę z Armii Czerwonej Zinaidę Berezowską podczas wyzwolenia Auschwitz-Birkenau w okolicach jednego z pieców krematoryjnych. W 1995 roku odkryła go wnuczka Zinaidy. Czytaj dalej Dziennik z getta łódzkiego

Podziel się

Narodowe czytanie Boya-Żeleńskiego (2)

Nie spodziewam się, żeby w najbliższej dekadzie (a pewnie i dłużej) Tadeusz Boy-Żeleński doczekał się uhonorowania „Narodowym Czytaniem”. Kontynuując więc własną tradycję, zostawię tu garść fragmentów z felietonów zebranych w zbiorze Marzenie i pysk opublikowanych w latach 1916-1930. Mogą wielcy okroić Żeromskiego, to i ja maluczki wykroję coś z Boya. Aktualnego, choć sto lat zaraz stuknie. Czytaj dalej Narodowe czytanie Boya-Żeleńskiego (2)

Podziel się

Pierwszy bandzior

To było kolejne podejście do Pierwszego bandziora Mirandy July. Za pierwszym razem zupełnie nie byłem w stanie wejść w atmosferę. Tak bywa. Ale nie odrzuciłem, tylko odłożyłem na inny czas. Spokojniejszy, wakacyjny. Tym razem było lepiej. O wiele lepiej. Historia czterdziestoletniej Cheryl, outsiderki albo dziwaczki w zależności od tego, jak chcemy ją postrzegać. Intrygująca. Niestety z kolejnymi stronami coraz bardziej przypominała mi Eleaonor Oliphant ma się całkiem dobrze. Lepiej napisana bez wątpienia, ale posiadająca te wszystkie wady, które mnie zniechęciły do powieści Gail Honeyman – nie interesuje mnie spiętrzanie kolejnych dziwactw i sytuacji, w których bohaterka czuje się osaczona lub nierozumiana, tłumacząc nam swój świat, a my mimochodem mamy się uśmiechnąć. Czytaj dalej Pierwszy bandzior

Podziel się

Dziecko w śniegu

Wolę, kiedy pamięć zapełniona jest przez duchy, cienie, wyobraźnię; nie ufam tym, którzy chcą, żeby każde wspomnienie było zweryfikowane i sprawdzone. Pamięć jest pamięcią, gdy osnuta jest mgłą i ulega ciągłym zmianom, czyli kiedy jest żywa.

[…]

Pamięć jest konstrukcją – jej formę i treść każdy sobie tworzy indywidualnie. Jedni, żeby przeżywać kolejny raz narcystyczne cierpienie, inni, bo uważają, że pamięć pomaga wybierać. Pozwala stawać po stronie upokarzanych, tych, którym odmawia się godności i którzy pragną sprawiedliwości. Pamięć nie może być jednolita i podzielana przez całe pokolenie, bo jest zarazem narzędziem polityki i wyborem egzystencjalnym. Dotyczy każdego z nas osobiście.

Jeszcze jedna wspomnieniowa opowieść o Holocauście, rodzinie i tożsamości? Niby nic nowego nie można napisać, ale za każdym razem jest inaczej. Włodek Goldkorn opowiada w bardzo stonowany sposób. Nigdy nie byłem w muzeum Auschwitz-Birkenau i mnie tam nie ciągnie. Wolę czytać wspomnienia, opowieści historie. Dlatego bliskie jest mi to co napisał o tym, co zrobiono z Auschwitz, jako symbolem, pomnikiem, narzędziem i dlaczego przez wiele lat nie chciał tam pojechać, mimo, że zginęli tam jego bliscy. Czytaj dalej Dziecko w śniegu

Podziel się